środa, 26 czerwca 2024

Lista moich ulubionych vanilli w Yu Gi Oh!

Jakoś od ponad dwóch lat interesuję się karcianką Yu Gi Oh! Oczywiście jestem raczej niedzielnym graczem, który zna trochę anime, orientuje się w przebiegu rozgrywki, a od czasu do czasu składa własną talię. 

Dzisiaj chciałbym przedstawić wam listę moich ulubionych "vanilli" czyli kart potworów nie posiadających efektów. Chociaż są bezużyteczne w turniejowych rozgrywkach to najbardziej zapadły w pamięć fanom dzięki czemu wiele z nich otrzymało "drugie życie" jako archetypy lub zaktualizowano je o efekty. A to kilka najbardziej lubianych przeze mnie:


Winged Dragon, Guardian of the Fortress 1



Zacznę od mniej oczywistego i bardziej sentymentalnego wyboru. Skrzydlaty obrońca fortecy miał przypisany atrybut wiatru, poziom 4 i 1400 ataku oraz 1200 obrony. Karta po raz pierwszy ukazała się w talii startowej Yugiego. Według opisu smok ten jest powszechnie spotykany na terenach górskich, gdzie strzeże fortecy. To pierwszy potwór, którego zobaczyłem w anime. Pojawiał się w w openingu i przysięgam, że wyglądał jak Aerodactyl z pokemonów. Warto wspomnieć, że istnieje również mniej znany Winged Dragon, Guardian of the Fortress 2, który różni się wyłącznie kolorem. Żałuję, że na tyle kart Yugiego smok dalej nie otrzymał żadnej aktualizacji.


Celtic Guardian
 

Co mogę powiedzieć? Lubię zielony. Podobno ten elf nauczył się władać mieczem i teraz zaskakuje przeciwników błyskawicznymi ciosami. Celtycki gwardzista to czterogwiazdkowy potwór o atrybucie ziemi posiadający 1400 ataku oraz 1200 obrony, co czyniło go raczej przeciętnym potworem z setu "Legend of Blue Eyes White Dragon". Wygląd elfa mocno kojarzy się z Linkem z serii Legends of Zelda.  Gwardzista był jednym z bardziej rozpoznawalnych potworów głównego bohatera. Doskonale wpasowywał się w tematykę talii dark fantasy, którą posługiwał się Yugi w Duelist Kingdom.Z ciekawostek: imię gwardzisty zostało zmienione, gdy w grze zadebiutował archetyp "Guardians" przechrzczono do na Celtic Guard (bo, kto wie jakich zniszczeń dokonałby swoim mieczem posiadając archetyp).
 

Red Eyes Black Dragon

 
Jeśli Niebieskooki oznaczał siłę, to Czerwonooki reprezentował potencjał jak stwierdził Yami. Główna karta Joeya posiadająca 2700 ataku i 2400 obrony miała poziom siódmy i był jej przypisany atrybut ciemności. Zadebiutowała w secie "Legend of Blue Eyes White Dragon". Smok był wyjątkowo groźny i posiadał śmiercionośne ataki. Jej historia była nierozerwalnie połączona z nieustanną rywalizacją z Błękitnookim. I chociaż przegrywał z nim starcia to dla mnie był tym lepszym smokiem. Z wielu różnych artów jakie posiada ta karta najbardziej przypadł mi do gustu oryginalny.  I przyznam, że chociaż nie jestem fanem figurek to Red Eyes Black Dragon prezentowałby się doskonale na półce. Uwaga, przygarnąłbym nawet wersję pop xp

 
Tiger Axe

 
Największe zaskoczenie tego zestawienia to bestia-wojownik: poziom 4, żywioł ziemia atak 1400 i obrona 1100, zadebiutował w turniejowej paczce. Jeśli się nie mylę to była karta z talii Joeya. Nie miała większego znaczenia w anime, ale... znów wkrada się sentyment. Tiger Axe był moją pierwszą kartą. Miałem wrażenie, że jest połączeniem Tygrysiej maski i Conana Barbarzyńcy. Przyznajcie, że mam rację!


Gaia The Fierce Knight
 
 

Gaia zadebiutował w secie "Legend of Blue Eyes White Dragon". Ma poziom 7, atrybut ziemi, 2300 ataku oraz 2100 obrony. Dla mnie absolutny niszczyciel. W talii Yugiego dzięki polimeryzacji mógł łączyć się z kartą Curse of Dragon, a gdy tego było za mało dochodziło combo z Catapult Turtle.Uwielbiałem, gdy Yugi nakazywał atak temu potworowi, a ten na swoim koniu szarżował w stronę przeciwnika. Gaia jest kultową postacią i co jakiś czas otrzymujemy nowe potwory, karty magii oraz pułapki wspomagające nieustraszonego rycerza. 


Chosen by the Chalice World
 

 
Najnowsza karta z mojego zestawienia pochodzi z setu "Code of the Duelist". Wybraniec jest na poziomie 3, ma atrybut ognia oraz 1600 ataku i 0 obrony. Postać z karty ma na imię Avram i jest postacią ze Świata Kielicha. Legendy o bohaterze, których nasłuchał się w dzieciństwie zainspirowały go do wyruszenia w świat i walki z Mekkknight. Elementy zbroi, które przyodziewa należą do pokonanych przeciwników. Avram szuka siedmiu dziedzictw świata każdorazowo usiłując pokonać własne ograniczenia.
 

No i pokrótce to tyle. Jest to pierwszy post otwierający niewielką serię poświęconą Yu Gi Oh! na blogu. 

czwartek, 6 czerwca 2024

Obraz mureny w popkulturze

Murena. Tak, dobrze przeczytaliście. Dokładnie! Chodzi o zwierzątko z dwoma zestawami wielkich dziabaczek. Na pewno każdy przynajmniej raz w życiu zastanawiał się, jak prezentują się mureny w popkulturze? Na szczęście śpieszę z filmową listą tych stworzonek.

Co może zaskoczyć to fakt, że w świecie gdzie obchodzi się najróżniejsze dziwne rocznice typu dzień jojo lub bitej śmietany, nie ma dnia mureny! Także pisze post z nadzieją, że 6 czerwca od teraz może stanowić nieformalny dzień muren. 


Floatsam&Jetsam


Pierwsze na myśl przyszły ni mureny z filmu The Little Mermaid (1989). Imiona Floatsam i Jetsam w polskiej wersji przetłumaczono na Mur i Ena. Dwie ciemno szare ryby posiadające po jednym bladoróżowym iijednym żółtym oku były szpiegami Urszuli. Znalazły Ariel I przekonały do spotkania z ich panią. Ślepo posłuszne i inteligentne doskonale radziły sobie z zadaniami wiedźmy morskiej. Ostatecznie giną z ręki Urszuli po jej niefortunnym ataku na księcia Adama. I dla sprawiedliwości trzeba oddać Urszuli, że była bardzo przywiązana do swoich muren, a przypadkowe uśmiercenie ich wywołało jej ogromną gorycz.
A, i w serialu Mała syrenka pojawiała się jeszcze jedna murena, ale nie mam pojęcia jaką rolę odgrywała.

Moray of Greed

Dla zmiany tonu wspomnę o Yu Gi Oh! i karcie zaklęcia "Murena chciwości" przynależącej do archetypu chciwości. Na obrazku znajdują się ryba wypływająca z rozbitego "Garńca chciwosci". Pysk mureny do złudzenia przypomina naczynie, a więc prawdopodobnie została ona nowym hostem ducha żyjącego w przedmiocie. Efekt karty pozwala na przeniesienie dwóch wodnych potworów z ręki spowrotem do talii a w zamian dociągnąć do ręki trzy karty. Spoko efekt plis jeden. 


Huntail

Warto wspomnieć o murenie z pokemonów. Huntail w opisach jest przedstawiany jako żyjąca w głębinach ryba z silnymi szczękami. Debiutującą w trzeciej generacji murena jest jedną z dwóch możliwości ewolucyjnych Clamperla, aby zdobyć ją w grze należy wymienić się Clamperlem, gdy ma przy sobie przedmiot Deep Sea Tooth. Ze względu na metodę ewolucji nigdy nie posiadałem Huntaila i nie potrafię powiedzieć jak dobrym pokemonem w grze jest. W anime zadebiutował w odcinku "The Evolutionary War", zaś w madze dwie sztuki należały do pana Brineya oraz posługiwał nim się Team Aqua. 


Razortooth


Napiszę zanim jakiś internetowy mądrala zacznie mnie wyprowadzać z błędu "o, Oscar, a to kie jest murena tylko wyjątkowo brzydki węgorz". Wiem, poleciło mi ten film w kategorii muren. I skoro zadalem sobie trud, aby obejrzeć to dziadostwo to przynajmniej o nim wspomnę. Nie-murena jest typowym potworem zjadającym ludzi z bardzo kiepskiego animal attack. W ogóle nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo ofensywne były dialogi. Jakby scenarzysta miał dziesięć lat i głupie odzywki z przedszkola były normą w kontaktach międzyludzkich. Nie polecam.


Z innych... W filmie Freddie as F.R.O.7 jednej z morskich stworów przypomina murenę.


Warto dodać, że przeszukując portal filmowy natragiłem na produkcję chorwacko-słoweńsko-brazylijsko-amerykańską z 2021 "Murina". Filmu jeszcze nie oglądałem.


Jakie są wasze ulubione kreacje muren w kulturze popularnej? Tak swoją drogą dochodzę do wniosku, że dobrze, że 5 stycznia obchodzimy dzień bitej śmietany. Zawsze możemy zarezerwować 6 stycznia na dzień filmów o murenach. 

poniedziałek, 27 maja 2024

Enigmatyczny post (wszyscy takie uwielbiają)

Przeglądając bloga znalazłem dwie listy poświęcone twórczości youtubowej. I są to rankingi szalenie nieaktualne, co nie znaczy, że kanały, o których tam wspominam straciły na wartości, bo nie w tym problem. I poniekąd zaspoilerowałem temat tego... em... enigmatycznego posta (celowy zabieg, ha ha ha). Dziś chciałbym napisać kilka słów o kanałach, które odkryłem i pochłonęły mnie bez reszty. Ten post ma za zadanie udowodnić, że ostatnią dekadę żyłem pod kamieniem i nie znałem kanału z dziesięcioletnim stażem. Zapraszam. 

 

Poszukiwacze Okazji 

 

Moim pierwszym skojarzeniem z nazwą kanału były cieszące się od kilku lat popularnością reality show o licytacjach oraz jakieś poradniki dla gadżeciarzy. I pierwsze zdanie z zakładki profilowej podtrzymuje te skojarzenia - "Stachu i Wasyl - kupują, testują, sprzedają i czasami zarabiają". W rzeczywistości panowie opowiadają o różnego rodzaju oszustwach jakich dopuszczają się ludzie na portalach internetowych. I tu wachlarz jest ogromny, bo są to wyłudzenia pieniędzy, sprzedaże nieistniejących przedmiotów, a czasem kradzieże danych. Ich filmy przedstawiają rozmowy sprzedających i kupujących. Twórcy kanału punktują podejrzane zachowania tych pierwszych i błędy tych drugich. Oczywiście, czasem człowiek łapie się za głowę i zastanawia jak to możliwe, że kupujący bezrefleksyjnie potrafią przelewać ogromne kwoty pieniędzy oszustowi. Poszukiwacze Okazji doradzają ofiarom co zrobić, ale uczciwie zdarza im się też cisnąć bekę z naiwności kupujących. Pierwszym filmem od Poszukiwaczy jaki obejrzałem było Trollowanie złodzieja


Mr.Nightmare

Z natury lubię się bać, ale jest bardzo mało rzeczy, które na dziś dzień potrafią mnie realnie zdenerwować i tu z pomocą przychodzi Mr.Nightmare. Każdy film tego twórcy przedstawia trzy lub więcej historii nadesłanych mu przez widzów lub znalezionych w odmętach internetu. Historie nie są paranormalne - opowiadają o rzeczach, których należy się bać od zawsze - stalkerzy, włamania, czasem próby porwania. Same opowieści są oprawione niepokojącą ścieżką dźwiękową, która doskonale pasuje do tonu głosu lektora. Oczywiście, zawsze możemy uznać, że historyjki są nieprawdziwe, ale tu liczy się kreowana atmosfera, a tą twórca kanału kreuje po mistrzowsku. Mimo to filmem, który przedstawił mi Mr.Nightmare było video z próbami włamań uchwyconymi na przydomowych kamerkach. 

 

HeadtoHeadBattles

Kanał poświęcony karciance Yu Gi Oh! prowadzi para Jenjen i Susu. Ogromną część ich kontentu stanowią tematyczne pojedynki w grze Master Duel (YGO online): boss battle, jank battle, różne wyzwania, mini turnieje z taliami bohaterów anime i wiele innych. Na kanał trafiają również filmiki o budowie talii i humorystyczne rolki odnoszące się do fandomu. Kanałów poświęconych Yu Gi Oh! jest sporo, ale wspominam o HeadtoHeadBattles ze względu na ogromne poczucie humoru i dystans prowadzących. Liczne powiedzonka Susu, czy momenty, w których Jenjen kompletnie z dupy wyciąga jedną kartę odwracającą losy całego pojedynku. Nawet jeśli nie jesteście graczami to dla samych interakcji tego duetu warto włączyć jakiś duel.


Pot of Senzu

Chłopaki na swoim kanale otwierają boosterki z kartami. Najczęściej pokemony, ale gdzieś tam w tle przebijają się Yu Gi Oh! oraz Dragon Ball Super. Niedzielni hobbiści, ale nawet fajni. Kanał nadal powstaje i może przy odrobinie szczęścia rozwinie się. Możecie im napisać pod jakimś filmem komentarz w stylu "pierwszy" albo "ładny drop". 

 

Czytelniku! W nagrodę, że dotarłeś do tego miejsca możesz napisać jakie kanały na YouTube oglądasz ty.

środa, 22 maja 2024

Post o zataczaniu się i...

Historia zatoczyła koło! Dacie wiarę? Możliwe, że zrobiła przy tym ładny pirułet, wyskok, półobrót i trzasnęła o ziemię w taki sposób, że nawet jurorzy podnieśli tabliczki z punktami, a publika zaczęła bić brawa na stojąco.

Gdy Mickiewicz pisał o beefie między generacjami, albo Kombi o tym, że "każde pokolenie ma własny czas" nie bardzo rozumiałem tą całą wojnę pokoleń. To, że postrzeganie świata zmienia się było dla mnie czystą abstrakcją, no bo jak myślenie ludzi może zmienić się w zaledwie 20-30 lat? 

Kilkanaście lat wstecz pierwszy raz usłyszałem określenie boomer i z miejsca stało się ono dla mnie synonimem pijanego wujka na weselu. Pokolenie "nademną" rozumie świat inaczej, mówi inaczej, wartościuje inaczej. Młodzi nie starają się zrozumieć, ale zanegować. Dlatego postrzeganie generacji boomerów przez millenialsów sprowadzało się do zbioru  negatywnych cech i nerwowego kalkulowania w głowie, czy rocznikowo, aby na pewno łapię się do milleniallsów. Oczywiście granice pokoleniowe to nietylko liczby i roczniki. Prawdziwą granicą jest światopogląd, a millenialsowy oznaczał swobodę. Żarty z cyklu chłop przebrał się za babę i powiedzenie, że kiedyś było lelepiej odeszły wraz z boomerami na drugi plan, a my w pełni mogliśmy zachłysnąć się młodością i dorosłym życiem. W ogóle zauważyliście, że nasze pokolenie faktycznie trochę zachłysnęło się dorosłością? Ale to temat na inną rozkminę.

Sytuacja się powtarza... Moje pokolenie, do tej pory będące doskonałym staje się synonimem "starych i schorowanych ludzi, bo mamy 30+ lat". Coraz częściej widzę, że moi znajomi jak niegdyś generacja "nad nami" wspominają, że kiedyś było lepiej, a nowe pokolenie takie rozwydrzone i roszczeniowe. Z kolei zetki tak jak my kilka lat temu są przekonane, że znają przepis na doskonały świat i są nieomylni w swoich przekonaniach jak kiedyś dzisiejsi trzydziesto i czterdziestolatkowie. Niekiedy mam wrażenie, że mimo zmienijących się przykładów i sytuacji argumenty pozostają te same. Ale wiecie co? Zetki mają rację: ich przepis na świat jest doskonały. Jest zawsze doskonały dla obecnego pokolenia, bo przystosowują go do własnych potrzeb. Nie ma co się boczyć i obrażać, tak po prostu jest. Kiedyś na scenę wejdzie pokolenie alfa i będą z zażenowaniem spoglądać na pokolenie zetek jak one wcześniej na millenialsów, a milleniallsi na boomerów. 

I cały ten tekst powstał tylko dlatego, że ostatnio natykam się na instagramie na rolki, w których faceci przebierają się za baby. Chyba generację nad i pod moją coś łączy, a przynajmniej jeśli chodzi o poczucie humoru. 

niedziela, 27 sierpnia 2023

Gdy byłam w twoim wieku...

Moje przewidywania dotyczące ostatniego kierunku podróży czyli serialu Lockwood i spółka przypominały turystę usilnie próbującego odczytać właściwy kierunek z mapy. W pierwszym odruchu pomyślałem o serialu prawniczym, a następnie o detektywistycznym. Nikt mi nie powie, że nazwisko Lockwood nie brzmi jak pan w garniaku rozwiązujący kryminalne zagadki. I mam przed sobą plakat, który jak na złość komplikuje sprawę, bo adwokat zmienia się w łowcę potworów. Poster serialu przypomina mi Gęsią skórkę oraz Fantastyczne zwierzęta. Ciąg dalszy po seansie... 

 


Nastoletni Anthony Lockwood z pomocą asystentki Lucy prowadzi agencję zajmującą się wypędzaniem duchów z nawiedzonych miejsc. Pierwszy odcinek ośmioodcinkowej serii zaprezentował po trochu wszystkiego: jest wielkie domostwo, para młodych bohaterów, duchy oraz retrospekcje (retrospekcje w każdym filmie punktują u mnie), a wszystko to w klimacie mrocznego fantasy. 

Serialowy świat Lockwooda nie ma wiele wspólnego z naszym. Tutaj duchy oraz agencje do walki z nimi są codziennością, którą w dużej mirze rządzi biurokracja i "dorośli". Oczywiście w opozycji do nich stoi pan Lockwood. Serio, wszyscy dorośli są przedstawieni jako starzy, bezwzględni i nieszczęśliwi ludzie. Jest nawet moment, w którym Lucy nazywa matkę "martwą" i myślę, że to dobra analogia. Nie jest to żadne nowe podejście. 

Co ciekawe pierwszy odcinek nie skupiał się na samym założycielu agencji, a na Lucy Carlyle i jej początkach kariery w branży. Na początku odcinka prezentuje się jako arogancka dziewczyna, która nie szanuje starszych od siebie. W pewnym momencie akcja przenosi nas o trzy lata wstecz, które były pasmem rozczarowań Lucy światem od trudnych relacji z matką, poprzez szkolenie w elitarnej agencji, aż po dramatyczny finał. 

Bardzo mi się podobało intro serialu, które stoi na wysokim poziomie wizualnie i muzycznie. Nie można też nie wspomnieć o realizacji - duchy przypominają nieco nowych Ghostbusters, ale nie rozpatruję tegow kategorii dobre czy złe, po prostu tak jest. Mocną stroną są dobrze rozpisane dialogi. 

Co mi nie zagrało? Niestety główni bohaterowie. Dorośli, o których wspominałem są po prostu źli, Lucy mimo wszystko nie wzbudza sympatii, a samym Lockwoodzie niewiele mona powiedzieć. 

Czy polecam serial Meg?

 Tak. Myślę, że ten serial posiada wiele elementów, które tobie przypadną do gustu od głównej bohaterki po sam świat przedstawiony.

 Ewentualnie co do tego? 

Najnowszy Ghostbusters.

 

Na razie to, a we wtorek szarpnę się na jakieś podsumowanie wyzwania.

niedziela, 13 sierpnia 2023

Obserwuję cię. Obserwuję cię. Obserwuję cię...

W trzecim etapie Wakacyjnego wyzwania pozostaję w Korei Południowej z kolejnym serialem. Przy pierwszym spojrzeniu plakat Glitch nie mówi mi kompletnie nic, ale dopiero kolejne postery dają mi jakąś wizję serii fantastyczno-naukowej o kosmitach. Gdzieś tam w głowie jako pierwszy zaświtał mi Kontakt z Jodie Foster.

Kolejny akapit rozpoczynam będąc po pierwszym odcinku i...  Glitch to liczący dziesięć odcinków serial produkcji południowokoreańskiej. Niestety ani nazwisko reżysera, ani żadnej osoby z obsady nic mi nie mówi i jedyną etykietką, która wygląda znajomo jest Netflix.

Historia skupia się wokół młodej kobiety o imieniu Jihyo. Dziewczyna pracuje w dużej firmie, dobrze zarabia i ma kochającego (?) faceta. Wszystko to jednak nie daje jej szczęścia. Dziewczynę dręczą dziwne wizje... 

Tworząc opis chciałem posiłkować się "gotowcami", bo pierwszy odcinek Glitch nie dał mi wiele materiału do opisania. Główna bohaterka snuje się od sceny do sceny przy akompaniamencie szczebioczącej koleżanki, która powtarza: "łooo... jaka z ciebie szczęściara", a ja zastanawiałem się o co właściwie chodzi. I tu może zrobiłem błąd nie wspominając wcześniej, że serial otworzyło spotkanie młodej dziewczyny z UFO, ale póki co wątek kosmitów został gdzieś w tyle. Twórcy zdecydowali się zbudować dla widzów niewielki świat Jihyo, w którym ta ewidentnie dusi się. Ludzie rozmawiają o małżeństwie i dzieciach co wydaje się kompletnie nie obchodzić głównej bohaterki, ale dla uczciwości niewiele ją interesuje. Już nawet nie chodzi o to, że Jihyo jest antypatyczna, ale ktoś bardzo nie chciał napisać dobrych dialogów, bo wszystko tonie w takiej nijakości i obojętności. Punktem zwrotnym jest dziwaczna wizja ze stereotypowo wyglądającym ufoludkiem, ale "ożywiona" Jihyo wydaje mi się jeszcze gorzej zagrana. 

Żeby nie było, że tylko narzekam to wydaje mi się, że twórcy starali się inspirować dziełami Spielberga (scena z odbiornikiem telewizyjnym). Niestety chęci i inspiracje to za mało, aby mnie przekonać do siebie. Jasne, można się kłócić, że produkcje o kosmosie nie są moją bajką i trochę przesadzam, ale to nie zmienia faktu, że Glitch nie potrafi poprowadzić historii w ciekawy sposób. Przyznam się, że znalezienie tego serialu zajęło mi dłuższą chwilę (ostatecznie złapałem gryzonia ;p) i nie mam ochoty na inwestowanie czasu w kolejne poszukiwania.

Czy polecam serial Meg?

Jeśli nasze gusta różnią się bardzo mocno to jest możliwe, że znajdziesz w tym serialu coś interesującego, ale za nim zabierzesz się za Glitch obejrzyj swoje poprzednie dwie pozycje. Z tej trójki Glitch serial jest najsłabszy.

Ewentualnie co zamiast tego? 

Oczywiście Spielberg. Kontakt, Wielka pustka.

sobota, 29 lipca 2023

Przesolony kurczak

Moja druga podróż w ramach Wakacyjnego wyzwania odbyła się do Korei Południowej i tuż przed spakowaniem bagaży zaryzykuję stwierdzenie, że to będzie udana wycieczka.Południowokoreańskie produkcje zwykle prezentują co najmniej dobry poziom, a oto moje wrażenia z pilotażowego odcinka serialu All of Us Are Dead.

Tytuł i plakat właściwie mówią wszystko. Oczywistym skojarzeniem jest inny film produkcji południowokoreańskiej o zombie, Train to Busan (oryg.Busanhaeng), ale sam plakat przypomina mi School Live! (oryg.Gakkō Gurashi!). W obu chodziło o klasyczny survival z truposzami. I tu przyznam, że byłem zaskoczony, gdy okazało się, że produkcja jest serialem (z jakiegoś powodu wbiłem sobie do łba, że jest to film).

Serial All of Us Are Dead to dwunastoodcinkowa produkcja z 2022 roku. W liceum wybucha epidemia wirusa, który przemienia zainfekowanych w zombie. Uczniowie i nauczyciele zostają zmuszeni do walki o przetrwanie. Proste? No to zaczynajmy...

Serial czerpie garściami inspirację z Train to Busan. Tutaj, tak samo jak w filmie z 2016 roku, poświęcono cały pierwszy akt na budowanie historii i poznawanie sporej grupy głównych bohaterów. Umarlaki są zwinne, szybkie i krwiożercze. Mam wrażenie, że nawet scena z zainfekowaną pielęgniarką jest tworzona na modłę tej z konduktorem. Nie są to wady produkcji, ale z pewnością detale, które zauważy osoba mająca styczność z Zombie express

Najbardziej w tym serialu podoba mi się strona wizualna. Już pierwsza scena mimo sporej dozy brutalności była bardzo klimatyczna i totalnie przyciągnęła moją uwagę. Twórcy wykazują ogromne wyczucie czasu i nawet jeśli mam świadomość tego co za moment się wydarzy to daję się "złapać" i czekam, aż zombiak wyskoczy. Żywe trupy prezentują się fajnie, chociaż nie są szczególnie oryginalne czy przerażające. Pochwalić należy efekty gore, wśród których moim absolutnym faworytem była scena, w której pielęgniarka pożera twarz jednego z uczniów.

Jeśli chodzi o bohaterów to nie pamiętam ich imion, ale każdy wzbudził moją sympatię, a jeśli nie, to przynajmniej zaciekawił mnie swoim wątkiem. I to było fajne, że każda osoba z wielkiej grupy ma jakąś historię i nie czułem się nawet zirytowany wątkiem miłosnym (czworokąt, w którym każdy kocha kogoś innego bez wzajemności ;p). Obok pozytywnych bohaterów są jeszcze czarne charaktery. I kurde, nie wiem, ale w produkcjach azjatyckich nie potrafią pisać ról antagonistów tak, aby byli wiarygodni. Zamiast tego dostajemy przedramatyzowanych łobuzów. O ile mogę liczyć, że nauczyciel biologii okaże się jakimś antybohaterem tak uczniowie, którzy znęcają się nad kolegami są po prostu wycięci z szablonu.

 Z takich rzeczy, które nie miały większego znaczenia warto wspomnieć o symbolach religijnych, które wystrzeliły znikąd (neonowy krzyż, buddyjski znak miłości, biblia).


Czy polecam serial Meg?

Tak. Serial ma dobre tempo i ciekawych ciekawie zapowiadających się bohaterów. Jeśli ten serial utrzymuje poziom to jest warty obejrzenia w całości. 


Ewentualnie co do tego? 

A jak się spodoba to warto sprawdzić Train to Busan.