środa, 17 lutego 2016

Koty, dzień kota i takie tam różne

Siedzę sobie przed komputerem i raz po raz spoglądam na fotel. Stąd widać tylko kawałek oparcia, po którym wije się długa, niezadowolona kita. Gdzieś tam znajduje się jej koci właściciel, równie niezadowolony jak wspomniana kita. Coś go rozzłościło? Nie wiem... On chyba już ma taki charakter - myślę sobie. Koty humory swoje mają i własne ścieżki i życie. Nawet jeżeli zgadzają się na opiekę człowieka to w pełni czują się niezależne i nikomu niepodległe, tym różnią się od psów.
Kot Tip-Top uosabia życie bumelanta
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy jestem psem, czy kotem. Uspokajam, nie zamierzam wchodzić pod stół i szczekać. I już śpieszę z wyjaśnieniami. Na jakimś portalu znalazłem ciekawy temat: "Pies czy kot"? W którymś momencie rozmowa przeszła na osobowość człowieka i jego podobieństwa do wyżej wymienionych czworonogów. Zastanowiłem się wtedy, przysięgam, że takim samym nietrudnym trudem, jak robię to teraz i stwierdzam, że bardziej pasowałbym na kota.
Koty mają ogromny wkład w historię. W mitologii egipskiej wierzono w boginię Bastet, którą utożsamiano z kotami, z kolei w średniowieczu czarne koty uważane były za wcielenie zła. Tak uderzając jeszcze do czarownic w formie delikatnej dygresji, czy zastanawialiście się dlaczego czarownice hodują koty czarne, a nie rude, szare, albo białe? Bo wydaje mi się, że robiły to głównie ze względów praktyczno-estetycznych! Czarownice ubierały się na czarno, a koty mają to do siebie, że zdarza im się linieć. Wyobrażacie sobie, gdyby wiedźmie ubrania pokrywała biała sierść? Czarnych kłaków przynajmniej nie widać, ale to tylko moje przypuszczenia... Wracając do roli kotów w historii; pojawiały się one w filmach, literaturze, komiksach, sztuce, a nawet polityce. Krąży nawet legenda, iż wraz ze wrzuceniem na portal społecznościowy pierwszej kociej fotografii, powstały memy internetowe.
Catzilla - kot rodem z piekła
W filmach familijnych koty wielokrotnie przestawiane są jako czarne charaktery. Z jakiegoś powodu wyrósł stereotyp kota jako istoty złej. I chociaż nie podoba mi się takie jednotorowe przedstawianie kota, to muszę przyznać, że z kotów są całkiem barwni antagoniści. Z jednej strony mogą to być zwierzęta udomowione, dbające o swoją pozycję u boku człowieka i reagujące zazdrością na każdego innego sierściucha wkradającego się w łaski ich pana. Zazdrosna i upokorzona kotka z filmu Babe - świnka z klasą była postacią epizodyczną, ale swoim krótkim występem i ogromną niechęcią do świni pasterskiej udowodniła, że jest poważnym czarnym charakterem. Trochę inaczej było ze Śnieżkiem, który na zmianę, a to próbował pozbyć się z swojego domu Malutkich, a to utrzymać w tajemnicy, obecność Stuarta, przed swoimi dachowymi kumplami. Zazdrość w filmie familijnym musi być tępiona i chyba ciężko jest sobie wyobrazić stworzenie bardziej wyniosłe i przywiązane do terytorium, a więc siłą rzeczy koty domowe mogą łatwo zostać zaadaptowane na czarny charakter.
Inaczej musi być z dachowcami. Tutaj zazdrość ustępuje ich dzikości. W ostatniej chwili przed napisaniem tego fragmentu do głowy przyszła mi Catzilla z Polowania na mysz. Imię będące nawiązaniem do japońskiego potwora nie jest przypadkowe, bo ów kociak jest mysim predatorem i uosobieniem niepohamowanej drapieżności. Większym opanowaniem oraz inteligencją, a przy tym diabolicznością wykazał się antagonista Amerykańskiej opowieści. Warren T. Rat wykorzystywał swoją umiejętność kamuflażu do zarobkowania. Bandzior potrafił bez trudu zdobyć zaufanie myszy i dzięki temu wyrobić sobie pozycję prawdziwego króla ulicy. Ze wszystkich kocich postaci jakie są mi znane Warren wylądowałby trójce najinteligentniejszych kotów.
Jeśli jednak miałbym wybrać ulubiony koci czarny charakter to sięgnąłbym do animacji Disneya Zakochany kundel i dwóch niegrzecznych kotów syjamskich. Niby animacja dla dzieci, ale jednak zło, czy ich raczej zawadiackość i psoty są w pełni groźne. Ponadto Piosenka syjamskich kotów, skomponowana i wykonana przez Peggy Lee jest jedną z najlepszych z disnejowskiej stajni.
Fritz nie stroni od imprez i seksu
Bardzo łatwo jest recytować kolejne przykłady kotów złych. Pewnie ma to związek z bardziej prawdziwym i neutralnym spojrzeniem na kota, który chodzi własnymi ścieżkami.
Stworzony w latach 60-tych przez amerykańskiego rysownika, Roberta Crumba, kot Fritz stał się uosobieniem wolnej duszy. Popularność komiksu sprawiła, że Fritz doczekał się dwóch filmów: Kot Fritz (1972) i Dziewięć żywotów kota Fritza (1974). Film o antropomorficznym kocie jest prawdopodobnie jedyną animacją dla dorosłych jaką lubię. Co ciekawe, Crumbowi, film nie spodobał się do tego stopnia, że postanowił uśmiercić postać na łamach komiksu. Fritz podobnie jak gang Tip Topa prowadził życie wolne, wbrew zakazom.
Wolność kocia, czasem jest wyborem, a czasem przymusem. W odcinku anime Pokemon - Go West Young Meowth - poznajemy historię dwóch kotowatych pokemonów Meowtha i Meowzie. Cały odcinek jest pełen retrospekcji Meowtha, który wyrusza w długą podróż w poszukiwaniu szczęśliwego miejsca. W filmie Oko kota, będącego ekranizacją opowiadań Stephena Kinga, poznajemy trzy historyjki, w które wpleciony zostaje koci obserwator. Kot (kurwa, ciągle przestawiam "o" z "t") to tajemnicza postać, która przemierza kraj w nie do końca jasnym dla widza celu, a przy okazji staje się cichym bohaterem ekranu. 
Orangey był ponoć kapryśną gwiazdą
Kot bardzo dobrze wpasowuje się w klimat grozy i niebezpieczeństwa. Jego mroczna i drapieżna natura doskonale wpasowują się w ramy horrorów. Smętarz dla zwierzaków, Ludzie-koty, Lunatycy i tak pewnie wymieniać można jeszcze długo. Może nie jestem do końca obiektywny, ale najlepszą kocią rolą w horrorze jest zdecydowanie Jonsey z filmu Obcy - ósmy pasażer Nostromo. Cały dramatyzm tej sceny: pojawiający się za plecami bohatera obcy, ciemna i odpychająca scenografia oraz przerażony Jonsey. To właśnie pupil Ripley tonuje napięcie. Nawet jeśli koty nie grają pierwszych skrzypiec w filmie to ich sam obecność w pewnie sposób ozdabia historię i nie muszą to być horrory. Na przykład w kulminacyjnej scenie w Śniadanie u Tiffany'ego, gdzie przy romantycznym pocałunku bohaterom towarzyszy rudy kot. 
Co dalej z kotami? W fikcyjnym, czy prawdziwym życiu, koty pozostaną sobą. Cichymi, subtelnymi stworzeniami, które pomimo więzi z człowiekiem pozostaną wolnymi indywidualistami.

I na koniec zdjęcie mojego starego przyjaciela, którego wspominam serdecznie do dzisiaj:

Mały 23.07.96 -11.10.02

niedziela, 7 lutego 2016

Pięć prawdziwych postaci na pięć sezonów AHS

Tajemniczy tytuł American Horror Story dał serialowi grozy pewną swobodę twórczą, ale i nałożył także pewne zobowiązania. Poszczególne sezony mają pełną dowolność wyboru czasu, miejsca i bohaterów dramatu. Ponadto serial zobowiązał się do przedstawiania najciemniejszych amerykańskich koszmarów. To oczywiste, że sieją już takiej grozy jak niegdyś, kultowe dziś, obrazy  Kubricka i Carpentera. Strach musi stawać się realniejszy, bardziej obrzydliwy i niepokojący. I tu pojawił się koncept twórców American Horror Story. Pomysłodawca serialu, Rayan Murphy, chętnie sięga do historii, śledząc, interpretując, a czasem zmieniając jej zakończenia. W każdym sezonie pojawiają się postaci znane z amerykańskiej historii. Jeśli dobrze liczę to do tej pory pojawiło ich się ponad dziesięć. Zwykle nie mają one większego wpływu na fabułę, są to zwyczajnie role epizodyczne, ale mimo wszystko dodają kolorytu serialowi.
Za nim wpis ten przerodzi się w bełkot z dupy i do dupy prezentuję krótką galerię pięciu prawdziwych postaci z pięciu sezonów American Horror Story.

Czarna Dalia
(Murder House)
Elizabeth Short okrzyknięta przez prasę Czarną Dalią w 1947 roku stała się ofiarą brutalnego morderstwa w Los Angeles, które do dzisiaj nie zostało wyjaśnione. W serialu okazuje się, że Elizabeth stała się nieumyślną ofiarą doktora Montgomery'ego, a jej duch został uwięziony w domu zbrodni. Dziewczyna pojawiła się dopiero w drugiej połowie sezonu, w zasadzie w jego końcówce. Czarna Dalia jest dość naiwną postacią, która nie do końca (przynajmniej takie odniosłem wrażenie) rozumie, co dzieje się wokół niej. Nadal marzy o sławie, byciu aktorką. W porównaniu do kolejnych postaci, jakie przewijały się przez następne sezony Elizabeth była nakreślona bardzo delikatnie i trochę tak "na próbę".

Anne Frank
(Asylum)
Anne Frank miała szesnaście lat, gdy zmarła w 1945 roku w obozie koncentracyjnym. Po dziewczynie pozostał pamiętnik, który stał się świadectwem jej życia w okresie wojny. W AHS Asylum do szpitala psychiatrycznego trafia kobieta, która podaje się za Anne Frank. Tłumaczy, że przeżyła obóz koncentracyjny, ale z różnych względów zdecydowała się na zmianę nazwiska i uśmiercenie bohaterki dziennika. Ciekawa koncepcja, nawet jeśli szyta grubymi nićmi i w przeciwieństwie do Elizabeth, wątek Anne Frank dał początek większej historii.

Marie Laveau
(Coven)
 
Postać Marie Laveau obrosła w legendy i nic dziwnego, że została ona przywrócona przez Murphy'ego do życia w trzecim sezonie serialu. W swoich czasach, ta kapłanka voodoo, uznawana była za jedną z najbardziej wpływowych osób w Nowym Orleanie.W serialu jej postać zagrała Angela Bassett. Marie okazuje się być nieśmiertelną czarownicą, która od wielu lat żyje pragnieniem zemsty na Delphine, a także żywi szczerą niechęć do wiedźm z Salem. Ponadto jest jedyną, jak dotąd, postacią historyczną, która odegrała naprawdę ważną rolę w serialu.

Edward Mordrake
(Freak Show)
O tej postaci z punktu historycznego strasznie ciężko coś powiedzieć. Nazywał się Edward Mordrake i posiadał drugą twarz z tyłu głowy. Skąpe informacje na temat tego człowieka okazały się naprawdę ciekawym punktem wyjścia. W serialu Mordrake jest kimś w rodzaju "patrona" wszystkich dziwolągów, który może zostać wezwany w noc Halloween. Tak chyba najprościej można określić cały pomysł na postać. W każdym razie polecam oba odcinki z jego udziałem, bo były one najintensywniejsze z całego sezonu. To już moje gdybanie, ale wydaje mi się, że Wes Bentley otrzymał główną rolę w kolejnym sezonie właśnie ze względu na ogromne zainteresowanie jakie wzbudził występem we Freakshow.
Rudolf Valentino
(Hotel)
To kogo tam w hotelu nie było? Włoski aktor, gwiazda kina niemego został przedstawiony widowni podczas zdjęć do filmu Syn szejka, gdzie poznał młodziutką hrabinę. W rzeczywistości aktor zmarł w 1926 roku, ale w American Horror Story jego śmierć okazała się jedynie mistyfikacją mającą na celu ucieczkę przed sławą. Po swojej "śmierci" Rudolph stał się wampirem. Postać nie była pierwszoplanowa, ale mimo to miała ogromny wpływ na całą historię. Prawdopodobnie był pierwszą i z pewnością największą miłością hrabiny.
Jego zniknięcie, próby zastąpienia Rudolpha kolejnymi kochankami, kształtowały Elizabeth.

_____________________
Niedługo, bo już za miesiąc powinny wypłynąć pierwsze szczegóły dotyczące szóstego, podobno ostatniego, sezonu American Horror Story. Za jakiś czas wrócę z kolejnym wpisem delikatnie zahaczającym o serial. Delikatnie, bo zastanowię się, jak mógłby wyglądać polski odpowiednik AHS.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ulubione postaci książkowe

Zacznę od tego, że o książkach chciałem napisać już bardzo dawno temu, ale ciągle brakowało mi jakiegoś impulsu. I z racji, że pisać trzeba, i z racji, że czytać trzeba. I z racji, że jedno i drugie jako tako się z blogiem mym łączy, to postanowiłem pochwalić się listą moich ulubionych postaci literackich. 

Joanna (Seria powieści, J. Chmielewska)
Zacznę od jedynej kobiety na tej liście. Najpierw był film, który poleciła mi Miryoku <3 a potem chęć zapoznania się z twórczością autorki i jestem. Joanna Chmielewska w humorystyczny sposób przedstawia siebie jako bohaterkę i narratorkę kryminalnych historii. Przede wszystkim cechuje się ogromnym dystansem do siebie i świata. Ponadto jest wścibska, inteligentna, a czasem bywa krytyczna. Joanna to dowód na prawdziwość powiedzenia, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle. Jednak najlepsze jest to, że znajduję się dopiero na początku przygody z Joanną i jeszcze wiele z jej strony mnie czeka, hehehe...
W sumie to zastanawiałem się, czy bardziej lubię Joannę, czy Alicję. Ostatecznie wybrałem pierwszą z pań, bo znam ją nieco dłużej.

Ignacy Rzecki (Lalka, B. Prus)
Gdy tylko rozpocząłem układanie listy, pomyślałem o panu Ignacym. Początkowo nie byłem przekonany do Pamiętników starego subiekta, które wydawały mi się wyłącznie przerywnikiem prawdziwej akcji. Szybko jednak zmieniłem zdanie. Pamiętnik pomógł mi dostrzec różnice pomiędzy pokoleniami: Rzeckiego i Wokulskiego. Pan Ignacy ujął mnie swoją życzliwością, dobrocią oraz trochę gderliwością (zwłaszcza z początku). Kurde, ile to razy miałem ochotę uściskać tego pana i zwrócić się do niego "dziadku"? Bardzo lubię Lalkę, ale nie potrafię wybaczyć Prusowi gorzkiego zakończenia.

Mały Książę (Mały Książę, A. Saint-Exupéry)

Po Małym Księciu nie spodziewałem się wiele. To była lektura i na jej nieszczęście przypada na okres nauki, w którym człowiek jeszcze nie wszystko potrafi docenić, a przynajmniej ze mną tak było. Do Małego Księcia powróciłem stosunkowo niedawno i urzekł mnie. I nie chodzi mi wyłącznie o książkę, jej symbolikę, piękno, ale i o tajemniczą postać chłopca, którą spotyka pilot. Na raz pojawiły się pytania, kim jest, czego szuka naprawdę, dlaczego akurat baranek? Na następnych stronach książki Mały Książę ujmował mnie swoją dobrocią, mądrością, prostotą i dociekliwością. To dziecko o czystym sercu, które z uporem poznaje świat ludzi dorosłych.

Hamlet (Hamlet, W. Szekspir)
Hamlet to pierwsza postać na jaką kiedykolwiek zwróciłem uwagę. Wcześniej nie myślałem, że mogę lubić postać książkową, ale zmienił to duński książę. Nie potrafię wyjaśnić, skąd moja sympatia do jego postaci, ale nie potrafię też wyjaśnić, skąd, tak nagle, wzięła się moja sympatia do Szekspira. Hamlet jest jedną z najbardziej intrygujących postaci z szekspirowskich tragedii. Owszem, darzę sympatią Makbeta, Jago, a nawet Kordelię, ale żadne z nich nie budziło mojego zainteresowania jak Hamlet. Księcia duńskiego cechują inteligencja, przebiegłość oraz bezczelność. Walczą w nim sprzeczne emocje - rozum oraz szaleństwo i to wygrana jednej z nich ostatecznie sprawia, że Hamlet to nie tylko wielki dramat, ale i rewelacyjna postać. Co ciekawe nie widziałem nigdy żadnej ekranizacji Hamleta, ale spoko wszystko jeszcze przed moją personą.

Stanisław Wokulski (Lalka, B. Prus)
I wracam do Lalki. Główny bohater powieści Prusa to chyba jedna z najbardziej złożonych postaci w polskiej literaturze. Wokulski sprawia wrażenie chłodnego, nieprzyjemnego człowieka (i tak też jest odbierany przez wiele innych postaci z powieści). Oczywiście, to tylko wrażenie, której jest jedynie fragmentem jego osobowości. Stachu to człowiek inteligentny, wyrachowany, ale także wrażliwy. Na początku drażnił mnie swoją arogancją, ale szybko przekonałem się, że inny nie może być. Podziwiam go za pracowitość i determinację w dążeniu do zdobycia majątku (nawet jeśli była to broń obosieczna). Cokolwiek napiszę i tak nie odda to mojej sympatii do Wokulskiego. 

To moje pięć ulubionych postaci książkowych. No... teraz mój blog powinien nabrać nieco koloru :) Macie swoje ulubione postaci książkowe? Głupie pytanie. Pewnie każdy ma. W takim razie kto jest waszym ulubieńcem? 

W skompletowaniu fotografii pomogła mi grafika Google ;)

Książki



czwartek, 28 stycznia 2016

Toradora!

Anime, którym można przypisać zestaw następujących haseł - szkoła, romans, studenci, okruchy życia - staram się omijać szerokim łukiem. Być może trafiam na niewłaściwe tytuły, które zwykle poza mdłą otoczką i naiwnością nie potrafią przemówić do mnie jako widza, a może zwyczajnie pieprzę od rzeczy, aby usprawiedliwić swoją niechęć do takich historyjek. Dlatego do Toradora! podchodziłem z umiarkowanym entuzjazmem, mając świadomość pewnego przerażającego zestawu haseł, które gwarantują "cudowne love story" pary głównych bohaterów, ale ku własnemu zaskoczeniu polubiłem anime.
Toradora! powstało na podstawie light novel autorstwa Yuyuko Takemiya. Tytuł odnosi się do imion głównych bohaterów Taigi i Ryuuji. Anime składa się z 25 odcinków plus jakichś epizodów specjalnych, którym i tak nie poświęcę czasu. Ryuuji Takasu zwany też Smokiem jest niezwykle łagodnym i uczynnym nastolatkiem. Niestety ze względu na wygląd uważany jest za łobuza i większość rówieśników trzyma się od niego na dystans (to tak jak ja w stosunku do anime o przerażającym zestawie haseł).
Tu zakradnie się mała dygresja: uważam, że Ryuuji wygląda zwyczajnie, a cały ten strach przed nim pojawia się wyłącznie, gdy jest to na rękę scenariuszowi ;) Dobra, koniec tego tematu.
Jest jeszcze Taiga zwana też Małym Tygrysem. Głośna, trochę naburmuszona, ale sympatyczna dziewczyna skradła moje serce, gdy tylko wpada na korytarzu na Takasu. Właśnie dzięki jej postaci serial jest zabawny i urokliwy.
Fabuła wygląda tak: Smok kocha się w przyjaciółce Tygrysa, Tygrys kocha się w przyjacielu Smoka. Razem decydują się połączyć siły i zjednać sobie ukochanych. Prawa komedii romantycznej mówią jasno, że prędzej czy później oboje zrozumieją, że tak naprawdę kochają siebie i będą razem i nie ma, że boli. Obawiałem się tej przewidywalności oraz natrętnego sugerowania, że para bohaterów jest sobie przeznaczona. Na całe szczęście okazało się inaczej. Jasne, to dalej komedia romantyczna nastawiona na miłosne perypetie bohaterów i w którymś momencie nastąpi ich połączenie, ale na szczęście anime nie okazało się przy tym monotonne.


Historia od pierwszych odcinków stawia głównie na humor i szkolną przyjaźń. Twórcy nie pchają głównych bohaterów w ramiona w towarzystwie niezręcznych scenek, a przynajmniej nie miałem odczucia, że tworzą sztuczne sytuacje, aby ich tylko do siebie zbliżyć. Nic z tych rzeczy. Taiga i Ryuuji od początku, przez większość serii, sprawiali wrażenie dobrze dogadującej się pary przyjaciół, a może nawet czubiącego się rodzeństwa. Anime nie opiera się wyłącznie na tej dwójce. Poza Smokiem i Tygrysem są także energiczna Minori, ułożony Kitamura oraz Ami. I to właśnie ta piątka pracuje na fajność tego tytułu. Ich kłótnie, problemy oraz marzenia budują obraz zgranej grupy przyjaciół.
Kreska jest ładna, ale bez szaleństw. Całość jest utrzymana w ciepłych, stonowanych barwach. Warto wspomnieć o openingach. W serialu pojawiają się dwa: "Pre-Parade" oraz "silky heart". Muszę przyznać, że zwykle nie zwracam uwagi na czołówki anime i najzwyczajniej w świecie przewijam je, ale tym razem z wielką przyjemnością słuchałem openingu w każdym odcinku. I gdybym tworzył jakąś listę ulubionych openingów to "silky heart" znalazłoby się na niej z pewnością.
Trochę się na och-achowałem nad serią i mógłbym skończyć moją wypowiedź właśnie w tym momencie i wierzcie mi, skończyłbym ją, gdyby nie końcówka serii. Zacznę od tego, że w pewnym momencie anime straciło swój urok. Kiedy? Jak? Dlaczego?
Oglądanie Toradora! rozłożyłem na dwie raty. Za pierwszym razem (jeszcze w starym roku) obejrzałem około 20 odcinków. Oglądałem hurtowo, bo każdy następny odcinek sprawiał, że chciałem jeszcze więcej i więcej. W pewnym momencie odcinki stały się znacznie cięższe, aż wreszcie serial zupełnie zgubił moje zainteresowanie (to było gdzieś w pobliżu klasowego wyjazdu w góry). Dopiero jakiś czas temu postanowiłem wrócić do Toradora! i rozliczyć się z anime do końca. 
Twórcy postanowili zastąpić lekki humor męczącą atmosferą żalu, smutku, przesadyzmu i jakichś dziwnych problemów, a wszystko w duchu usilnego tworzenia ze Smoka i Tygrysa pary. Trochę to wyglądało, jakby twórca przypomniał sobie, że to komedia romantyczna i bata nie ma - główni bohaterowie parą być muszą. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby (w tym miejscu poprawiam literówkę ze słowa "pszeciwko", a ty czytelniku masz szansę dowiedzieć się o spoilerze, a więc nie czytaj dalej jeśli przeszkadza ci spoiler) Taiga zniknęła z takim fajnym przesłaniem, że "dam z siebie wszystko" - co zresztą fajnie wyjaśnia Minori. Coś jak zakończenie filmu Słodki listopad, albo Podróż przedślubna. Twórcy poszli kawałek dalej... Postanowili pokazać zakończenie roku szkolnego i powiedzieć coś o dalszych planach bohaterów. Podobał mi się sam zamysł sceny, w której Ryuuji idzie do pustej sali, bo wydawało mu się, że widział Taigę. I to też byłoby fajne, subtelne zakończenie, ale twórcy ponownie poszli kawałek dalej... Za daleko. Bohaterowie spotykają się i w ostatnich sekundach finałowego odcinka wyznają sobie miłość, bo tak zakłada komedia romantyczna i tyle. Koniec spoilera i koniec serialu. 
Toradora! to dobre anime z rozczarowującym zakończeniem. Za jakiś czas sięgnę po mangę, ale dopiero wtedy, gdy zatęsknię za Małym Tygrysem, a że zatęsknię to pewne!


A wy? Oglądaliście Toradora? A może czytaliście? Pochwalcie się! Zapraszam do dyskusji. 

środa, 20 stycznia 2016

Final Girl - ranking 10 ulubionych bohaterek horrorów

Ostatnio, tak jakoś się złożyło, miałem przyjemność poznać trzy historie (dwa filmy i jeden serial), w których tytułach znajdowało się dźwięczne hasło "final girl" i żeby zbieg okoliczności był większy są to produkcje z tego samego roku, ale to już szczegół i raczej nim sobie nie warto głowy zawracać, ale warto wrócić do samej "finałowej dziewczyny".

Bycie final girl to duży stres.
Nikomu tłumaczyć nie trzeba, że final girl to postać (najczęściej kobieca, będę trzymał się kobiet) z horroru, której udaje się przeżyć do końca filmu i pokonać potwora prześladującego ją i jej przyjaciół. I tak sobie pomyślałem, że stworzę jakiś ranking ulubionych "ostatnich dziewczyn", a jak dobrze pójdzie to może zabiorę się za ranking mniej lubianych final girls, ale to kiedyś tam...
W każdym razie do rankingu kwalifikują się horrory, w których trup ściele się szeroko, co nie oznacza, że pojawią się wyłącznie slashery z lat 80-tych. Ostrzegam przed spoilerami. O ile slashery na ogół nie ukrywają, kto jest największym twardzielem i zabije w finale Jasona/Michaela/Angelę... (niepotrzebne skreśl) tak tłumacząc wybór poszczególnych kandydatek będę musiał uchylić rąbka historii. A, i jeszcze jedno: ocenie podlegają wyłącznie bohaterki, a nie filmy.

Ranking 10 moich ulubionych final girls

 10. Sarah Carter
 (Zejście; Zejście 2)
Sarah nigdy nie należała do moich ulubionych postaci. Nie znaczy to jednak, że nie sympatyzowałem z nią. Poznajemy ją w bardzo trudnym momencie, gdy jej mąż i córka giną w wypadku samochodowym. Bohaterka cierpi, ale mimo to stara się powrócić do normalności. Podczas wspólnego wypadu z przyjaciółkami kobieta jest zmuszona do walki o życie w iście mrocznych i klaustrofobicznych warunkach. Dopiero sytuacja (i tu powinien być spoiler, ale pominę) kumuluje w niej złość, które pomagają jej przetrwać. W drugiej części filmu Sarah to zupełnie inna osoba; antypatyczna i obliczona na chęć przeżycia, ale ostatecznie, w wielkim finale, przechodzi odkupienie.

9.Wendy Christensen
(Oszukać przeznaczenie 3)
Przyznam się bez bicia, że jestem ogromnym fanem Mary Elizabeth Winstead, która wcieliła się w rolę Wendy. Oszukać przeznaczenie 3 nie proponuje niczego nowego poza kilkoma ciekawymi sposobami na uśmiercenie bohaterów. Mimo wszystko postać Wendy na tle innych "proroków" serii wypada bardzo wiarygodnie. Jej chęć odzyskania kontroli nad sytuacją, żal po stracie chłopaka oraz detektywistyczne zacięcie sprawiają, że była jedną z fajniejszych dziewczyn serii.

8. Jamie Lloyd
(Halloween 4, Halloween 5, Halloween 6)
Jamie jest córką Laurie Strode, bohaterki dwóch pierwszych filmów serii. Jamie nie była typową final girl, bo była dzieckiem. Jednak okazała się godną następczynią matki, a sam okres Halloween i towarzyszące jemu cukierki oraz przebieranki idealnie przypasowały do postaci dziecka.

7. Sidney Prescott(Krzyk, Krzyk 2, Krzyk 3, Krzyk 4)

Z Sidney mam ten problem, że nie zawsze ją lubiłem. Są sytuacje, w których zastanawiam się, czy nie pora spasować i po prostu dać się zabić Ghostface, ale... Sidney nie ma wyboru. Ta postać to wojowniczka utożsamiająca wszystkie cechy final girl. Jest odważna, inteligentna i nie cofnie się przed niczym, aby przetrwać. W przeciwieństwie do innych protagonistek slasherów Sidney nie zawsze pozostaje uroczą dziewczyną z sąsiedztwa. Potrafi walczyć o swoje i przyłożyć w pysk irytującej dziennikarce. Seria Krzyk to nie tylko Ghostface, ale także historia Sidney i próby ułożenia sobie życia.

 6. Nancy Thompson
(Koszmar z ulicy Wiązów, Koszmar z ulicy Wiązów 3)
Gdy najlepsza przyjaciółka Nancy, Tina, zostaje zamordowana, bohaterka rozpoczyna dochodzenie. Od początku jest przekonana o niewinności Roda i stara się odkryć powiązania rodziców z tajemniczym potworem, który pojawia się w koszmarach wszystkich jej przyjaciół. Nancy prezentuje dociekliwość, odwagę i inteligencję. To ten typ final girl, której kibicujesz z przyjemnością.

5. Erin Hardesty
(Teksańska masakra piłą mechaniczną)
Erin to wzorowy przykład final girl. Jest sympatyczna, silna, odważna i pewna siebie. Zaraz po zniknięciu Campera przejmuje dowodzenie w grupie i zawsze stara się pomóc innym. Ponadto w trudnych sytuacjach nie traci zimnej krwi. Ma w sobie coś z chłopczycy, a w scenie, gdy próbuje uruchomić samochód przyznaje, że jest to zasługa starszych braci. Jessica Biel spisała się w swojej roli kapitalnie.

4. Mia
(Martwe zło)
W 2013 roku powstał remake filmu Martwe zło. Dużą kontrowersją dla fanów był fakt, że zamiast Asha otrzymali Mię. Co ciekawe grupa nie przyjeżdża do opuszczonej leśnej chatki na imprezę, ale aby wesprzeć główną bohaterkę w wyjściu z uzależnienia. Mia jest osłabiona oraz antypatyczna. Bohaterka raz staje po stronie zła, a innym razem po stronie dobra. Podobał mi moment, w którym Mia ponownie budzi się do życia i rozpoczyna finałową walkę z demonem. Ponadto Jane Levy (nie znam tej aktorki z innych ról) wypadła rewelacyjnie w roli opętanej dziewczyny.

3. Ellen Ripley
(Obcy, Obcy - decydujące starcie, Obcy 3)
Jeśli ktoś myśli o Obcym to widzi Ripley. Osobiście nie wyobrażam sobie tej listy bez postaci Ripley. Nawet jeśli nie każdy myśląc o final girl widzi Ripley. To niesamowite jak bardzo Sigourney Weaver stała się ważna dla serii. To bohaterka, której życie splotło się nierozłącznie z tytułowym obcym od momentu, w którym Nostromo zabrał na pokład tajemniczą formę życia, aż do momentu, w którym Ripley rzuca się w ogień wraz  ksenomorfem. Silna i odważna Ripley stanowi dowód na to, że bohaterka horroru nie musi być ładna, ale skuteczna.

2. Ginny Field
(Piątek trzynastego II, Piątek trzynastego III)
Pierwsza bohaterka serii Piątek trzynastego, która wyszła zwycięsko z pojedynku z Jasonem. Uwielbiam Ginny od momentu, w którym wjechała do obozu Crystal Lake swoim gruchotem. Charakterem nie odstaje od innych dziewczyn z Crystal Lake. Jednak bardzo podobała mi się jej finałowa walka z Voorheesem i fakt, że użyła podstępu do pokonania go. Nie licząc Chris Higgins była zdecydowanie najładniejszą final girl serii.

1. Kirsty Cotton
(Hellraiser, Hellraiser 2, Hellraiser: Droga do piekła)
Kristy debiutuje w pierwszej części Hellraiser. Zadziorna i buntownicza dziewczyna jest bratanicą Franka, któremu właśnie udało się zbiec z piekła. Bohaterka zostaje wplątana w znajomość (tak to nazwijmy) z Cenobitami, którzy poszukują jej wujka. W ten sposób dla Kristy rozpoczyna się długa walka o jej własną duszę. Przede wszystkim cenię jej postać za niebywałą odwagę. Ona bez ogródek postanawia stawiać warunki i wchodzić w układy z Cenobitami, aby tylko zyskać czas. Dla własnego ojca jest gotowa zejść do piekła. Co ciekawe udało jej się zaskarbić sympatię antagonisty, a przynajmniej jego szacunek.


A jakie są wasze ulubione finalowe dziewczyny? Macie jakieś?

środa, 6 stycznia 2016

Królewna Śnieżka w skrócie

"Ach, jakże pragnęłabym mieć dziecko o cerze białej jak śnieg, policzkach rumianych jak krew, o włosach czarnych jak heban" - tak rozpoczyna się jedna z klasycznych baśni spisana przez braci Grimm. Postać Królewny Śnieżki do dzisiaj doczekała się niezliczonej liczby adaptacji filmowych, serialowych, teatralnych, komiksowych... Trudno się dziwić fenomenowi Śnieżki, która pobudzała wyobraźnię na całym świecie, a przy tym historia była łatwa do przeniesienia na ekran, bo nawet jeśli większość z nas nie spotkała się z oryginalnym tekstem braci Grimm to z pewnością każdy gdzieś tam miał okazję zahaczyć o Śnieżkę, złą macochę, krasnoludki i zatrute jabłko.
Prawdopodobnie moim pierwszym spotkaniem z Królewną Śnieżką był horror Śnieżka dla dorosłych na VHS. Pomimo tej całej otoczki grozy klasyczna baśń pozostawała klasyczną baśnią. Twórcy opowiedzieli historię bez ubarwiania udowadniając, że jest to historia niezwykle mroczna i wciągająca. W rolę macochy wcieliła się Sigourney Weaver i w dużej mierze to ona, obok Gburka, stanowiła filar filmu. Z perspektywy czasu myślę, że Michael Cohn nie stworzył dzieła wybitnego (reżyseria jest największym minusem), ale z pewnością jest to interesujący film, do którego z chęcią powracam od czasu do czasu.
Pracę nad filmem Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków Walt Disney rozpoczął w 1934, a ukończył w 1937 roku. Do tworzenia animacji zatrudniono 750 artystów, którzy wykonali łącznie około miliona rysunków. Wysiłek jaki włożyła ekipa Disneya opłacił się, gdyż film został uhonorowany specjalną nagrodą Akademii Filmowej, a sam Walt Disney otrzymał Oskara oraz jego siedem miniaturowych kopii od Shirley Temple*.

Śnieżka przyjmuje zatrute jabłko od czarownicy
Disnejowską Śnieżkę obejrzałem całkiem niedawno. Charakterem film jest zbliżony do Silly Symphony. Animacja sama w sobie jest nadal dziełem (tym bardziej, jeśli ma się na uwadze, jak wielkim krokiem był dla wytwórni), choć już pewnie nie stanowi takiej atrakcji dla dzisiejszego widza. Przede wszystkim podobał mi się balans pomiędzy Śnieżką, jej szczęśliwym i trochę naiwnym życiem, a złem królowej. Scena, w której macocha przeobraża się czarownicę jest genialna.
Jakiś czas temu zastanawiałem się nad tematem poświęconym mandze autorstwa Kaori Yuki, ale teraz napiszę wyłącznie o postaci Śnieżki z pierwszego rozdziału. Sama autorka przyznała, że Rewolucja według Ludwika początkowo miała stanowić one-shot o księciu i Blanche. Zresztą czuć różnice pomiędzy rozdziałem pierwszym, a kolejnymi. Przede wszystkim manga ukazuje Śnieżkę jako czarny charakter, a przy tym zachowuje podobieństwo do historii braci Grimm. I pisząc "podobieństwo" mam na myśli odwołanie do baśni pozbawionej cenzury, którą narzucały kolejne wersje. Mangę polecam wszystkim, którzy lubią czarny humor. Nawet jeśli nie całą to przynajmniej historię Blanche i Ludwika.

Blanche. Największa bitch wśród Śnieżek.
W 2012 powstały aż trzy produkcje o Królewnie Śnieżce, ale ograniczę się do wspomnienia o najciekawszej. Hiszpańska produkcja Blancanieves zasługuje na uwagę chociażby dzięki formie. Twórcy zdecydowali się wykorzystać konwencję kina niemego. Wcześniej z takiego zabiegu korzystały chociażby Zew Cthulhu oraz Artysta, a więc nie było to tak odkrywcze podejście do tematu jak mogłoby się wydawać. Twórcy przenieśli historię do świata corridy, torreadorów i flamenco. Reżyser, Pablo Berger, pokazuje kulturę swoich rodaków pod pretekstem opowiedzenia raz  jeszcze historii o Śnieżce i robi to naprawdę fenomenalnie.
Ciekawe, czy bracia Grimm spisując bajkę o Śnieżce przypuszczali, że ich historia stanie się inspiracją do powstawania coraz to oryginalniejszych wariacji. Pewnie nie.

W skrócie
Królewna Śnieżka Baśń spisana przez braci Grimm
Tytuł Data powstania Coś tam napisałem Ocena
Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków 1937 Niewątpliwa klasyka, której Disney zawdzięcza swój sukces. Niestety nie może konkurować z dzisiejszymi animacjami. 6/10
Baśnie Braci Grimm 1987 Cztery odcinki serialu poświęcono Śnieżce. Bogata historia, a animacja niczego sobie. 6/10
Śnieżka dla dorosłych 1997 "Horrorowa" adaptacja klasycznej bajki. 6/10
Rewolucja według Ludwika 2004 Pierwsza Śnieżka będąca czarnym charakterem. 8/10
Mirror Mirror 2012 Jako film familijny w naprawdę ładnej oprawie kostiumowej jest ok. 5/10
Blancanieves 2012 Intrygujące podejście do tematu i świetny finał. 6/10

Grafiki pochodzą z Google.
* Walt Disney przedstawia Najpiękniejsze Bajki Świata