czwartek, 6 czerwca 2024

Obraz mureny w popkulturze

Murena. Tak, dobrze przeczytaliście. Dokładnie! Chodzi o zwierzątko z dwoma zestawami wielkich dziabaczek. Na pewno każdy przynajmniej raz w życiu zastanawiał się, jak prezentują się mureny w popkulturze? Na szczęście śpieszę z filmową listą tych stworzonek.

Co może zaskoczyć to fakt, że w świecie gdzie obchodzi się najróżniejsze dziwne rocznice typu dzień jojo lub bitej śmietany, nie ma dnia mureny! Także pisze post z nadzieją, że 6 czerwca od teraz może stanowić nieformalny dzień muren. 


Floatsam&Jetsam


Pierwsze na myśl przyszły ni mureny z filmu The Little Mermaid (1989). Imiona Floatsam i Jetsam w polskiej wersji przetłumaczono na Mur i Ena. Dwie ciemno szare ryby posiadające po jednym bladoróżowym iijednym żółtym oku były szpiegami Urszuli. Znalazły Ariel I przekonały do spotkania z ich panią. Ślepo posłuszne i inteligentne doskonale radziły sobie z zadaniami wiedźmy morskiej. Ostatecznie giną z ręki Urszuli po jej niefortunnym ataku na księcia Adama. I dla sprawiedliwości trzeba oddać Urszuli, że była bardzo przywiązana do swoich muren, a przypadkowe uśmiercenie ich wywołało jej ogromną gorycz.
A, i w serialu Mała syrenka pojawiała się jeszcze jedna murena, ale nie mam pojęcia jaką rolę odgrywała.

Moray of Greed

Dla zmiany tonu wspomnę o Yu Gi Oh! i karcie zaklęcia "Murena chciwości" przynależącej do archetypu chciwości. Na obrazku znajdują się ryba wypływająca z rozbitego "Garńca chciwosci". Pysk mureny do złudzenia przypomina naczynie, a więc prawdopodobnie została ona nowym hostem ducha żyjącego w przedmiocie. Efekt karty pozwala na przeniesienie dwóch wodnych potworów z ręki spowrotem do talii a w zamian dociągnąć do ręki trzy karty. Spoko efekt plis jeden. 


Huntail

Warto wspomnieć o murenie z pokemonów. Huntail w opisach jest przedstawiany jako żyjąca w głębinach ryba z silnymi szczękami. Debiutującą w trzeciej generacji murena jest jedną z dwóch możliwości ewolucyjnych Clamperla, aby zdobyć ją w grze należy wymienić się Clamperlem, gdy ma przy sobie przedmiot Deep Sea Tooth. Ze względu na metodę ewolucji nigdy nie posiadałem Huntaila i nie potrafię powiedzieć jak dobrym pokemonem w grze jest. W anime zadebiutował w odcinku "The Evolutionary War", zaś w madze dwie sztuki należały do pana Brineya oraz posługiwał nim się Team Aqua. 


Razortooth


Napiszę zanim jakiś internetowy mądrala zacznie mnie wyprowadzać z błędu "o, Oscar, a to kie jest murena tylko wyjątkowo brzydki węgorz". Wiem, poleciło mi ten film w kategorii muren. I skoro zadalem sobie trud, aby obejrzeć to dziadostwo to przynajmniej o nim wspomnę. Nie-murena jest typowym potworem zjadającym ludzi z bardzo kiepskiego animal attack. W ogóle nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo ofensywne były dialogi. Jakby scenarzysta miał dziesięć lat i głupie odzywki z przedszkola były normą w kontaktach międzyludzkich. Nie polecam.


Z innych... W filmie Freddie as F.R.O.7 jednej z morskich stworów przypomina murenę.


Warto dodać, że przeszukując portal filmowy natragiłem na produkcję chorwacko-słoweńsko-brazylijsko-amerykańską z 2021 "Murina". Filmu jeszcze nie oglądałem.


Jakie są wasze ulubione kreacje muren w kulturze popularnej? Tak swoją drogą dochodzę do wniosku, że dobrze, że 5 stycznia obchodzimy dzień bitej śmietany. Zawsze możemy zarezerwować 6 stycznia na dzień filmów o murenach. 

poniedziałek, 27 maja 2024

Enigmatyczny post (wszyscy takie uwielbiają)

Przeglądając bloga znalazłem dwie listy poświęcone twórczości youtubowej. I są to rankingi szalenie nieaktualne, co nie znaczy, że kanały, o których tam wspominam straciły na wartości, bo nie w tym problem. I poniekąd zaspoilerowałem temat tego... em... enigmatycznego posta (celowy zabieg, ha ha ha). Dziś chciałbym napisać kilka słów o kanałach, które odkryłem i pochłonęły mnie bez reszty. Ten post ma za zadanie udowodnić, że ostatnią dekadę żyłem pod kamieniem i nie znałem kanału z dziesięcioletnim stażem. Zapraszam. 

 

Poszukiwacze Okazji 

 

Moim pierwszym skojarzeniem z nazwą kanału były cieszące się od kilku lat popularnością reality show o licytacjach oraz jakieś poradniki dla gadżeciarzy. I pierwsze zdanie z zakładki profilowej podtrzymuje te skojarzenia - "Stachu i Wasyl - kupują, testują, sprzedają i czasami zarabiają". W rzeczywistości panowie opowiadają o różnego rodzaju oszustwach jakich dopuszczają się ludzie na portalach internetowych. I tu wachlarz jest ogromny, bo są to wyłudzenia pieniędzy, sprzedaże nieistniejących przedmiotów, a czasem kradzieże danych. Ich filmy przedstawiają rozmowy sprzedających i kupujących. Twórcy kanału punktują podejrzane zachowania tych pierwszych i błędy tych drugich. Oczywiście, czasem człowiek łapie się za głowę i zastanawia jak to możliwe, że kupujący bezrefleksyjnie potrafią przelewać ogromne kwoty pieniędzy oszustowi. Poszukiwacze Okazji doradzają ofiarom co zrobić, ale uczciwie zdarza im się też cisnąć bekę z naiwności kupujących. Pierwszym filmem od Poszukiwaczy jaki obejrzałem było Trollowanie złodzieja


Mr.Nightmare

Z natury lubię się bać, ale jest bardzo mało rzeczy, które na dziś dzień potrafią mnie realnie zdenerwować i tu z pomocą przychodzi Mr.Nightmare. Każdy film tego twórcy przedstawia trzy lub więcej historii nadesłanych mu przez widzów lub znalezionych w odmętach internetu. Historie nie są paranormalne - opowiadają o rzeczach, których należy się bać od zawsze - stalkerzy, włamania, czasem próby porwania. Same opowieści są oprawione niepokojącą ścieżką dźwiękową, która doskonale pasuje do tonu głosu lektora. Oczywiście, zawsze możemy uznać, że historyjki są nieprawdziwe, ale tu liczy się kreowana atmosfera, a tą twórca kanału kreuje po mistrzowsku. Mimo to filmem, który przedstawił mi Mr.Nightmare było video z próbami włamań uchwyconymi na przydomowych kamerkach. 

 

HeadtoHeadBattles

Kanał poświęcony karciance Yu Gi Oh! prowadzi para Jenjen i Susu. Ogromną część ich kontentu stanowią tematyczne pojedynki w grze Master Duel (YGO online): boss battle, jank battle, różne wyzwania, mini turnieje z taliami bohaterów anime i wiele innych. Na kanał trafiają również filmiki o budowie talii i humorystyczne rolki odnoszące się do fandomu. Kanałów poświęconych Yu Gi Oh! jest sporo, ale wspominam o HeadtoHeadBattles ze względu na ogromne poczucie humoru i dystans prowadzących. Liczne powiedzonka Susu, czy momenty, w których Jenjen kompletnie z dupy wyciąga jedną kartę odwracającą losy całego pojedynku. Nawet jeśli nie jesteście graczami to dla samych interakcji tego duetu warto włączyć jakiś duel.


Pot of Senzu

Chłopaki na swoim kanale otwierają boosterki z kartami. Najczęściej pokemony, ale gdzieś tam w tle przebijają się Yu Gi Oh! oraz Dragon Ball Super. Niedzielni hobbiści, ale nawet fajni. Kanał nadal powstaje i może przy odrobinie szczęścia rozwinie się. Możecie im napisać pod jakimś filmem komentarz w stylu "pierwszy" albo "ładny drop". 

 

Czytelniku! W nagrodę, że dotarłeś do tego miejsca możesz napisać jakie kanały na YouTube oglądasz ty.

środa, 22 maja 2024

Post o zataczaniu się i...

Historia zatoczyła koło! Dacie wiarę? Możliwe, że zrobiła przy tym ładny pirułet, wyskok, półobrót i trzasnęła o ziemię w taki sposób, że nawet jurorzy podnieśli tabliczki z punktami, a publika zaczęła bić brawa na stojąco.

Gdy Mickiewicz pisał o beefie między generacjami, albo Kombi o tym, że "każde pokolenie ma własny czas" nie bardzo rozumiałem tą całą wojnę pokoleń. To, że postrzeganie świata zmienia się było dla mnie czystą abstrakcją, no bo jak myślenie ludzi może zmienić się w zaledwie 20-30 lat? 

Kilkanaście lat wstecz pierwszy raz usłyszałem określenie boomer i z miejsca stało się ono dla mnie synonimem pijanego wujka na weselu. Pokolenie "nademną" rozumie świat inaczej, mówi inaczej, wartościuje inaczej. Młodzi nie starają się zrozumieć, ale zanegować. Dlatego postrzeganie generacji boomerów przez millenialsów sprowadzało się do zbioru  negatywnych cech i nerwowego kalkulowania w głowie, czy rocznikowo, aby na pewno łapię się do milleniallsów. Oczywiście granice pokoleniowe to nietylko liczby i roczniki. Prawdziwą granicą jest światopogląd, a millenialsowy oznaczał swobodę. Żarty z cyklu chłop przebrał się za babę i powiedzenie, że kiedyś było lelepiej odeszły wraz z boomerami na drugi plan, a my w pełni mogliśmy zachłysnąć się młodością i dorosłym życiem. W ogóle zauważyliście, że nasze pokolenie faktycznie trochę zachłysnęło się dorosłością? Ale to temat na inną rozkminę.

Sytuacja się powtarza... Moje pokolenie, do tej pory będące doskonałym staje się synonimem "starych i schorowanych ludzi, bo mamy 30+ lat". Coraz częściej widzę, że moi znajomi jak niegdyś generacja "nad nami" wspominają, że kiedyś było lepiej, a nowe pokolenie takie rozwydrzone i roszczeniowe. Z kolei zetki tak jak my kilka lat temu są przekonane, że znają przepis na doskonały świat i są nieomylni w swoich przekonaniach jak kiedyś dzisiejsi trzydziesto i czterdziestolatkowie. Niekiedy mam wrażenie, że mimo zmienijących się przykładów i sytuacji argumenty pozostają te same. Ale wiecie co? Zetki mają rację: ich przepis na świat jest doskonały. Jest zawsze doskonały dla obecnego pokolenia, bo przystosowują go do własnych potrzeb. Nie ma co się boczyć i obrażać, tak po prostu jest. Kiedyś na scenę wejdzie pokolenie alfa i będą z zażenowaniem spoglądać na pokolenie zetek jak one wcześniej na millenialsów, a milleniallsi na boomerów. 

I cały ten tekst powstał tylko dlatego, że ostatnio natykam się na instagramie na rolki, w których faceci przebierają się za baby. Chyba generację nad i pod moją coś łączy, a przynajmniej jeśli chodzi o poczucie humoru. 

niedziela, 27 sierpnia 2023

Gdy byłam w twoim wieku...

Moje przewidywania dotyczące ostatniego kierunku podróży czyli serialu Lockwood i spółka przypominały turystę usilnie próbującego odczytać właściwy kierunek z mapy. W pierwszym odruchu pomyślałem o serialu prawniczym, a następnie o detektywistycznym. Nikt mi nie powie, że nazwisko Lockwood nie brzmi jak pan w garniaku rozwiązujący kryminalne zagadki. I mam przed sobą plakat, który jak na złość komplikuje sprawę, bo adwokat zmienia się w łowcę potworów. Poster serialu przypomina mi Gęsią skórkę oraz Fantastyczne zwierzęta. Ciąg dalszy po seansie... 

 


Nastoletni Anthony Lockwood z pomocą asystentki Lucy prowadzi agencję zajmującą się wypędzaniem duchów z nawiedzonych miejsc. Pierwszy odcinek ośmioodcinkowej serii zaprezentował po trochu wszystkiego: jest wielkie domostwo, para młodych bohaterów, duchy oraz retrospekcje (retrospekcje w każdym filmie punktują u mnie), a wszystko to w klimacie mrocznego fantasy. 

Serialowy świat Lockwooda nie ma wiele wspólnego z naszym. Tutaj duchy oraz agencje do walki z nimi są codziennością, którą w dużej mirze rządzi biurokracja i "dorośli". Oczywiście w opozycji do nich stoi pan Lockwood. Serio, wszyscy dorośli są przedstawieni jako starzy, bezwzględni i nieszczęśliwi ludzie. Jest nawet moment, w którym Lucy nazywa matkę "martwą" i myślę, że to dobra analogia. Nie jest to żadne nowe podejście. 

Co ciekawe pierwszy odcinek nie skupiał się na samym założycielu agencji, a na Lucy Carlyle i jej początkach kariery w branży. Na początku odcinka prezentuje się jako arogancka dziewczyna, która nie szanuje starszych od siebie. W pewnym momencie akcja przenosi nas o trzy lata wstecz, które były pasmem rozczarowań Lucy światem od trudnych relacji z matką, poprzez szkolenie w elitarnej agencji, aż po dramatyczny finał. 

Bardzo mi się podobało intro serialu, które stoi na wysokim poziomie wizualnie i muzycznie. Nie można też nie wspomnieć o realizacji - duchy przypominają nieco nowych Ghostbusters, ale nie rozpatruję tegow kategorii dobre czy złe, po prostu tak jest. Mocną stroną są dobrze rozpisane dialogi. 

Co mi nie zagrało? Niestety główni bohaterowie. Dorośli, o których wspominałem są po prostu źli, Lucy mimo wszystko nie wzbudza sympatii, a samym Lockwoodzie niewiele mona powiedzieć. 

Czy polecam serial Meg?

 Tak. Myślę, że ten serial posiada wiele elementów, które tobie przypadną do gustu od głównej bohaterki po sam świat przedstawiony.

 Ewentualnie co do tego? 

Najnowszy Ghostbusters.

 

Na razie to, a we wtorek szarpnę się na jakieś podsumowanie wyzwania.

niedziela, 13 sierpnia 2023

Obserwuję cię. Obserwuję cię. Obserwuję cię...

W trzecim etapie Wakacyjnego wyzwania pozostaję w Korei Południowej z kolejnym serialem. Przy pierwszym spojrzeniu plakat Glitch nie mówi mi kompletnie nic, ale dopiero kolejne postery dają mi jakąś wizję serii fantastyczno-naukowej o kosmitach. Gdzieś tam w głowie jako pierwszy zaświtał mi Kontakt z Jodie Foster.

Kolejny akapit rozpoczynam będąc po pierwszym odcinku i...  Glitch to liczący dziesięć odcinków serial produkcji południowokoreańskiej. Niestety ani nazwisko reżysera, ani żadnej osoby z obsady nic mi nie mówi i jedyną etykietką, która wygląda znajomo jest Netflix.

Historia skupia się wokół młodej kobiety o imieniu Jihyo. Dziewczyna pracuje w dużej firmie, dobrze zarabia i ma kochającego (?) faceta. Wszystko to jednak nie daje jej szczęścia. Dziewczynę dręczą dziwne wizje... 

Tworząc opis chciałem posiłkować się "gotowcami", bo pierwszy odcinek Glitch nie dał mi wiele materiału do opisania. Główna bohaterka snuje się od sceny do sceny przy akompaniamencie szczebioczącej koleżanki, która powtarza: "łooo... jaka z ciebie szczęściara", a ja zastanawiałem się o co właściwie chodzi. I tu może zrobiłem błąd nie wspominając wcześniej, że serial otworzyło spotkanie młodej dziewczyny z UFO, ale póki co wątek kosmitów został gdzieś w tyle. Twórcy zdecydowali się zbudować dla widzów niewielki świat Jihyo, w którym ta ewidentnie dusi się. Ludzie rozmawiają o małżeństwie i dzieciach co wydaje się kompletnie nie obchodzić głównej bohaterki, ale dla uczciwości niewiele ją interesuje. Już nawet nie chodzi o to, że Jihyo jest antypatyczna, ale ktoś bardzo nie chciał napisać dobrych dialogów, bo wszystko tonie w takiej nijakości i obojętności. Punktem zwrotnym jest dziwaczna wizja ze stereotypowo wyglądającym ufoludkiem, ale "ożywiona" Jihyo wydaje mi się jeszcze gorzej zagrana. 

Żeby nie było, że tylko narzekam to wydaje mi się, że twórcy starali się inspirować dziełami Spielberga (scena z odbiornikiem telewizyjnym). Niestety chęci i inspiracje to za mało, aby mnie przekonać do siebie. Jasne, można się kłócić, że produkcje o kosmosie nie są moją bajką i trochę przesadzam, ale to nie zmienia faktu, że Glitch nie potrafi poprowadzić historii w ciekawy sposób. Przyznam się, że znalezienie tego serialu zajęło mi dłuższą chwilę (ostatecznie złapałem gryzonia ;p) i nie mam ochoty na inwestowanie czasu w kolejne poszukiwania.

Czy polecam serial Meg?

Jeśli nasze gusta różnią się bardzo mocno to jest możliwe, że znajdziesz w tym serialu coś interesującego, ale za nim zabierzesz się za Glitch obejrzyj swoje poprzednie dwie pozycje. Z tej trójki Glitch serial jest najsłabszy.

Ewentualnie co zamiast tego? 

Oczywiście Spielberg. Kontakt, Wielka pustka.

sobota, 29 lipca 2023

Przesolony kurczak

Moja druga podróż w ramach Wakacyjnego wyzwania odbyła się do Korei Południowej i tuż przed spakowaniem bagaży zaryzykuję stwierdzenie, że to będzie udana wycieczka.Południowokoreańskie produkcje zwykle prezentują co najmniej dobry poziom, a oto moje wrażenia z pilotażowego odcinka serialu All of Us Are Dead.

Tytuł i plakat właściwie mówią wszystko. Oczywistym skojarzeniem jest inny film produkcji południowokoreańskiej o zombie, Train to Busan (oryg.Busanhaeng), ale sam plakat przypomina mi School Live! (oryg.Gakkō Gurashi!). W obu chodziło o klasyczny survival z truposzami. I tu przyznam, że byłem zaskoczony, gdy okazało się, że produkcja jest serialem (z jakiegoś powodu wbiłem sobie do łba, że jest to film).

Serial All of Us Are Dead to dwunastoodcinkowa produkcja z 2022 roku. W liceum wybucha epidemia wirusa, który przemienia zainfekowanych w zombie. Uczniowie i nauczyciele zostają zmuszeni do walki o przetrwanie. Proste? No to zaczynajmy...

Serial czerpie garściami inspirację z Train to Busan. Tutaj, tak samo jak w filmie z 2016 roku, poświęcono cały pierwszy akt na budowanie historii i poznawanie sporej grupy głównych bohaterów. Umarlaki są zwinne, szybkie i krwiożercze. Mam wrażenie, że nawet scena z zainfekowaną pielęgniarką jest tworzona na modłę tej z konduktorem. Nie są to wady produkcji, ale z pewnością detale, które zauważy osoba mająca styczność z Zombie express

Najbardziej w tym serialu podoba mi się strona wizualna. Już pierwsza scena mimo sporej dozy brutalności była bardzo klimatyczna i totalnie przyciągnęła moją uwagę. Twórcy wykazują ogromne wyczucie czasu i nawet jeśli mam świadomość tego co za moment się wydarzy to daję się "złapać" i czekam, aż zombiak wyskoczy. Żywe trupy prezentują się fajnie, chociaż nie są szczególnie oryginalne czy przerażające. Pochwalić należy efekty gore, wśród których moim absolutnym faworytem była scena, w której pielęgniarka pożera twarz jednego z uczniów.

Jeśli chodzi o bohaterów to nie pamiętam ich imion, ale każdy wzbudził moją sympatię, a jeśli nie, to przynajmniej zaciekawił mnie swoim wątkiem. I to było fajne, że każda osoba z wielkiej grupy ma jakąś historię i nie czułem się nawet zirytowany wątkiem miłosnym (czworokąt, w którym każdy kocha kogoś innego bez wzajemności ;p). Obok pozytywnych bohaterów są jeszcze czarne charaktery. I kurde, nie wiem, ale w produkcjach azjatyckich nie potrafią pisać ról antagonistów tak, aby byli wiarygodni. Zamiast tego dostajemy przedramatyzowanych łobuzów. O ile mogę liczyć, że nauczyciel biologii okaże się jakimś antybohaterem tak uczniowie, którzy znęcają się nad kolegami są po prostu wycięci z szablonu.

 Z takich rzeczy, które nie miały większego znaczenia warto wspomnieć o symbolach religijnych, które wystrzeliły znikąd (neonowy krzyż, buddyjski znak miłości, biblia).


Czy polecam serial Meg?

Tak. Serial ma dobre tempo i ciekawych ciekawie zapowiadających się bohaterów. Jeśli ten serial utrzymuje poziom to jest warty obejrzenia w całości. 


Ewentualnie co do tego? 

A jak się spodoba to warto sprawdzić Train to Busan.

niedziela, 16 lipca 2023

Porozmawiajmy o telenowelach

To nie jest żaden "świeży" temat. Nie było tak, że dzisiaj rano się obudziłem i postanowiłem wrzucić post o telenowelach. Ten pomysł kołatał się w mojej głowie od bardzo dawna, ale jakoś nie miałem ochoty i konceptu. Niespodzianka, bo konceptu brakuje nadal. Dzisiaj chciałbym przedstawić wam listę moich ulubionych brazylijskich, meksykańskich i argentyńskich seriali. Dla jakiegoś porządku w tytułach telenowel będę podawał również linki do czołówek.

Wydaje mi się, że taki prawdziwy renesans telenowel przypadł na końcówkę lat 90-tych, gdy każdy z głównych kanałów telewizyjnych miał przynajmniej jeden serial latynoamerykański w swojej ramówce. Telenowele były poniekąd "orientalnymi" wersjami seriali takich jak Dynastia i Moda na sukces. Główna bohaterka była usposobieniem dobra, pojawiał się bogaty i przystojny facet, wredna sucza, a wokół często snuła się tajemnica sprzed lat. Trochę jak Kopciuszek lub Śnieżka. Nie da się ukryć, że były to dość tanie i przedramatyzowane spektakle, w których dobro tryumfuje, a zło zawsze ponosi surową karę. Taki... Harlequin w około stu rozdziałach.

 

Zła siostra bliźniaczka

Uważam, że prawdziwym uderzeniem był serial Paulina (oryg.La Usurpadora). Opowiadał historię dwóch sióstr bliźniaczek rozdzielonych w dzieciństwie. Paulina była dobra i skromna, wychowana przez babkę w biedzie i szacunku do pracy. Z kolei Paula była bezwzględną żoną bogacza, która bez zastanowienia niszczyła wszystko i wszystkich wokół siebie. Podobało mi się, że i tak zarysowane grubą krechą charaktery kobiet dodatkowo podkreślano przez ich ubiór: Paulina oczywiście chadzała w bieli, zaś Paula w czerwieni. W rolę obu wcieliła się Gabriela Spanic, która została heroiną dla wielu dziewczyn. Pamiętam, że moja kuzynka poszła do fryzjera i poprosiła o fryzurę "na Paulinę" :) Serial był kiepski, ale zyskał miano kultowego i chyba obok Esmeraldy oraz Zbuntowanego anioła jest jedną z najczęściej przywoływanych w pamięci widzów telenowelą.

 

 Tleniony, Staruszek i Żyrafa

Wiele telenowel odpychało tanią otoczką. W serialu Rosalinda umierająca kobieta wyznaje mężowi, że jedna z ich córek została w tajemnicy przed nim "adoptowana", a facetowi zaczyna z tego powodu odwalać. W Porywach serca bohaterka w odwecie za zdradę narzeczonego postanawia wziąć ślub z dziadem, którego nienawidzi. Tanią otoczkę posiadał również Zbuntowany anioł (oryg.Cambio Dolor), ale w przeciwieństwie do wielu klasycznych telenowel argentyńska produkcja wybijała się humorem. Główna bohaterka, Milagros, stała w opozycji do płaczliwych i dobrych dziewcząt. Wychowanka domu dziecka nie rozumiała różnic klasowych pomiędzy dobrodusznymi służącymi i wyrachowanymi pracodawcami. Gdy ktoś ją wkurzał mówiła o tym otwarcie, a zamiast emanować delikatnością okazywała arogancję i bezczelność. Oczywiście, serial był tandetny, ale mimo wszystko oglądało go się dla głównej bohaterki. Natalia Oreiro zyskała dzięki niemu ogromną popularność.

 

Brzydkie kaczątko

Nie tylko Milagros łamała stereotyp pięknej i nieskazitelnej kukły czekającej na księcia z bajki, bo była jeszcze Brzydula (oryg.Yo soy Betty, la fea). Betty to młoda, wykształcona kobieta z klasy średniej, która z pewnością zawojowałaby świat, gdyby nie jej wygląd. Świadoma własnych "niedoskonałości" dostaje swoją szansę i rozpoczyna pracę w domu mody. Serial ma wiele stereotypowych, ale przez to zabawnych postaci i tak naprawdę trudno się nudzić. Koniec końców otrzymujemy morał o tym, że piękne stroje i modelki pozujące do zdjęć nie odpowiadają prawdzie, a EcoModa (chyba tak nazywała się ta firma) szyje ubrania dla prawdziwych kobiet. Brzydula doczekała się mnóstwa zagranicznych rebotów, a w tym także polskiego Brzydula i strasznie denerwowało mnie to, że nasza rodzina Ula była ładna i większość serialu na siłę wmawiano widzowi, że jest inaczej. 


Być jak Rubi

Chyba rzadko się zdarza, aby w Polsce telenowela była bardziej znana z oryginalnego tytułu niż naszego tłumaczenia, ale tak było z Ceną marzeń (oryg.Rubí). Historia była bardzo zwyczajna, gdyby nie tytułowa... heroina. Rubi wzbudzała ogromne emocje. Pierwszy raz meksykański tasiemiec przedstawiał historię z perspektywy czarnego charakteru. Główna bohaterka wywodziła się z klasy robotniczej czego bardzo się wstydziła.Za wszelką cenę usiłowała zdobyć pieniądze i luksu. Gdy na drodze pojawiło się dwóch mężczyzn Rubi musi dokonać wyboru pomiędzy prawdziwą miłością, a bogactwem. I oczywiście wybiera to drugie. Mimo wielu szans na zmianę Rubi ślepo podąża za marzeniami o bogactwie i ma gdzieś ile osób po drodze zrani swoim zachowaniem. Fajna odmiana po tuzinach dobrych, pracowitych dziewojach.

 

A wy macie jakieś ulubione telenowele?