sobota, 17 września 2016

Krótko i na temat

 Temat niby krótki, ale mam całkiem sporo do powiedzenia i kilka pytań do zadania.

Jestem po premierowym odcinku szóstego sezonu Amercian Horror Story i czuję potworne rozczarowanie, jeśli reszta sezonu będzie miała formę odcinka pilotowego to odpuszczę sobie dalsze oglądanie. Szkoda, że twórcy tym razem przyłożyli wiele wysiłku w promowanie serialu genialnymi zwiastunami, tajemnicą, szczątkowymi informacjami, a na końcu zaserwowali takie coś. Wciąż żyje we mnie niejasne przeczucie i pamięć o pewnej plotce odnoszącej się do "szóstki", która może zmieni ten słaby początek, a jak nie to trudno... Szczęście, że serialowy świat na AHS się nie kończy i niedługo zabiorę się za Pretty Little Liars, które przypomina mi nieco Gotowe na wszystko.
Przenosząc się na temat bardziej filmowy to pochwalę się zakupem dvd z filmami krótkometrażowymi Pixara. To znaczy chwalę się i ganię samego siebie, bo kupiłem, chociaż mi to do niczego niepotrzebne, eh... Obejrzałem cztery z dwunastu bajek i nic ciekawego.

Zdjęcie promocyjne AHS 6.
I pokemony! Coraz więcej informacji na temat nowych gier. Planuję kupić Pokemon Sun/Moon i na blogu dokumentować moje dokonania, czy też wrażenia z gry. Ma to być coś na kształt wyzwania, ale o dokładnej formie pomyślę potem. Do premiery zostało trochę czasu. No właśnie, lepiej Sun czy może Moon? Teraz jestem bardziej przekonany ku Moon (tym bardziej, że zakochałem się w nocnej wersji Rockruffa). Jednak z moim szczęściem wszystkie pokemony, które mi się podobają okażą się być ekskluzywnymi z wersji przeciwnej. Wpadłem na zwiastun nowej serii o pokemonach. Anime wygląda tragicznie (w sumie z całej serii mógłbym polecić jedynie oryginalną serię Kanto-Johto bez zapychaczy), ale przy okazji wpadłem na serię (na razie są 2 odcinki) Pokemon Generations. Krótkie epizody mają opowiadać o historiach z gier. Tutaj odcinek, polecam.

Przychylam się do Moon, ale sam już nie wiem.

Ostatnia sprawa do finał Big Brother 18. Zostały trzy osoby: Żmija, Ropuch i Paul. Trzymam kciuki za Paula, ale cholera wie, co się wydarzy. Jak jutro mnie natchnie to popiszę trochę o finale edycji, przewidywaniach odnośnie jurorów (w tym roku wyjątkowo ciężkich) i Paulu, który zdecydowanie wybijał się osobowością nad pozostałych mieszkańców.

Paul, Ropuch i Żmija świętują dotarcie do finału.
A już zupełnie odchodząc od tematu śniło mi się, że jestem poławiaczem bursztynów. Pewnie przez to, że nie mogę się już doczekać mojego wyjazdu nad morze. Eh, jeszcze przeszło miesiąc zanim stanę na plaży.

niedziela, 4 września 2016

Big Brother w skrócie

Temat nieplanowany i z tej też racji bardzo chaotyczny. Po tym jak dałem się porwać brytyjskiemu Wielkiemu Bratu, postanowiłem napisać kolejny skrótowiec. Nie czekam z tym, bo jak wiadomo, pomysły na skrótowce przychodzą i bardzo szybko odchodzą.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem o programie Big Brother byłem bardzo młodym widzem, nieświadomym istnienia terminu reality show. Wtedy dowiedziałem się o telewizyjnym programie, w którym zamknie się ludzi w domu. W moim umyśle powstało wyobrażenie dużego budynku z zabitymi drzwiami i oknami, w którym z jakiegoś powodu zamyka się ludzi.Więzienie, czy co? Na szczęście moja wybujała wyobraźnia nieco różniła się od rzeczywistości. Polska oszalała na punkcie Wielkiego Brata. Wstyd było nie kojarzyć Manueli, Alicji-Gladiatora, czy Gulczasa. Program oferował to, co dzisiaj oferują portale społecznościowe typu Facebook - podglądanie życia innych ludzi.
Reality show po raz pierwszy zagościł w 1999 roku w holenderskiej telewizji. Program okazał się hitem, a sam format zaczął pojawiać się w innych krajach. Do tej pory Big Brother pojawił się w ponad pięćdziesięciu krajach. Rekordową liczbą edycji mogą poszczycić się twórcy brytyjskiego Big Brother Celebrity (właśnie ukończyli sezon 18), ale doganiają ich amerykanie z właśnie trwającą "osiemnastką". W Polsce powstało pięć i pół edycji. Pierwsze trzy sezony w latach 2001-2002 roku wyemitowała telewizja TVN, kolejne dwa, a także sezon specjalny (vipowski) w 2007-2008 w telewizji TTV.

Finałowa trójka pierwszej edycji Big Brother.
Jak wyglądała pierwsza polska edycja? W programie udział brało na ogół dwanaście osób (liczba uczestników zmieniała się w zależności od edycji i jej potrzeb). Dom był odizolowany od świata - mieszkańcy nie mieli telewizji, prasy ani kontaktu z kimkolwiek z zewnątrz. Jedyną osobą z jaką utrzymywali kontakt był złowrogi Wielki Brat, któremu są winni bezwzględne posłuszeństwo (akurat z tym różnie bywało, ale wiecie ;)). W rodzimej wersji głosu Wielkiemu Bratu użyczył Jarek Ostaszkiewicz i w tej roli sprawdził się doskonale. Brzmi przerażająco, prawda? Wprowadzasz się do domu naszpikowanego kamerami, mieszkasz z jedenastoma obcymi ludźmi, nie masz kontaktu ze światem, a wszystko zależy od kaprysów tajemniczego głosu tytułującego się Wielkim Bratem. Podobieństwa do powieści Orwella nie są przypadkowe, a słynne "WIELKI BRAT PATRZY" jeży włosy na głowie.
Ważnym elementem gry był nominacje. Co tydzień każdy z uczestników musiał podać dwa (w piątej edycji były trzy) imiona osób, które chce wytypować do opuszczenia domu. Osoby z największą ilością głosów zostawały nominowane, a ich los zależał od widzów. Zwycięzca opuszczał program bogatszy o pół miliona złotych. W polskie edycje wygrywali: Janusz Dzięcioł (najstarszy z polskich zwycięzców), moja faworytka Marzena Wieczorek, jakiś Piotr Borucki, którego kompletnie nie pamiętam, jednoosobowy kabaret Jola Rutowicz, sympatyczny góral Janusz "Jasiek" Strączek, a wersję "z gwiazdami" Jarek Jakimowicz.
Do dzisiaj wielu z nas pamięta bohaterów pierwszej edycji, śmiech Manueli, nominowaną co tydzień Alicję, Sękocińskich didżei, wyście Pici. Wiele z tych osób po programie korzystało ze swojej popularności i dobrze na tym wychodziło, inni potraktowali grę jako jednorazową przygodę życia i wrócili do swoich spraw. 


Mam nadzieję, że Paul wygra amerykański Big Brother.
Poza naszym rodzimym wielkim bratem oglądałem wersje amerykańskie, kanadyjskie oraz brytyjską. W zasadzie na opisanie moich przemyśleń każda z tych edycji powinna otrzymać własny post, ale skupię się jedynie na ogólnikach. Brytyjska była zbliżona do naszego formatu, a więc podaruję sobie rozpiskę na jej temat i skupię się na sezonach z Ameryki Północnej, które oferowały oferują zupełnie inne zasady rozgrywki.
Od drugiej edycji BB US znacząco zmienił zasady programu. Przede wszystkim zmniejszył rolę widowni w podejmowaniu najważniejszych decyzji. W każdym tygodniu mieszkańcy konkurują ze sobą w zadaniach o głowę domu (Head of Household) oraz veto (Power of Veto). Zadaniem głowy domu jest nominowanie dwóch osób do eliminacji. W programie na żywo wszyscy uczestnicy (poza nominowanymi oraz nominującym) głosują na osobę, która ma opuścić program i tak aż do finału, w którym udział bierze ostatnia dwójka. O czyimś zwycięstwie decydują wyeliminowani mieszkańcy. Ogromnym plusem tej wersji jest montaż - nie ma dłużyzn, opowiadanie przez uczestników w pokoju zwierzeń wydarzenia są emocjonujące i zabawne. Minusem są sami mieszkańcy - wielu z nich jest po prostu nieprzyjemnych, nudnych, albo irytujących. Trudno też o jakieś większe emocje pod koniec, gdzie ukoronowanie zwycięzcy jest bardziej formalnością niż zaskoczeniem. Jeżeli kogoś interesuje format to polecam zabrać się za trzeci sezon kanadyjskiego Wielkiego Brata, albo amerykańską czternastkę lub siedemnastkę.
I dlaczego w Polsce nie robi się już Big Brothera? Przede wszystkim to drogi format, a czas reality show jako interesującej nowości minął. Ogromnym problemem (to problem, który ma większość polskich programów) realizacyjnym w Polsce okazał się pośpiech. Na przestrzeni dwóch lat powstały trzy edycje: dwie letnie i jedna zimowa. Wersje anglojęzyczne, które oglądam powstają raz w roku i zajmują czas letni. Widzowie w ten sposób nie odczuwają przesytu i fani co rok mogą powracać do nowej, zaplanowanej bez pośpiechu edycji.



W skrócie
Big Brother Program typu reality show
Tytuł Data powstania Coś tam napisałem Ocena
Big Brother 2001 Wielki początek. Wspominam edycję z ogromnym sentymentem. 6/10
Big Brother 2 2002 Wypada nieco słabiej od poprzedniczki, ale nadal interesuje. 6/10
Big Brother: Bitwa 2002 Niby odświeżono format, ale to za mało. Wyjątkowo niesympatyczni uczestnicy. Jedyne co pamiętam z sezonu to Frytka. 4/10
Big Brother 4.1 2007 Minusów wyliczyć się nie da. 1/10
Big Brother V 2008 Dużo kłótni, uczestnicy mało ciekawi, ale oglądało się lepiej. 4,5/10
Big Brother 14 US 2012 Moje drugie spotkanie z amerykańską wersją. Sezon wspominam dobrze. 6/10
Big Brother 15 US 2013 Słabo się robi. Rasistowskie komentarze, agresja i wszystko z ust ładnych i wydawało się wykształconych, młodych kobiet. 3/10
Big Brother 16 US 2014 Nuuuuuuuuuuuda. 2/10
Big Brother CAN 3 2015 Przykład dobrze zrealizowanego reality show. 7/10
Big Brother 17 US 2015 Sympatyczni mieszkańcy i interesująca końcówka. 6/10
Big Brother 17 UK 2016 Całkiem sprawna realizacja i ciekawy pomysł z dwoma domami. 7/10

Grafiki pochodzą z Google.
Zapraszam do innych skrótowców. Jeśli macie jakieś pomysły na nowe skrótowce to czekam na propozycje. 

środa, 31 sierpnia 2016

[Wakacyjne wyzwanie] Bezsenność w Tokio, Marcin Bruczkowski

Jest godzina 21:37, a ja siedzę przed komputerem i wesoło stukam w klawiaturę. Właśnie zabrałem się za notatkę do ostatniego wakacyjnego wyzwania, którego hasłem był hotel. I czas jest o tyle ważny, bo czuję się trochę jak bohater zaproponowanej przez Preity książki.
Bezsenność w Tokio ukazała się w księgarniach 2004 roku za pośrednictwem wydawnictwa Rosner i Wspólnicy. Autor, Marcin (nawet imię się zgadza) Bruczkowski opisuje w niej swój dziesięcioletni pobyt w Kraju Wschodzącego Jena. Nie jest to książka podróżnicza, a przynajmniej takie odniosłem wrażenie. To przede wszystkim pełna humoru i optymizmu historia naszego rodaka w zupełnie innym i nieznanym dla nas świecie. Piszę "nieznanym", bo akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, czyli w czasach, gdy mało moich rówieśników wiedziało czym jest Sailor Moon.
Marcin przybliża nam swoje życie w Japonii, barwnie opisuje sposoby na przetrwanie, co, gdzie i kiedy. Pod barwnymi perypetiami codzienności otrzymujemy obraz Japończyków oraz ich stosunku do gajdzinów. Widzimy ogromne (niby oczywiste) różnice kulturowe pomiędzy Japonią, a resztą świata, fałszywość stereotypów i wiele ciekawostek, które momentami wydawały się, aż nazbyt absurdalne, aby mogły być prawdziwe i tu moim absolutnym faworytem był strachliwy konduktor. Tokio zachwyca - łączy w sobie tradycję i nowoczesność.


Jak powiedziałem wcześniej - nie jest to książka podróżnicza, a przynajmniej nie do końca, bo ogromną rolę w Bezsenności odgrywają ludzie i rodząca się pomiędzy nimi przyjaźń. Przez dziesięć lat, w których toczy się akcja powieści Marcin, Sean i reszta gajdzino-tokijskiego światka tworzy własną społeczność, a może nawet coś ważniejszego - rodzinę. I myślę, że to ważny aspekt, bo "gajdzin musi umieć być samotny, bo samotnym jest się tutaj nawet w tłumie", jak mówi w pierwszym rozdziale Marcin.
Co jeszcze mogę dodać? W książce jest całkiem sporo fotografii, rysunków i innych dupereli, które powinny umilić czytanie. Co mogę jeszcze dodać? Z czterech wyzwań postawionych przez Preity to było zdecydowanie najlepsze.

Czy przeczytałbym ponownie?
Być może wrócę do Bezsenności w Tokio za jakiś czas. Na razie przeglądam oficjalną stronę Bruczkowskiego i zastanawiam się, za którą z jego książek zabrać się teraz.


Gdyby Meg brała udział w wyzwaniu pewnie napisałaby to podsumowanie ładniej i zgrabniej, ale jestem ja i ogłaszam: Wakacyjne wyzwanie dobiega końca. I tutaj chciałbym bardzo serdecznie podziękować Preity za zabawę i propozycje książek/filmów, które mi poleciła. Bawiłem się fantastycznie i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie mi dane zorganizować kolejne wakacyjne wyzwanie.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

[Wakacyjne wyzwanie] Dostana. To właśnie przyjaźń

Na filmy bollywoodzkie nie trafiam często. Nasza rodzima telewizja, i tu wyróżnię główne stacje, bo programy jak TVP Kultura starają się urozmaicić widzowi gust, sięga po kino z zachodu. Dlatego też, gdy otrzymałem od Preity kolejną propozycję wyzwania (tym razem hasałem [piękna literówka ;*] było morze) - Dostana. To właśnie przyjaźń - podszedłem do niej jak pies do jeża. No bo co ja wiem o kinie indyjskim? Z filmów znam jedynie (bez jakiegoś tam zagłębiania się) Czasem słońce, czasem deszcz, a co za tym idzie mam skojarzenia z przepychem, kolorami, tańcem i śpiewem.
A jak jest z Dostana. To właśnie przyjaźń? Sam początek filmu mocno mnie skołował. Zaczęło się od muzyki, kolorów i scen rodem z teledysków. Nie wiedziałem, co do jasnej cholery. się dzieje.
Ha, ha, tego właśnie się spodziewałem - pomyślałem sobie. Na całe szczęście po kilku minutach poznajemy głównych bohaterów - Sama i Kunala. Obaj poszukują mieszkań dla siebie i los sprawia, że trafiają do luksusowego apartamentu, którego właścicielka szuka współlokatorów. Niestety, o mężczyznach nie ma mowy, bo jak wiadomo faceci zaczną imprezować, sprowadzać kobiety, a co gorsza uwodzić piękną właścicielkę mieszkania - Nehę.
Gdyby to był Bareja to wiedzielibyśmy, co się teraz stanie, noale... Sam i Kunal postanawiają udawać gejów i w ten sposób otrzymują mieszkanie. Jest to przełomowa chwila dla całej trójki bohaterów, bo poprzez dziwną i nieco zabawną intrygę rodzi się przyjaźń.

Wspólny wypad na piwo.
Dostana poza wątkami komediowymi mówi akceptacji, o dążeniu do marzeń, karierze i miłości. Powtarzane są tu stare prawdy, że trzeba mieć cele, że miłość powinna akceptować nas takich jakimi jesteśmy. Oczywiście, żaden z tych wątków nie był poruszony głębiej i być może dzięki temu film nie traci na swojej lekkości. Jedynie co nie podobało mi się w Dostana to historia miłosna Nehy. Zbyt wyraźnie dzieliła film na części: pierwszą o przyjaźni, zakończoną sceną na plaży (serio, tutaj powinien zakończyć się ten film) i drugą o próbach rozbicia związku Nehy przez Kunala i Sama.
Jeśli chodzi o obsadę to nie mam jej nic do zarzucenia. Panowie świetnie odnaleźli się w swoich rolach, ale moim zdecydowanym faworytem była (sprawdzam nazwisko na imdb) Sushmita Mukherjee wcielająca się w rolę ciotki. Uwielbiam i przyznam, że pomimo małej roli jaką odegrała rozbawiła mnie najbardziej.
Od strony muzycznej i wizualnej film bardzo przyjemny. Najbardziej podobał mi się utwór Jaane Kyun. Desi Girl był całkiem sympatyczny. Właściwie to wszystkie utwory bardzo mi się podobały.
Pomimo bollywoodzkiego klimatu - śpiewu i tańca - Dostana czerpie pomysły dobrze znane nam z produkcji zachodnich. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie!

Czy obejrzałbym ponownie? 
Ponownie nie, ale fw twierdzi, że w planach jest kontynuacja i ja się na nią piszę.


czwartek, 4 sierpnia 2016

[Wakacyjne wyzwanie] Marsjanin, Andy Weir

Po krótkiej przerwie i wielu przeciwnościach losu - wyobraźcie sobie, że już miałem napisany ten tekst, ale postanowił usunąć się - podejmuję drugą propozycję wakacyjnego wyzwania związaną ze słowem "namiot", a rozpocznę od cytatu:

Mam całkowicie przesrane.
To moja przemyślana opinia.
Przesrane.

Tymi słowami z czytelnikiem wita się bohater powieści Marsjanin A.Weira i trzeba przyznać, że ta przemyślana opinia jest bardzo trafna, ale od początku... Mark Watney jest astronautą i jednym z pierwszych ludzi, którzy postawili stopę na Marsie. Niestety, jest także pierwszą osobą, która, prawdopodobnie, tutaj umrze. W wyniku niefortunnego zbiegu wydarzeń załoga misji Ares 3 opuszcza Czerwoną Planetę pozostawiając na niej rannego Watneya. Od tej pory celem Marka będzie przeżycie w niegościnnym miejscu, aż do przybycia kolejnej misji. 
Byłem zaintrygowany. Co ja zrobiłbym w takiej sytuacji? Pewnie niewiele. Spodziewałem się przygnębiającej i trudnej historii o samotności i umieraniu, a tymczasem Marsjanin okazał się czymś zupełnie innym.
Andy Weir obdarzył swojego bohatera nieprzeciętnym poczuciem humoru, inteligencją oraz talentem do rozwiązywania problemów. Watney nie poddaje się, a sytuacje stresowe oraz niebezpieczne opowiadane z jego perspektywy dla czytelnika nie wydają się groźne, a szalenie interesujące. Najbanalniejszym, ale chyba i najtrafniejszym porównaniem będzie Robinson Crusoe w ekstremalnej scenerii Marsa.

Kadr z filmu Marsjanin
Co jakiś czas akcja przenosi się na Ziemię, gdzie atmosfera jest... mniej optymistyczna. Sztab ludzi stara się pomóc mieszkańcowi Marsa w przetrwaniu. Są tam naukowcy, urzędnicy, ludzie zajmujący się kontaktem z mediami... Mimo ogromnej roli jaką odegrali - Venkant, Annie, Mitch i inni - pozostawali dla mnie raczej jednolitą masą, która niczym się nie wyróżniała.
Dużo ciekawiej wypadła załoga Aresa 3. Każdy z nich otrzymał skromną charakterystykę dzięki krótkim rozmową z Watneyem lub bliskimi. Autor stworzył postaci wiarygodne i dające się lubić (może poza Mitchem).
Teraz wypadałoby ponarzekać. Co mnie trochę uwierało to naukowe podejście. Zdaję sobie sprawę, że mój argument jest idiotyczny. To nie jest Pamięć absolutna, czy John Carter. Marsjanin stara się oddać realizm sytuacji, wyjaśniać co i jak działa. Momentami ciężko było mi przebrnąć przez niektóre sole wypełnione pracą i jej opisami. No i szkoda, że nie poświęcono więcej  miejsca na opis Czerwonej Planety.
Przetrząsając wczoraj internety natknąłem się na informację o tym, że Andy Weir wydał Marsjanina nakładem własnym. Ha, czyli nie taki zły selfpublishing jak mawiają, czasem talent wystarczy. 

Czy przeczytałbym książkę ponownie?
Drugi raz nie, jest bardzo mało książek, do których wracam ponownie, ale temat wydaje się na tyle intrygujący, że chętnie obejrzę film na podstawie książki.

czwartek, 21 lipca 2016

[Wakacyjne wyzwanie] Z archiwum X

Wakacyjne wyzwanie rozpoczynam w tym roku wyjątkowo późno (biorąc pod uwagę, że okres wakacyjny trwa w najlepsze), ale wierzę, że wszystko da się nadrobić, bo oto ruszam z pierwszą poleconą rzeczą od Preity, a kolejne dwie czekają już w kolejce. Na początek zabrałem się za propozycję do hasła "pocztówka", czyli ósmy odcinek pierwszego sezonu serialu Z Archiwum X.
 Serial Z Archiwum X pamiętam z czasów, gdy był emitowany w telewizji polskiej. Są to jednak odległe wspomnienia i na ich podstawie nie potrafiłbym ocenić tej produkcji.Mimo wszystko doskonale pamiętam parę głównych bohaterów - Muldera i Scully oraz niezwykle klimatyczną czołówkę. Czołówka Z Archiwum X jest jedną z moich ulubionych tuż obok tej z Millenium oraz Opowieści z krypty.
Odcinek Ice rozpoczyna się w stacji badawczej na Alasce. Członek ekipy nagrywa komunikat: "nie jesteśmy tym, kim jesteśmy", po czym popełnia samobójstwo. Wyjaśnieniem sprawy mają zająć się agenci FBI - Mulder i Scully, których wspierają trzej naukowcy oraz pilot. Szóstka bohaterów trafia na Alaskę, gdzie odkrywają tajemnicę śmierci członków ekipy badawczej.
Sam odcinek mocno skojarzył mi się z filmem The Thing w reżyserii Johna Carpentera, gdzie uwięziona na stacji badawczej grupa naukowców zmuszona jest do walki z morderczą istotą, która może ukrywać się pod dowolną postacią. Słowa "nie jesteśmy tym, kim jesteśmy" są niepokojące i nie dają o sobie zapomnieć. Na lotnisku jeden z bohaterów prosząc o okazanie dowodów mówi, że chce wiedzieć, czy pozostali są "tymi za których się podają". Opuszczona stacja badawcza, zwłoki nieżywych naukowców podbudowują strach, paranoję oraz brak zaufania.

Bohaterowie dyskutują o dalszym działaniu.
Dużym zaskoczeniem, ale i ogromnym plusem była niezależność historii. Nie miałem wrażenia, że oglądam jakiś serial, a pełnoprawną produkcję, która posiada początek, środek i zakończenie.
Główną bohaterką historii jest Scully i to właściwie z jej perspektywy przyglądamy się historii. Z kolei Mulder otrzymuje małą rolę i jako "podejrzany" szybko znika z pierwszego planu. Bardzo mnie ucieszyło, że pozostali członkowie grupy nie zostali sprowadzeni wyłącznie do postaci tła. Mamy bardzo cichą i trochę strachliwą doktor Nancy Da Silvę będąca toksykologiem, w którą wciela się Felicity Huffman (Gotowe na wszystko, Transamerica). Przyznam się, że w momencie, gdy w napisach pojawiło się jej nazwisko już na moment nie śmiałem odlepić wzroku od ekranu, a gdy już się pojawiła to zwyczajnie jej nie rozpoznałem. Doktor Hodge (w tej roli Xander Berkeley) doskonale spisuje się jako czarny charakter prowokujący Muldera i próbujący przejąć rolę lidera, a także geolog Murphy - pasjonat meczy z lat 80-tych.  
Z Archiwum X to serial kultowy. Ma wielu fanów na całym świecie - doczekał się filmów kinowych, różnych gadżetów, wielu nawiązań w innych dziełach popkultury, a po wielu latach od zakończenia emisji powrócił z nowym sezonem.  

Czy obejrzałbym ponownie?
Ice obejrzałem z przyjemnością i gdy będę miał wolną chwilę obejrzę jeszcze kilka odcinków tego niezwykłego serialu.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Coś tam napisał na Marsie

Może będzie to jakaś nowa świecka tradycja? Wakacyjne wyzwanie pojawiło się w zeszłym roku, a w jego ramach, wspólnie z Megi polecaliśmy sobie filmy/seriale/komiksy, które druga osoba miała za zadanie obejrzeć i "zrecenzować". Oczywiście, recenzja to rzecz umowna, a całość miała charakter luźnych przemyśleń. I w tym roku wspólnie z Preity stajemy do drugiej edycji wakacyjnego wyzwania. Zasady są proste i bardzo podobne do zeszłorocznych (zmodyfikowałem je ze względu na nieparzystą liczbę uczestników).
Każda z osób biorąca udział w wyzwaniu ma za zadanie podać propozycję filmu/serialu/komiksu/innego tworu luźno nawiązującego do jednego z czterech wakacyjnych haseł, którymi są w tym roku: hotel, pocztówka, morze, namiot. Hasła można potraktować z pełną swobodą, np.morze - woda - kolor niebieski - niebo - film Kieślowskiego. Skojarzenie może także polegać na jakiejś scenie, w której występuje dany przedmiot, np. w tle pojawia się namiot, czy innym, kompletnie z dupy, nawiązaniu. Przyjmujący wyzwanie ogląda lub czyta, a potem pisze w kilku zdaniach swoje przemyślenia, które zamieszcza na własnym blogu albo w temacie na forum. I tyle.
Proponuję do końca tygodnia podać cztery polecane przez siebie rzeczy do haseł. Można podać film/serial/komiks/książkę/grę/cokolwiek innego, co lubimy. Ważne jest tylko to, aby była to rzecz łatwo dostępna.
Mam nadzieję, że zasady opisałem w miarę przejrzyście. W razie pytań. Pytajcie!

Teksty
Hasło Oskar Preity
hotel Bezsenność w Tokio Drug-On
pocztówka Z Archiwum X Agentka
morze Dostana. To właśnie przyjaźń Survivor: Worlds Apart
namiot Marsjanin 10 Coverfield Lane

Przewidywany czas zakończenia wyzwania 31.08.2016