![]() | |
| Tak mógłby wyglądać polski tytuł |
Od czego by tu zacząć? Ważny jest punkt wyjścia i mimo wszystko warto rozpocząć od najprostszego pomysłu, bo to on nadaje odpowiedni ton serii. Polski odpowiednik AHS powinien rozpoczynać się, podobnie do oryginału, od nawiedzonego domu. Późniejsze serie mogą, a nawet muszą, odbiegać od pomysłów Murphy'ego, ale początek powinien przywodzić na myśl Murder House. Z kolei dla osób, które nie miały styczności z serialem wcześniej nawiedzony dom powinien stanowić interesujący wstęp do dalszego zaznajamiania się z historią tej antologii. Oczywiście, nie musi to być ogromny dom, ale inne, bardzo ponure, a zarazem intymne miejsce mieszkalne jak blokowisko lub kamienica. Kamienice są dla mnie dość specyficznymi miejscami, sam w takiej mieszkam, często zamieszkiwanymi przez całe pokolenia. Nie wiem, jak w większych miastach, ale w moim zdarzają się mieszkania, które przechodzą z dziadków na wnuki. Kamieniczne mieszkania pamiętają swoich lokatorów, ich życie, a czasem i śmierć. To niezwykle klimatyczne miejsca z wąskimi klatkami schodowymi, wysokimi schodami ciągnącymi się od piwnic, aż po strych, wypłowiałymi drzwiami, ciemnymi bramami i podwórzami, na których ma się wrażenie bycia obserwowanym z wielkich okien. Miałem powstrzymać się od sypania przykładami (ten jeden muszę), ale wystarczy przypomnieć sobie mieszkania z filmów Romana Polańskiego.
![]() |
| Ruiny Zamku Ogrodzienieckiego |
Nie wyobrażam sobie, aby w polskim horrorze zabrakło odwołań do bogatego folkloru, romantycznych krajobrazów i bliskości człowieka z naturą. Natura, groźna i niebezpieczna, mogłaby budować atmosferę cichego strachu wzmaganego przez przesądy i wierzenia ludowe. Z kolei mała, zamknięta społeczność wiejska mogłaby doskonale odwzorowywać konfliktowość i napięcie. Tematy mnożą się same: walka o przywództwo, rola kobiet w takiej społeczności, obrzędy religijne, szacunek dla rodziny - wszystko, czym chętnie operuje American Horror Story.
Innymi miejscami, które mogą tworzyć wspaniałą atmosferę grozy są zamczyska. Miejsca, gdzie historia i majestat kontrastują z tajemnicą i chłodem. Ukryte przejścia, lochy, sale tortur i ogromne komnaty, w których niegdyś urządzano przyjęcia świetnie sprawdziłby się w dzisiejszej stylistyce, dodatkowo wzbogacane retrospekcjami z mrocznej przeszłości takiego miejsca. Kolejnym elementem jest sama funkcja miejsca. Dzisiaj zamek mógłby odgrywać rolę hotelu, prywatnej posiadłości albo instytucji.
A czy dałoby się zaadaptować amerykańskie sezony na grunt polski? Nad tym trochę się zastanawiałem i nadal nie jestem pewien odpowiedzi. Możliwe, że dałoby się, oczywiście, wprowadzając pewne zmiany i akceptując, że niektóre z wydarzeń miały swój początek w innych częściach świata. Dla przykładu, w Hotelu opowiedziano historię hrabiny, a także wyjaśniono pochodzenie wampirów jako niezwykłych istot pochodzących ze wschodniej Europy. Osobom nieznającym serialu, czy nie chcącym się bliżej z nim zapoznawać, a zainteresowanych samą koncepcją wampiryzmu polecam odcinek Flicker (s05e07). Wracając na nasze podwórko... Jasne, nie mamy czarownic voodoo ani czarownic z Salem, ale nawet taki konflikt można przekształcić w konflikt wewnątrz plemienny i bardziej osobisty. Jeszcze łatwiej byłoby z cyrkiem dziwów Elsy Mars, którego inność można zastąpić nieufnością wobec przybyłych do miasta cyrkowców.
![]() |
| Może nie syjamskie, ale siostry podróżujące z cyrkiem. |
Jedną z ważniejszych dla horroru dat jest Halloween, które w każdym sezonie AHS pełniło dosyć istotną funkcję. I dla wyjaśnienia noc 31 października jest czasem, w którym duchy mogą opuszczać miejsca, w których są uwięzione. Oczywistym odpowiednikiem tutaj byłyby Zaduszki, a idąc dalej można byłoby włączyć w historię elementy pogańskich uroczystości Dziadów, a przy tym na swój sposób wyjaśnić wędrówkę duchów po ziemi oraz ich cel, którego niestety Murphy jak dotąd nie wyjaśnił dokładnie, ale czeka nas szósty sezon i albo to sensownie wyjaśni, albo niech lepiej zostawi.
I jeśli już mowa o czasie to warto wspomnieć o miejscach akcji. Dla mnie zawsze takim numerem jeden było Góry Sowie - nie dość, że piękne to tajemnicze. Tak, zdaję sobie sprawę, że miejsce w dużej mierze zależy od historii, np. czarownice mogłyby się wywodzić się z Doruchowa, w którym w 1775 roku odbyły się ostatnie w Polsce procesy o czary. Inne lokalizacje to przede wszystkim duże miasta. Nawiedzony dom w Poznaniu, szpital w Gdańsku, sabat w Katowicach, cyrk w Łodzi, albo pensjonat we Wrocławiu.
I tu bezczelnie mogę przeskoczyć na inny aspekt, bo muzyczny. Serial ma swoje wady, ale jednego nie można odmówić twórcom - ciekawego gustu muzycznego. Zaczynając od niepokojących piosenek z reklam promujących poszczególne sezony, a kończąc na utworach wykonywanych przez samych aktorów i tu po prostu zalinkuję do rewelacyjnie wystylizowanej Lange w coverze God and Monsters. Trochę poszperałem po internecie i znalazłem sporo fajnych piosenek pasujących stylistyką do polskiego odpowiednika. Refren Wciąż bardziej obcy świetnie nadawałoby się do sceny nastolatka podążającego przez szkolne korytarze ze strzelbą w ręku, Ich marzenia dla pozbawionych nadziei pacjentów szpitala psychiatrycznego, z kolei sabat mógłby poszczycić się Izabelą Trojanowską i jej wykonaniem Karmazynowej nocy, a utwór Dyabeu zgrałby się z ekscentrycznym właścicielem hotelu.
![]() |
| Może taka Sally? |
Kolejnym, nie wiem, czy nazwanie go "stałym elementem" jest słuszne, są postaci prawdziwe. Przez pięć sezonów przewinęło się jak dotąd ponad dziesięć historycznych postaci. Zresztą pisałem o tym tutaj, a więc nie będę się powtarzał. Postanowiłem poszukać postaci pasujących do horroru w polskiej historii i znalazłem całkiem sporo ciekawych osób. Stanisława Tomczyk oraz Franek Kluski byli słynnymi medium, których seanse wzbudzały ogromną ciekawość i do dziś budzą wiele kontrowersji. Chciałbym, aby w jakimś odcinku pojawił się duch słynnego pisarza. Jeśli Dziady, to dlaczego nie przywołać Adama Mickiewicza? Albo Bolesława Prusa, który zresztą interesował się spirytyzmem. I któryś już raz z rzędu uderzę do czarownicy i niejakiej Krystyny Ceynowej, ponoć ostatniej kobiety skazanej w procesie o czary. Oczywiście, nie może zabraknąć seryjnych morderców i wczoraj przez przypadek wpadłem na nazwisko Józefa Pluty, który doskonale wpasowałby się w dziwaczną stylistykę.
![]() |
| Franek Kluski podczas seansu |
Na prawie zakończenie warto zająć się obsadą polskiej antologii. Kto mógłby wcielić się w postaci grane przez Jessicę Lange? Przyznam, że główna bohaterka sprawiła mi najwięcej kłopotu i tą jedną kwestię pozostawię bez rozstrzygnięcia. Co do innych postaci miałem mnóstwo pomysłów, ale ostatecznie zdecydowałem, aby większość obsady tworzyły twarze nieznane z kolorowych gazet i telewizji, a obecne w teatrach i stąd też wszystkie fotografie powyżej i poniżej...
Sarah Paulson jest jedną z najczęściej pojawiających się w serii aktorek. I to jeden z wyborów bardziej popularnych. Jako polską Lanę Bananę widziałbym Magdalenę Kumorek - drobna, ładna i przede wszystkim mogłaby stworzyć postać, z którą można sympatyzować. Paulson nie pasowała mi do roli dociekliwej dziennikarki i głównej bohaterki - była zwyczajnie antypatyczna i pozbawiona wyrazu. Inaczej było z rolą Cordelli, którą czuć było, że napisano specjalnie dla niej. Nie mam nic przeciwko samej aktorce, ale temu, że w każdym sezonie (wyjątek: Murder House) jest obsadzana jako postać kluczowa i to trochę psuje przyjemność ze specyficznej formy serialu. Wolałbym, aby twarz głównej bohaterki zmieniała się z każdym, nowym sezonem. Julia Pogrebińska, Anna Dereszowska, a może Magdalena Popławska w roli pokręconej mieszkanki hotelu?
![]() |
| Lana Banana i Kit marzą o ucieczce z Asylum |
Kolejną aktorką, obok Lange, dla której ciężko byłoby odnaleźć odpowiednik jest wcielająca się w bardzo charakterystyczne postacie Frances Conroy. Była już pokojówką, mrocznym aniołem śmierci, a także ekscentryczną czarownicą. Gdybym miał jednak szukać aktorki stworzonej do istotnej roli drugoplanowej, która potrafi zaznaczyć swoją obecność w produkcji to wahałbym się pomiędzy Anną Romantowską, Magdaleną Kutą i Iwoną Bielską.
I kto jeszcze? Przede wszystkim charakterystyczne twarze, Lech Dyblik oraz Krzysztof Kiersznowski, w których można dopatrzeć czegoś ze Stanleya i Larry'ego, a czasem wręcz hipnotyzujące jak Joanna Kulig.
I tak już zupełnie na zakończenie, ale mimo wszystko, rozpoczynając od nowego akapitu. Horror to trudny temat, co udowadniały nieudane polskie produkcje, ale myślę, że z odpowiednim podejściem można stworzyć dobre, polskie kino grozy, z którego bylibyśmy dumni.
Uff...To był najdłużej pisany przeze mnie post na tym blogu. Mam nadzieję, że udało mi się chociaż w części zrealizować początkowy zamysł tego tekstu. I jak obiecałem, dodaję post bonusowy, tutaj.
Miłego czytania i zapraszam do dzielenia się własnymi przemyśleniami.
_______________
Fotografie: Gazeta.pl , Teatr6piętro, Teatr Nowy, fot. Bartłomiej Jan Sowa, Kumernis









