poniedziałek, 12 października 2015

Ranking piosenek musicalowych (cz.2)

Tłumaczenie, że musical filmowy jest różny od musicalu wystawianego na deskach teatru nie jest konieczne, a z racji, że przedostatnio zaprezentowałem ulubione piosenki z musicali filmowych to dla równowagi warto przedstawić listę piosenek musicalowych w dekoracjach scenicznych. W przeciwieństwie do poprzedniej części, tę listę tworzyło mi się ciężej. Albo przypominałem sobie coraz to nowe piosenki, a to upierałem się, aby wrzucić na cztery z pięciu pozycji piosenki z jednego musicalu, a to znowu mi się zachciało o AHS pisać. Na szczęście ogarnąłem się i jestem ;p

Ranking piosenek musicalowych
(kategoria: teatr)
Jeśli miałbym porównać tę listę z poprzednią to zdecydowanie bardziej wolę piosenki z tej kategorii. O wiele lepiej ogląda mi się musicale wystawiane w teatrze. Możliwe, że chodzi o atmosferę, a może w przeciwieństwie do filmowych musicali mają one więcej naturalności i wdzięku i przy tym bardziej "pasują" do musicalowych założeń.

(Metro)
Polska legenda wyreżyserowana przez Janusza Józefowicza. Metro, z pewnością, otworzyło karierę wielu znanym i cenionym dzisiaj artystom. W sumie długo decydowałem się pomiędzy utworami Bluzwis, In God We Trust, Litania i A ja nie.Wszystkie są świetne, ale ostatecznie zdecydowałem się na In God We Trust, które po raz pierwszy usłyszałem jako cover w programie Idol. Potem piosenka jeszcze długo siedziała mi w głowie.Sam musical pochodzący z lat 90-tych zestarzał się, ale nie stracił na wartości.

4. Memory
(Cats)
Polskiej premierze musicalu Cats towarzyszyło spore zainteresowanie. Mówiono o strojach, charakteryzacji, choreografii... Kilka piosenek z polskiej takich jak chociażby Mefistofeliks, zapadło mi w pamięć, ale jeśli chodzi o najbardziej kojarzoną z Kotami piosenkę to lubię ją tylko i wyłącznie w języku angielskim - Memory. I nawet nie potrafię powiedzieć, dlaczego zdobyła moją sympatię. Jakiś niewyjaśniony nostalgiczny nastrój. 

(Chłopi)
Broadway... Broadway, a my mamy swoje perełki i to w wykonaniu dobrych, polskich aktorów. Musical Chłopi został stworzony z rozmachem i w przeciwieństwie do serialu lub książki nie pozwalają się nudzić. Tu tradycja jest żywa, energiczna, a aktorstwo na wysokim poziomie, zaś Bernard Szyc wykonuje swoją robotę bezbłędnie. Pokłony. I daję na trzecim, gdyż sam Jarmark w Tymowie nie jest najlepszą (fenomenalny, ale nie najlepszy) piosenką z trzygodzinnego spektaklu, ale nie wszystko można znaleźć na yt, także trzeba iść na ustępstwa.

(Rent)
Rent pojawia się na deskach teatrów od kilkunastu lat, a w 2006 powstał film z obsadą z oryginalnego musicalu, ale przyznam, że ja uwielbiam obsadę z 2008. Will Chase o wiele bardziej pasuje mi do roli Rogera od Adama Pascala. Z resztą to tyczy się całej obsady (tu wyjątkiem będzie jedynie Maureen). Większość kojarzy ten musical z Seasons of Love, albo La Vie Boheme i słusznie, ale dla mnie numerem jeden pozostaje Light My Candle. Przewrotna i zabawna piosenka opowiada o pierwszym spotkaniu Mimi i Rogera.

(Lalka)
O Lalce postaram się poświęcić jeszcze trochę uwagi (z resztą można wywnioskować po obecnej tapecie na blogu), ale póki co piosenka o Wokulskim będąca delikatnym nakreśleniem bohatera - najprościej streszczająca pierwszy rozdział powieści Prusa. Panowie Klejn, Lisiecki i Mraczewski wykonują kawał dobrej roboty. I ogólnie pytanie, bo mam wątpliwości, czy Klejn tylko mi przypomina Sama Rockwella?

sobota, 10 października 2015

O tym jak AHS miało być o wojsku, a nie jest

Tematy służące snuciu spiskowych teorii są zawsze na czasie. Prawie tak samo na czasie jest wyszukiwanie w American Horror Story podpowiedzi i nawiązań do przyszłych sezonów. Nikomu kto zapoznał się z tym wyjątkowym serialem grozy nie trzeba tłumaczyć, że każdy sezon tworzy odrębną historię, ani prawdopodobnie, tego, że twórcy R.Murphy i B.Falchuk ukrywają w odcinkach tak zwane wskazówki zapowiadające tematykę kolejnych sezonów. I tu pole do popisu dla fanów, którzy namiętnie wyszukują, główkują i wymyślają śmiałe teorie. Sam również staram się odnajdować wszelkie poszlaki i pomijając fakt ich interpretacji, czy raczej nadinterpretacji w moim wykonaniu, żaden sezon mnie nie zaskoczył. I tak było do momentu ogłoszenia podtytułu piątej serii American Horror Story: Hotel. Obstawiałem i raczej nie byłem wyjątkiem, że akcja nowego sezonu przeniesie się do wojska, czy raczej to żołnierze będą bohaterami kolejnej odsłony serialu. I nie jest to takie gadanie dla gadania, bo dużo rzeczy wskazywało, wręcz natrętnie, że wybór padł na wojsko, a nie jakiś tam hotel, ale po kolei. Temat jak najbardziej nad interpretujący sceny, dialogi i postaci z Freak Show, ale czemu nie napisać o "mylnych", a raczej zwyczajnie nie będących wskazówkami, rzeczach. W każdym razie ostrzegam przed spoilerami, choć nie sądzę, aby były to jakieś nader ważne informacje.
Life on Mars w wykonaniu J.Lange
Nie wiem, ile w tym prawdy, bo nie śledzę twórców AHS w mediach społecznościowych, ale pierwsza podpowiedź do sezonu piątego miała ukazać się dużo wcześniej od poprzednich, które zwykle pojawiały się na 2-3 odcinki przed końcem sezonu. Już w pierwszym odcinku pojawiły się trzy rzeczy, które pasowały do siebie w dość dziwny sposób: występ J.Lange, nazwisko granej przez nią postaci i miejsce akcji, a więc mamy Elsę Mars, miasteczko Jupiter oraz rakietę kosmiczną, na której aktorka wjeżdża na scenę. Kosmos? Nie do końca. Wielu fanom nasunęło się skojarzenie z Roswell oraz Strefą 51, która stanowi bazę wojskową. A więc kosmici? Już bardziej. Ich wątek wszakże pojawił się w Asylum.
Na kolejne informacje, prawdopodobnie nie zwróciłbym większej uwagi, gdyby nie fakt, że odświeżyłem sobie Freak Show (ta, należę do mniejszej grupy, która nie hejtuje tego sezonu). W odcinku trzecim podczas rozmowy Della i Ethel. Mężczyzna pyta: - za kogo chciał się przebierać Jimmy w Halloween? - Zawsze chciał być żołnierzem - odpowiada postać grana przez Bates. Może to zwykły dialog, a może jakieś zdanie w stylu "chciał pójść w ślady ojca" (chociaż możliwość drugą odrzucam, bo Dell wojskowym prawdopodobnie nie jest). W każdym razie ciekawa informacja. Kolejna ważna rozmowa pojawia się czwartym odcinku, w którym Edward Mordrake wypytuje Elsę o jej przeszłość. Kobieta wspomina Berlin oraz utratę nóg, a także zakochanego w niej żołnierza, który ją uratował od śmierci. Mając na uwadze, że sezony mają się łączyć ze sobą, piąty sezon miał z początku opowiadać historię żołnierza wielbiącego niemiecką aktorkę?
Ehtel i Dell rozmawiają o Jimmym.
Największym uderzeniem, które mocno podzieliło fanów serialu była pierwsza, oficjalna wskazówka przedstawiająca kubek kawy z logo kapelusza (na marginesie kubek z kawą pojawił się również we wcześniejszym odcinku). Tu ktoś już zaczął napominać o miejscu eleganckim, ekskluzywnym jako hotel. Obok pojawiły się także pomysły bardziej toporne jak rewia lub opera. Kapelusz nie zażegnał wątku z wojskiem, a może nawet pobudził go dostarczając nowych ciekawych, teorii. Według nich kapelusz miał odnosić się do Operacji Top Hat, która może nie dla nas, ale dla amerykanów z pewnością jest ważną częścią historii. Tu w grę wchodziła nauka, broń chemiczna, testy wojskowe.
Ostatni odcinek sugerował najmocniej związek następnego sezonu z wojskiem. Elsa spotyka się z dawnym ukochanym. Mężczyzna opowiada o swojej pracy dla wojska. Jego praca miała polegać na budowie wioski pod testy bomby atomowej. Po tym dialogu ponownie przed oczami stanęła mi  J.Lange wjeżdżająca na scenę na makiecie rakiety kosmicznej, czy teraz bardziej już na bombie atomowej.
Najbardziej trollująca wskazówka w historii AHS
Wiele rzeczy sugerowało, że piąty sezon American Horror Story będzie rozgrywał się w wojsku, albo przynajmniej będzie ocierał się o temat broni oraz nauki służącej złu. A więc jak to jest? Mam wrażenie, że to miało być wojsko. To miały być testy broni, ale z jakiegoś powodu twórcy zmienili miejsce i czas akcji. Oczywiście, jest to tylko teoria, a prawdę znają jedynie osoby tworzące serial od podstaw.
Wojsko byłoby interesującym pomysłem i trochę szkoda, że zamiast tego jest Hotel. I tu nie zrozumcie mnie źle - nie jestem przeciwko tematyce "piątki", a wręcz przeciwnie - myślę, że sezon może dużo zwojować. Mimo wszystko uważam, że w hotelu o wiele łatwiej jest popaść w banał niż w wojsku.

O American Horror Story

Wszystkie linki do tematów o AHS będą znajdowały się tutaj; ciekawostki, przemyślenia, wszelakie pierdoły, ale o tym potem.

Cztery ulubione sceny z serialu (sezony 1-4)
Pięć prawdziwych postaci na pięć sezonów AHS
Polska opowieść grozy?
Oczekiwania przed premierą AHS: Freak Show
Oczekiwania przed premierą AHS: Hotel
O powiązaniach hotelu Cortez z domem zbrodni?
O tym jak AHS miało być o wojsku, a nie jest


niedziela, 4 października 2015

Ranking piosenek musicalowych (cz.1)

Długo myślałem jak ugryźć temat, a z racji, że tematów raczej się nie jada miałem dylemat ogromny. Zacznę od krótkiej, ale treściwej informacji: lubię musicale. Właściwie "lubię" to zbyt mocne słowo, bo jako całość średnio do mnie przemawiają, ale lubię piosenki, które wplatają się w musicalową historię: coś opowiadają, wyręczają dialogi, a czasem stanowią naprawdę genialny przerywnik w cukierkowej akcji. Kilka musicali widziałem, kilka piosenek z nich nawet wpadło mi w ucho i teraz chciałbym zaprezentować je w rankingu od ulubionej do mniej ulubionej. I ważna uwaga. Ranking będzie składał się z dwóch części, gdyż zdecydowałem się stworzyć oddzielną listę dla musicali filmowych i teatralnych, bo są to zupełnie różne twory. Z resztą wystarczy posłuchać chociażby filmowej oraz teatralnej wersji Seasons of love, aby zauważyć ogromne różnice. Także w tym rankingu pojawią się piosenki filmowe, zaś za tydzień lub dwa teatralne.

Ranking piosenek musicalowych 
(kategoria: film)
Film ma własną receptę na musical. Tutaj często dominującymi elementami są przesada, słodycz oraz kicz. Niekiedy wygląda to fajnie, a niekiedy sprawia, że całość wydaje się ociężała. Wydaje mi się, że czasem nawet wokal schodzi na dalszy plan, a ważniejsza jest możliwość pokazania wszystkiego tego, czego scena teatralna pokazać nie może. Linki do utworów w tytułach.

(Mamma Mia!)
Mamma Mia! przedstawia bardzo prostą historię o miłości z piosenkami szwedzkiego zespołu ABBA w tle. Do produkcji zaangażowano całą plejadę gwiazd z Meryl Streep na czele, co oczywiście przełożyło się na sukces filmowej wersji znanego na całym świecie musicalu. Kwintesencją filmu jest wykonanie tytułowej piosenki przez Meryl Streep podczas pierwszego spotkania z jej byłymi. Mimo że piosenka (analizując słowa) mówi o poważnych rzeczach to jest wykonana w tonie komediowym i sama aktorka spisała się świetnie.
4. Your Song
(Moulin Rouge)
Moulin Rouge był chyba pierwszym musicalem z jakim miałem styczność. Wtedy poraziła mnie przede wszystkim niewiarygodna scenografia teatru. Sama historia przedstawiona w filmie była jedynie dodatkiem do niezwykłej oprawy graficznej, duetu McGregor-Kidman oraz niesamowitych piosenek, z których można byłoby stworzyć odrębną listę. I najlepszą z nich była Your Song w wykonaniu Ewana McGregora przy pięknej niby bajkowej scenografii.

3. Cell Block Tango
(Chicago)
Utwór z otwierający musicalu Chicago. Piosenka przedstawia sześć bohaterek - morderczyń mężczyzn oczekujących na wyroki. W piosence, kolejno, każda z nich przedstawia swój czyn. Wykonanie jest rewelacyjne; przede wszystkim pozbawione lukru i kolorów - wygląda bardzo teatralnie. Największe wrażenie robi układ chorograficzny przekazujący historie bohaterek. Wykonanie bardzo symboliczne. 

2. Hot Patootie Bless My Soul
(Rocky Horror Picture Show)

Nie jestem fanem tego filmu. Szczerze powiedziawszy byłem nawet rozczarowany, ale wszystko wynagrodził krótki występ Meat Loafa, który w pewnym momencie po prostu wjechał na motorze i zaczął śpiewać. To był najlepszy moment filmu i dla niego warto było zaznajomić się z Rocky Horror Picture Show.

1.  And I Am Telling You I'm Not Going
(Dreamgirls)
Słyszałem tę piosenkę setki razy przy okazji American Idol i jak na ironię w musicalu Dreamgirls, który doczekał się nominacji do Oscara zaśpiewała ją uczestniczka wspomnianego talent show - Jennifer Hudson. W zasadzie nie wiem co powiedzieć, bo Hudson po raz kolejny udowodniła, że jest świetną wokalistą. Zdecydowana perła i bez wahania przyznaję jej pierwsze miejsce w rankingu.

Macie swoje ulubione piosenki musicalowe? Zapraszam do dyskusji.

środa, 30 września 2015

Plan zadań blogaskowo-pisanych

Temat-mina, a ja na własne życzenie siadam swoim kościstym tyłkiem na tej minie i czekam, aż eksploduje. Uważam, że wszelkie tematy, w których wymienia się postanowienia - nie, nie chodzi tu wyłącznie o blogi - są skazane na ból, znój i trzecie słowo z literką "u" w środku, którego wymienić nie powinienem ze względu na cechującą mnie wysoką kulturę osobistą. Robi człowiek listę postanowień, a potem wisi taka lista nad tobą jak cholerny cyrograf i przypomina, a miałeś jeszcze to i to zrobić, a ty nie masz ochoty. A jak ochoty nie ma to przekładasz na jutro, a jutro znowu nie masz ochoty i przekładasz na pojutrze itd. Taki mechanizm działa jak zasrane perpetuum mobile napędzane siłą lenistwa. Przekładasz, przekładasz, aż pewnego pięknego dnia orientujesz się, że dzisiaj mija termin złożonego postanowienia. I co? Kurwa, odruchowo podnosisz dupę, aby zabrać się za spełnianie postanowień i wtedy wybucha mina.
Po tym wstępie, który zajął połowę całego postu wyjaśniam, że postanowiłem zrobić listę rzeczy, o których napiszę za jakiś czas na blogasku i jak już o nich wspomnę to odwrotu nie będzie:
- musicale - bo dawno nie wrzucałem filmików z yt, a trochę fajnych piosenek chodzi mi po łbie, poza tym ktoś wiedział, że jaram się musicalem Chłopi?
- Disney - ten temat krąży po moim blogu znaczy głowie bardzo długo, nawet nie pamiętam ile razy zabierałem się za ranking ulubionych filmów, księżniczek, piosenek, antagonistów, pomagierów, wzruszających momentów... pora skończyć z wymówkami i zabrać się do działań!
- aktualizacja zakładki ulubione filmy - póki co pisałem o czterech filmach, ale w tym roku chciałbym napisać o jeszcze przynajmniej jednym, który powinien wpasować się w okres świąteczny, ps. nie jest to Kevin sam w domu :)
- temat, który jest jeszcze tak niesprecyzowany i ogólny, że można póki co napisać "o dupie Maryni"
- napiszę książkę - tu nie chcę wdawać się w szczegóły, ale napiszę tekst i roześlę do wydawnictw jak odpowiedzą to super, jak nie to trudno, ale spróbuję i kto wie? Może nawet załoga Niezatapialnej zajmie się analizą mojej powieści?! W każdym razie to plan na 2016. ps. selfbubliszing rządzi XD

Napisałem. Klikam "Opublikuj". Poszło w internety i teraz nie mam odwrotu.

poniedziałek, 28 września 2015

AHS: Hotel

Rok temu zamieściłem post dotyczący moich nadziei względem serialu American Horror Story: Freak Show. Jeśli zweryfikować moje oczekiwania z pełną surowością to żadne z moich oczekiwań nie zostały spełnione. Oczywiście, nie oznacza to, że serial był zły, bo miał zalety, ale także dużo elementów, które mnie rozczarowały, ale zbliża się październik i nowy projekt R. Murphy'ego, który będzie nazywał się Hotel i wypada napisać coś o oczekiwaniach, tym bardziej, że szykują się mocne zmiany obsadowe i chyba najgłośniejsza informacja z nimi związana, ta, chodzi o udział Lady Gagi w projekcie. Przedstawiam listę moich oczekiwań związanych z Hotelem.

- Lady Gaga
Nie wiem, czego można się spodziewać po tak wyrazistej artystce. Nie chcę, aby AHS: Hotel okazał się jednym wielkim i głośnym klipem poświęconym "królowej potworów". Bo cholera... Mam dziwne wrażenie, że jej cała obecność w serialu ma wyłącznie posłużyć podbiciu oglądalności. Inna kwestia - wiemy jak bardzo niekreatywny w pisaniu postaci potrafi być Murphy. Przykład? Twarda i władcza Lange, Paulson jako sierotka Marysia. Mam nadzieję, że Lady Gaga otrzyma własną postać, a nie będzie zmuszona do odtwarzania roli, która być może wcześniej miała przypaść w udziale Lange.

- Zmiana perspektywy
Kosztowało mnie to sporo, ale zaakceptowałem, że AHS bez Paulson i Petersa to nie AHS. Mimo wszystko chciałbym zobaczyć ich w rolach czarnych charakterów, albo jako bohaterów drugiego planu. Z jakiegoś powodu ostatnie trzy sezony Sarah Paulson grała centralną postać. Jako ciekawostkę można dopisać, że Sarah Paulson jest jedyną aktorką, której postać nigdy nie umarła.

- Teraz panowie
Nie mam nic do pięknych kobiet i horrorów. Przeciwnie! Rozumiem, że estetyka kina grozy wymaga zestawiania ze sobą "pięknej i bestii", ale w AHS idzie to w złym kierunku. Nie licząc Murder House wszystkie sezony koncentrowały się w dużym stopniu na kobietach: siostry zakonne z Briarcliff, ambitna dziennikarka, czarownice, siostry syjamskie, niemiecka aktorka... Chciałbym, aby tym razem główne role odgrywali mężczyźni, albo żeby było ich nieco więcej niż ostatnio. W zasadzie liczyłem, że będzie o wojsku, a nie o hotelu (wskazówki zawiodły, ale mam teorię spiskową).

- Wes Bentley
Gdzieś usłyszałem, że w obsadzie piątego sezonu AHS ma wystąpić Wes Bentley, który wystąpił już gościnnie w Freak Show. Przyznam, że chciałbym, aby właśnie ten aktor zagrał pierwsze skrzypce. Nie Paulson, nie Lady Gaga, a Bentley. Nie wiem wiele o jego aktorstwie, bo uczciwie widziałem tylko kilka filmów z jego udziałem, ale myślę, że byłby fajnym herosem i odskocznią od dziwnej Lady Gagi lub mdłej Paulson.

- Zaskakujący czarny charakter
Tego brakowało mi cholernie i w Sabacie i we Freak Show. Chociaż jako widz wiedziałem, że "tymi złymi" są w Murder House - Rubber Man, a w Asylum - Bloody Face to nie miałem pojęcia, kto ukrywa się pod maską. I nieważne, że po kilku odcinkach tajemnica wychodziła na jaw, bo element zaskoczenia dawał dobry efekt. W trzecim sezonie zabrakło przeciwnika i chociaż w czwartym w rolę czarnego charakteru wcielił się świetny Finn Wittrock to brakowało tutaj zaskoczenia, bo od początku było wiadome, że facet jest dupkiem. Chciałbym, aby hotelowe zło było niewidoczne i zaskoczyło, gdy wyjdzie już z ukrycia.

- Kameralność
Cztery sezony AHS pracowało sobie na dobrą markę, którą przede wszystkim tworzyło nazwisko J.Lange i teraz, gdy odchodzi (dla jednych to dobra wiadomość, dla innych zła) mam nadzieję, że serialowi nie zabraknie kameralności, że Lady Gaga nie wprowadzi zbytniego zamieszania i tandety, a dotychczasowy klimat pozostanie niezmieniony... aż tak bardzo.

Plakat promujący AHS: Hotel
I moje pobożne życzenie na sam koniec niech ten Hotel będzie tym wszystkim, czym AHS: Sabat miał być, a nie był.

poniedziałek, 21 września 2015

Czarne charaktey z Sailor Moon

Ten temat chciałem stworzyć już jakiś czas temu (dokładnie ze startem drugiej części serii Sailor Moon Crystal), ale przymierzałem się, przymierzałem i nic z tego nie wyszło, a temat dość ciekawy, bo podparty 200-odcinkową serią anime powstałą w oparciu o mangę Naoko Takeuchi. Wszystko zaczęło się od porównania anime do mojego wyobrażenia mangi. Chodziło o czarne charaktery, które jak później się okazało były rewelacyjnie rozbudowane w serialu z lat 90-tych. Bogate osobowościowo, rozwinięte, czasami przynoszące sporą dawkę humoru, a czasami jakąś historię, która rozsadzała głowę.

Kaolinite i Hotaru
Nie jest to lista. Nie jest to ranking, a jedynie wspomnienie ulubionych czarnych charakterów z Sailor Moon. Nie będę też oznaczał tematu jako SPOILER, bo raczej nic odkrywczego w temacie nie  napiszę i nawet osoba, która nie zna Czarodziejki z księżyca powinna zdawać sobie sprawę, że dobro zawsze zwycięża, zło zostaje unicestwione i tego typu historie. Każda z pięciu serii anime posiadała innego przecinka zgodnie ze schematem: jedna wredna królowa plus grupa (najczęściej czterech) pomagierów odpowiadających "kolorami" protagonistkom. Najeźdźcy z kosmosu za każdym razem poszukiwali na ziemi czegoś innego - czystych serc, gwiezdnych ziaren, tęczowych kryształów - a wszystko to tworzyły odcinki-zapychacze, dzięki którym można było polubić przeciwników sailorek.
Jeśli miałbym wyróżnić jakiś czarny charakter to z pewnością byłaby to asystentka doktora Tomoe, członkini Bractwa Śmierci. Kaolinite była niezwykle piękną oraz wyniosłą kobietą, niekiedy przykrą do Hotaru, ale i kochającą się w swoim pracodawcy. Jeśli pamięć mnie nie myli jest także jedyną osobą z Bractwa Śmierci, która została wskrzeszona i powróciła do serii. Ponadto nie można zapomnieć o jej długich włosach, których używała do atakowania przeciwniczek - to było genialne. Jestem nawet w stanie założyć się, że Kaolinite była jedną z silniejszych postaci, z którymi przyszło się zmierzyć czarodziejkom.

Profesor Tomoe przy pracy
I skoro już jestem przy Bractwie Śmierci to wypada wspomnieć o jego założycielu, doktorze Tomoe. Ojciec Hotaru od zawsze wydawał się specyficzną postacią, która jak na głównego jednego z ważniejszych przeciwników serii S była dość komiczna. Kurde, facet był tym co można uznać za definicję "szalonego naukowca". Przez pierwszą połowę sezonu twórcy nie pokazywali jego twarzy, a jedynie zaciemnioną postać tworzącą nowe Daimony. Tomoe w dużej mierze rysował się jako postać komiczna, co było dobrą odskocznią od poważnej Beryl, albo księcia Dimanda.
Petz, albo Prisma należała do Klanu Czarego Księżyca i była najstarszą z czterech sióstr, a także główną przeciwniczką Sailor Jupiter. Najczęściej atakowała w duecie z młodszą siostrą - Calaveras, z którą ciągle i o wszystko potrafiła kłócić się. Petz była niezwykle charyzmatyczna oraz zawzięta. Jej dominujący charakter i pycha stanowiły ogromną wadę, gdyż z łatwością dała się wykorzystać Rubeusowi (może nie do tego stopnia co Koan, ale jednak XD). W ostateczności Petz potrafiła wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i
poświęcić się dla ratowania Ziemi, sióstr oraz czarodziejek. Po jakimś czasie Petz pojawia się ponownie. Wtedy dowiadujemy się, że jest zakochana w Saphirze i wtedy poznajemy jej wrażliwą stronę. Petz była jedną z tych postaci, które, albo się kocha, albo nienawidzi. Jej charakter okazał się barwniejszy niż można było przypuszczać na początku.

Petz
 Faceci w Sailor Moon byli rzadkością, tj. większość przeciwników stanowiły piękne kobiety ubrane w fikuśne stroje, ale tu za wyjątek może posłużyć seria Classic, w której pierwszymi antagonistami są generałowie. Ich wątek został poprowadzony zupełnie inaczej, niż w mandze, co nie znaczy, że gorzej (jestem przeciwnikiem mangi, jakby ktoś pytał). W anime każdy z generałów miał własną historię i jakieś atrybuty, które dodawały mu wyjątkowości, ale to Nephrite był największym zaskoczeniem serii, a także przyczynił się do powstania jednej z najbardziej wzruszających scen w anime (to już subiektywna opinia). Nephrite otrzymał zadanie znalezienia czarnego kryształu potrzebnego Królestwu Ciemności do odszukania tęczowych kryształów. Mniejsza o to... W tym celu Nephrite zaczyna zbliżać się do Naru (najlepsza przyjaciółka Sailor Moon), aby z jej pomocą pozyskać wspomniany kryształ. Sytuacja komplikuje się, gdy generał zaczyna odczuwać sympatię do dziewczyny i ostatecznie postanawia zwrócić się przeciwko Królestwu Ciemności. Śmierć generała i Naru bezsilnie próbująca ocalić ukochanego są zdecydowanie najlepszym momentem serii Classic. Nieszczęśliwa historia  nie kończy się na tym, bo w kolejnych odcinkach widzimy jak Naru próbuje uporać się ze śmiercią Nephrite.

Naru i Nephrite
Jest jeszcze wiele czarnych charakterów, o których mógłbym jeszcze wspomnieć - Galaxia, Oko Ryby, Para Para - jednak zatrzymam się na tych czterech. Przeciwnicy w Sailor Moon bywali różni. Tak samo jak różna była ich rola w historii. Niekiedy irytowały (cześć Ali i An), a niekiedy wzbudzały sympatię. Ich różnorodność i oryginalność sprawiały, że nie można było przejść obok nich obojętnie.

Znacie Salior Moon? Lubicie przeciwników czarodziejek? Pochwalcie się!