sobota, 22 października 2016

Mam talent - pierwszy półfinał

Lubię programy typu talent show i zdarza mi się napisać coś o nich. W tym roku postanowiłem poświęcić trochę miejsca na blogu produkcji Mam talent i wraz z rozpoczęciem półfinałowych zmagań chciałbym dzielić się swoimi wrażeniami z występów uczestników.  Nie jestem wiernym widzem przyznam się, że skłoniły mnie do tego dwa występy zamieszczone na YouTube i się wkręciłem. Dlatego proszę o wyrozumiałość. Moje oceny to tylko moje oceny. Zapraszam do dyskusji.

Zaczęło się niezwykle energetycznie od zespołu tanecznego, grupy V2. Z wszelkiego rodzaju zespołami zawsze mam jeden i ten sam problem. Jak ocenić talent? Na scenie jest mnóstwo osób i trudno skupić uwagę na indywidualnym talencie. Grupę ocenia się za pracę, którą wkłada i ostateczny efekt. Chodzi o show. Im energiczniej, tym lepiej. V2 dało fajne show, ale sam nie jestem przekonany, czy są na tyle rewelacyjni, aby przejść dalej.
Trzech tenorów i jeden baryton czyli kwartet Leon Voci. Występ półfinałowy zdecydowanie bardziej podobał mi się od castingowego. Panowie mówili o tremie, ale nie czułem jej, możliwe, że była ona widoczna w ich oczach, ale to w niczym nie przeszkadzało. Dali profesjonalny występ, a ponadto są bardzo sympatyczni. Mam nadzieję, że przejdą dalej.

Leon Voci
Po grzybowych żarcikach prowadzących na scenę wyszedł Cezary Borowik. Jego taneczny występ był zupełnie inny od show, które pokazali V2. Był bardzo skupiony, spokojny i subtelny. Wydaje mi się, że trochę zabrakło luzu i zabawy. Rozumiem, że walczy o finał i chce wykonać układ jak najlepiej, ale to trochę za mało.
Zacznę od tego, że uwielbiam utwór I Put Spell On You. Istnieje całkiem sporo fajnych wersji tej piosenki. I być może, gdybym ich nie znał albo Paulina Oporska wybrałaby inną piosenkę, występ spodobał mi się bardziej. Utwór w jej wykonaniu wydał mi się mocno przeciętny. Szkoda, bo dziewczyna ma naprawdę mocną barwę głosu, która prosi się o znalezienie mniej znanego utworu do coverowania.
Występu castingowego Kingi Strączek na trapezie nie pamiętam, a być może nawet go nie widziałem. Dlatego też nie zgadzam się z opiniami jurorów. Podobnie jak Cezary Borowik, Kinga była bardzo skupiona i subtelna, ale czuło się w niej emocje. Ponadto dziewczyna wydała się bardzo sympatyczna, a jak wiadomo osobowość w programach też jest ważna.
Michał Stochel - gra na akordeonie. Tutaj rozpocznę od końca, czyli stwierdzenia, że wygraną przeznaczy na studia. Ten ośmiolatek jest z pewnością najbardziej uroczym uczestnikiem tego odcinka. Nie zdziwię się, jeśli znajdzie się w finałowej trójce odcinka. Sam występ był okej. Podziwiam chłopaka i fajnie, jeśli za kilka lat odniesie sukces taki na jaki po tym programie pracowały Klaudia Kulawik oraz Magda Welc. Wydaje mi się, że jest trochę za wcześnie, aby odniósł ogromny sukces, ale niech nie przerywa i robi to co lubi.

Acrodreams
Dobrze pamiętam jego występ Just Edi z castingu. Był okej, podobnie jak dzisiejszy występ półfinałowy, ale nie widzę go walczącego go o nagrodę główną. Przede wszystkim przeszkadzało mi to, że występ kierował do jurorów. Wiem, jurorzy są ważni, a ich opinie są pomocne, ale za nimi znajduje się cała sala ludzi. Co mi się podoba to jego upór i chęć dążenia do celu.
Jeśli chodzi o Acrodreams to nie mam słów. Występ fenomenalny. Bardzo mi się podobała cała aranżacja - czerwone światło, ciemne tło, muzyka. Obawiam się trochę, że nie zostaną docenieni, bo jednak nie jest to talent bardzo komercyjny jak śpiew czy taniec. Mam nadzieję, że mylę się.

Moje top 3 odcinka:
1. Leon Voci
2. Acrodreams
3. Kinga Strączek

Kto podobał się wam najbardziej? Zapraszam do dyskusji.

Fotografie ze strony mamtalent.tvn.pl

poniedziałek, 17 października 2016

Najlepsze i najgorsze sezony American Idol

Podobno do ramówki Polsatu na wiosnę ma powrócić Idol, który w pewnym stopniu rozpoczął w Polsce szaleństwo na poszukiwanie muzycznych talentów. W tym roku widzów pożegnał amerykański odpowiednik programu. Wydarzenie z pewnością wielkie (chociaż bez fajerwerków na jakie zasługiwało), bo przez piętnaście lat trwania show odkryto wiele talentów, które dziś cieszą się uznaniem krytyków i fanów na całym świecie.
Moja przygoda z American Idol wyglądała różnie... Były sezony, które oglądałem z wypiekami na twarzy i takie, które przyprawiały mnie o irytację. Część z nich oglądałem na bieżąco, a inne nadrabiałem - poznawałem edycje od dechy do dechy lub na skróty, komentując jedynie występy uczestników. Chciałbym, napisać o sześciu edycjach programu: trzech najlepszych i trzech... niekoniecznie dobrych.
Dlaczego po trzy, a nie wszystkie? Nie do końca widzę sens rozpisywania się o każdym z 15 sezonów, chyba że komuś bardzo zależy. W Idolu ogłaszając wyniki podawało się "bottom 3" (zdarzało się także "top3") i w duchu tej tradycji chciałbym zapodać 3 sezony.
Swoje oceny będę opierał na kilku elementach: formacie show, poziomie uczestników i zwycięzcy, czasem jurorach, coverach po jakie sięgano, a także jak bardzo dałem się wciągnąć w program, a z tym też różnie bywało ;)

Trzy najgorsze sezony American Idol

Sezon 12
To mógł być naprawdę dobry sezon, ale nie był i wszystkiemu winni są producenci programu, ale po kolei... Moimi głównymi zarzutami były nudna i przewidywalna rozgrywka. Od pierwszego odcinka twórcy programu powtarzali, że jest to sezon wspaniałych wokalistek i to właśnie dziewczyna POWINNA wygrać ten sezon. I  tak sugestia za sugestią, odcinek za odcinkiem. Miałem wrażenie, że do etapu trzeciego wyeliminowano wszystkich zdolnych chłopaków zostawiając przeciętniaków w walce z utalentowanymi dziewczynami. Bardzo dużo uwagi poświęcano trójce uczestniczek - Candice, Kree, Angie - hajpując ich talent ponad innych finalistów. I tu zaznaczam, Candice ma rewelacyjny wokal i nie ma wątpliwości, że zasługiwała na wygraną, ale czy potrzebna była jej aż tak wielka reklama? I tu traciła bardzo zdolna, ale mało widoczna Amber. Nad talent stawiano osobowość i tutaj najbardziej bolesnym przykładem był Lazaro. Role jurorów powierzono skonfliktowanym ze sobą Nicky Minaj i Mariah Carey. W efekcie widzowie otrzymali bardzo napiętą i nie do końca zrozumiałą atmosferę pomiędzy jurorkami.

Sezon 14
Kurde... Jest mi trochę głupio podawać ten sezon jako jeden z najgorszych, gdyż mój pierwszy wpis o American Idol na tym blogu zachwalał świetny początek edycji. A więc co poszło źle? Wszystko. Zaczynając od nijakiego zwycięzcy, którego imienia nie pamiętam, przez durne decyzje jurorów, aż po idiotyczne zmiany w formacie. Poprzednie sezony program pojawiał się dwa razy w tygodniu: odcinek z występami i na drugi dzień z wynikami. Połączono odcinki w jeden. Przed nowym koncertem ogłaszano wyniki z poprzedniego tygodnia wyczytując osobę, która ma wystąpić. Przygotowujesz się do występu cały tydzień, a potem okazuje się, że jednak nie wystąpisz. Dla większej zabawy w pewnym momencie stwierdzono, że trzeba wmieszać w imprezę Twitter i to ostatecznie aktywność fanów na portalu decydowała o tym, kto odpadnie. #zajebiście 

Sezon 13
Nie ma sezonu gorszego od pechowej trzynastki. Tu wszystko było złe, ale od początku, bo chyba tak będzie łatwiej opanować ten syf. Nowym jurorem został  Harry Connick, Jr. Część fanów przyjęła jego obecność pozytywnie, a część nie. Harry za bardzo kojarzył mi się z naszym Kubusiem. Bardzo, ale to bardzo chciał być główną gwiazdą programu, a przecież ważni powinni być uczestnicy, a nie on. Możliwe, że w sezonach kolejnych przyzwyczaiłem się, a może on trochę spuścił z tonu. W każdym razie w tym sezonie nie tolerowałem go. Od coverów wykonywanych przez uczestników zaczynały krwawić mi uszy. Wszystko pochłaniał chaos i wrażenie, że każdy finalista idzie na żywioł bez jakiegokolwiek wcześniejszego przygotowania. Ostatecznie sezon wygrał facet, który swoich fanów w wywiadzie porównał do osób upośledzonych, ale przynajmniej wokalnie jakoś sobie radził na tle kolegów.

 Trzy najlepsze sezony American Idol

Sezon 1
Mimo że nie był to mój pierwszy obejrzany sezon to doceniam jego wyjątkowość. Nie było miliona nic niewnoszących etapów. Nie czuło się tak wielkiej presji na robienie show. Jurorzy krytykowali, a ludzie zastanawiali się, gdzie jest granica pomiędzy krytyką, a niegrzecznym komentarzem. Podobał mi się też format półfinałowy 30/3. No i oczywiście Kelly Clarkson - legenda programu.

Sezon 11
Zacznę od tego, że potencjał sezonu w dużej mierze zależy od składu jurorów. W "jedenastce" i poprzedzającej ją "dziesiątce" w panelu sędziowskim zasiedli: Jennifer Lopez, Randy Jackson oraz Steven Tyler i ta trójka skompletowała rewelacyjnych półfinalistów. Wokalnie to był jednym z najmocniejszych sezonów programu. Otrzymaliśmy świetne i znane przeboje w dobrej oprawie i uczestników, którzy starali się wnieść do swoich występów jak najwięcej siebie. Jeśli chodzi o format to trochę za dużo kombinowania, ale idzie to zdzierżyć. Ponadto w przeciwieństwie do sezonu 10, widzowie podejmowali bardzo dobre decyzje i dzięki temu finałową piątkę stanowiły perły edycji.

Sezon 5
Tu będzie krótko. To jedna z najchętniej oglądanych edycji programu. Edycja piąta swoją wyjątkowość zawdzięcza finałowej czwórce. Katharine McPhee, Elliott Yamin, Chris Daughtry i Taylor Hicks, co tydzień prezentowali niezwykłe umiejętności wokalne i chyba trudno znaleźć mocniejszą "czwórkę" od tej. Poza nimi byli jeszcze Mandisa, Ace, Bucky i urocza Paris. Wielu z nich osiągnęło sukces w branży muzycznej  - nagrywa płyty, koncertuje, a czasem grywa w teatrach lub filmach.

Oglądacie American Idol? Jakie są wasze ulubione sezony? Jakie uważacie za najgorsze? Zapraszam do dyskusji.

piątek, 14 października 2016

Co dalej?

- Co dalej? - zapytałem niepewny.
Ona spojrzała na mnie z tą swoją wyższością, od której robiło mi się niedobrze.
- Dalej... - odparła, udając zamyślenie. - Dalej się zobaczy.
Byłem wystarczająco przygnębiony, a jej zdawkowe odpowiedzi wprowadzały mnie w jeszcze większy smutek. Spojrzałem na blog. Był, jaki był i inny nie będzie - pomyślałem sobie i raz jeszcze zapytałem Wenę o jego dalszy los...

Postanowiłem zakasać rękawy i ponownie ułożyć sobie jakiś plan blogowej działalności i przy okazji spróbować się go trzymać:
- tematy pokemonowe - niedługo kupię sobie grę z najnowszej, siódmej już, generacji kieszonkowych stworów i postanowiłem, że od czasu będę chwalił się na blogu swoimi osiągnięciami w grze. Ponadto planuję tematy poświęcone pokemonom ogólnie, ale póki co nie mam (ale zamierzam mieć) dokładnej wizji
- filmy - mam zamiar uaktualnić zakładkę ulubione filmy o kolejne tytuły, a z racji, że w tym roku pochłonęły mnie bez reszty kryminały, w pierwszej kolejności pojawi się post o najlepszym filmie kryminalnym świata
- talent show - w tym i w przyszłym roku mam zamiar rozszerzyć zakładkę reality show o programy promujące talenty i wiąże się to z plotkami o reaktywacji Idola. Poza tym mam zamiar komentować odcinki półfinałowe Mam Talent. W tej kategorii pojawi się jeszcze jedna niespodzianka i tu mam nadzieję, że spodoba się ona Vampirci, chociaż... Kto wie?
- manga - na przeciwko mnie znajduje się półka, a na niej stos nieprzeczytanych mang, trzeba się za to zabrać i możliwe, że coś zrecenzować
- propozycje - jestem otwarty na sugestie. Wszelkie pomysły na tematy, wyzwania, czy rady odnośnie samego bloga.

środa, 21 września 2016

Kim jest Paul?

Mój faworyt w finałowej trójce Big Brother to niecodzienny widok. Najdalej, jak dotąd, zaszedł Johnny Mac zajmując ostatecznie czwarte miejsce. Jutro, o tej godzinie wszystko okaże się jasne - poznamy zwycięzcę, a dzisiaj chciałbym przedstawić mojego ulubionego zawodnika tej edycji, którym jest Paul Abrahamian.
Przedstawił się jako dwudziestotrzyletni muzyk i właściciel małej firmy z L.A. Na samym początku został scharakteryzowany: "Who the hell is this guy? Paul is loud, in your face. On this game loud and obnoxious players they usually go home first". Zdanie dalekie od prawdy, bo Paulowi udało się dotrzeć do finałowej trójki, w której jest jedynym "newbie". Trzeba przyznać, że muzyk od samego początku rzucał się w oczy. Jeżeli nie poprzez wygląd to z pewnością dzięki swoim komentarzom w pokoju zwierzeń. Wypowiada się dowcipnie, czasem rozsądnie, a niekiedy z pewnego rodzaju bezczelnością. Jest też całe mnóstwo słów, z którymi można go identyfikować: "friendship", "your boy", "pissed".
Paul nie ukrywał, że nie zna programu, w którym bierze udział. I pewnie z tego powodu od początku popadł w tarapaty. Pierwsze trzy tygodnie były dla niego bardzo ciężkie - był wrogo nastawiony do weteranów, znalazł się w mniejszości, został nominowany i tydzień po tygodniu musiał ratować skórę przed eliminacją.
Początkowo nie polubiłem go. Sojusz, w którym się znalazł wydawał się złożony z najgorszych mieszkańców (tu przyznaję, że bardzo się pomyliłem w swojej ocenie), był przeciwko sympatycznej grupce weteranów, wydawał się władczy i arogancki.


Polubiłem go w drugim tygodniu gry. Zaczął schodzić z pozycji wroga głównego sojuszu i w ten sposób udało mu się przetrwać kolejne tygodnie. Nie było to takie proste, bo był nominowany sześć razy w ciągu trwania całego programu. Oczywiście, taka ilość nominacji to nic wielkiego, zdarzały się osoby nominowane dziewięć (Spencer, BB15) lub dziesięć (Victoria, BB16) razy, ale zwykle byli to uczestnicy poddający się woli innych, ustawiani jako pionki i kompletnie niezauważani przez pozostałych zawodników. Natomiast Paul z każdej sytuacji musiał samodzielnie znajdować wyjście.
Jego największym atutem w grze jest wygadanie - potrafi przemawiać i zawsze robi to w sposób odważny, dowcipny i energiczny, dzięki czemu zjednuje sobie ludzi. To ważna zaleta od strony strategicznej, ale również ze względu na show, zwłaszcza, gdy pozostali mieszkańcy są bojaźliwi, unikają konfrontacji i wolą siedzieć cicho. Ponadto był lojalny. Oczywiście, bycie lojalnym w grze o pół miliona jest trudne i niejednokrotnie lojalność wpakowywała go w tarapaty. Czy się tym przejmował? Niespecjalnie. Paul cały czas działał na trybie "mam to gdzieś". I taka postawa towarzyszyła mu każdego dnia. Z innej perspektywy pokazał się dopiero w walce o głowę domu w finałowej czwórce. Pierwszy raz pokazał, że bardzo mu zależy. Nawet w studio było słychać szalejącą z radości publikę.


Zdecydowanie prowadził najlepszą grę, ale nie za samą grę zacząłem mu kibicować. Przede wszystkim polubiłem jego hałaśliwy charakter. Wszędzie jest go pełno - organizowanie własnego show, trollowanie innych mieszkańców, eksperymentalne pieczenie muffinek. Rozbraja mnie tym, że robi rzeczy, których się po nim nie spodziewałem. Zadanie-kara, w którym miał przeistoczyć się w agenta tajnych służb Zingboota, chodzić po domu w garniturze, przeszukiwać mieszkańców, czuwać nad bezpieczeństwem domu. Nikt inny nie sprawdziłby się w tej roli tak rewelacyjnie jak Paul.
Jego osobowość może drażnić i zapewne drażni, ale nie można zapominać, że jest to postać barwna, a dla takich właśnie oglądam programy reality show. 


Na stronie inquisitr odnalazłem porady finałowej trójki dla przyszłych mieszkańców domu wielkiego brata. Porady Paula doskonale odzwierciedlają jego charakter, a przy okazji są złośliwym prztyczkiem w nos dla innych uczestników tego sezonu:
  1. Drop your ego!
  2.  Have fun.
  3.  Be yourself… unless you suck.
  4.  Play your own game, you’re not Derrick or Dan.
  5.  F*** showmances!
  6.  Call people out… it’s fun!
  7.  Always remember… Friendship!!

niedziela, 18 września 2016

Big Brother 18 - przewidywania

Takiego tematu jeszcze nie robiłem, chociaż były podobne, ale dotyczyły Survivor. Przed finałem Big Brother 18 warto zastanowić się, jak ostatecznie rozłożą się głosy jurorów? Sytuacja przedstawia się ciekawie i trudno jest przewidzieć wynik finałowej potyczki jak było to w dwóch poprzednich sezonach. Finałową trójkę tworzą chłopak nominowany sześciokrotnie do odejścia oraz dwóch weteranów. Edycję zdominowały pary (showmance), a sam dom przepełniała napięta atmosfera, dużo mówiło się o ukoronowaniu zwyciężczyni (4 lata z rzędu wygrywali mężczyźni), a także o tym, jak traktowane były kobiety przez pewnych mężczyzn. Konflikty, zdrady i sympatie będą miały ogromny wpływ na ostateczny wynik. Chciałbym na szybko opisać jurorów i zastanowić się, komu i dlaczego mogą oddać swój głos.

Finałowa trójka: Paul, James i Nicole
Da'Vonne do programu przyszła jako weteran, ale pomimo tego nie stanowiła większego celu nowych uczestników. Na początku sprzymierzyła się z Nicole, ale ich drogi rozeszły się. Day nie jest zwolenniczką Nicole, ale mimo to przyznaje z bólem, że ta prowadzi najlepszą grę i prawdopodobnie będzie musiała oddać na nią swój głos. Myślę, że głos Da'Vonne jest mimo wszystko nadal "do zgarnięcia". Jak wiemy, Nicole nie jest odważna - unika konfrontacji  i pytania jurorów lub wygadany rywal (cześć, Paul) może odebrać jej szansę w oczach Day. Alternatywą mógłby być James - oboje są weteranami, oboje pochodzą z tego samego sezonu - to coś, co ich łączy i może wpłynąć na jej decyzję.
Zakiyah to prawdopodobnie najgorsza uczestniczka tej edycji (na pewno jeśli chodzi o kobiety) i druga jurorka. Grą się nie interesowała, a więc decyzję zapewne podejmie wyłącznie na podstawie swojej sympatii do finalistów. Początkowo miała sojusz z Paulem, ale szybko sprzedała go na rzecz weteranów, a tych jeszcze szybciej zmieniła na miłość swojego życia - Pauliego. Najpewniej w finale zagłosuje na Nicole, bo tak jakby były przyjaciółkami... Łączy je fakt posiadania "mężczyzny życia" w Big Brother, który po programie z pewnością jej nie oleje.
Bridgette  to chyba najtrudniejszy głos do odgadnięcia. Bridgette jest fanką programu, a więc można domyślać się, że podejdzie do swojego jurorskiego obowiązku poważnie i bez emocji. Z jednej strony chciała wygranej kobiety, a z drugiej przyjaźni się z Natalie, która była blisko Jamesa, a jeszcze z trzeciej trzymała się Paula.
Czwartym jurorem został Paulie. Wydaje mi się, że jego głos w dużej mierze jest oczywisty. Zagłosuje na Nicole z trzech powodów: trzymał się z nią od początku, to "dziewczyna" jego najlepszego kumpla, Nicole zadebiutowała w sezonie 16 razem z bratem Pauliego. Inną opcją jest Paul, z którym zaczął działać w pewnym momencie i tu muszę przyznać, że zaniepokoiły mnie jego wypowiedzi z domu jurorskiego. Paulie mówił, że decyzja będzie trudna, podsumował osiągnięcia będących w grze mieszkańców kompletnie ignorując Paula. Zastanawiam się, czy nic o nim nie miał do powiedzenia, czy jest to sprawka montażystów?
Michelle znana także jako Big Meech nie popisała się jako zawodniczka. Jest fanką i podchodziła do innych uczestników bardzo emocjonalnie. Nie kryje się z tym, że nie lubi Nicole i wyobrażam sobie, że oddanie na nią głosu byłoby dla Big Meech czymś niezwykle trudnym. Jej relacja z Paulem miała swoje zloty i upadki. Mimo kilku nieprzyjemnych sytuacji oboje potrafili razem żartować, bawić się, a więc jest jakaś szansa, że ostatecznie odda Paulowi swój głos. Największe szanse na poparcie Michelle ma James.Gdyby całe jury składało się z Michelle to James byłby zwycięzcą na 100%, bo nie dołożył ręki do jej eliminacji.

Walka o najważniejszą głowę domu.
Głos Natalie wydaje się oczywisty pod warunkiem, że w finale znajdzie się James. Sytuacja jest bardziej złożona jeśli czeka nas pojedynek Nicole kontra Paul. Wydaje mi się, że bardziej skłaniałaby się w kierunku Paula, ale o wszystkim zadecydowałaby konfrontacja z sędziami, która mogłaby być dość trudna dla Żmii.
Po dwóch eliminacjach Victor stał się szóstym jurorem. Sympatyczny facet cenił sobie przede wszystkim lojalność i przyjaźń z Paulem i ten głos również wydaje się być zarezerwowany. Jeżeli musiałby wybierać pomiędzy weteranami, wydaje mi się, że zagłosowałby na Nicole. Z Jamesem nie łączyło go zbyt wiele.
Podobnie jak James i Paul, także Nicole ma jeden pewny głos i jest nim Corey. Trzymał się z Nicole od samego początku i będzie wobec niej lojalny jako juror. Za większe zagrożenie/lepszego gracza od Jamesa uznał Paula i pewnie w ten sposób adresowałby swój głos, gdyby w finale zabrakło Nicole.
Dziewiąty juror nadal mieszka w domu Wielkiego Brata i będzie tam, aż do ostatniej chwili. Na kogo mogliby zagłosować Paul, James lub Nicole?
Zdrada i ewentualna eliminacja przez Nicole mogłaby zaboleć Paula, ale czy na tyle, aby zagłosować na Jamesa? Wydaje mi się, że nie. Nicole porównała Jamesa do Victorii ze swojego sezonu i uwierzcie mi, to nie jest komplement. Tym samym przyznała, że zagłosowałby na Paula. Z głosem Jamesa byłby problem, bo facet mało interesuje się grą i podejmowaniem ruchów. Gdyby miał wpływ na wybór przeciwnika w finale wybrałby Paula, a wyeliminował Sneakole, a to może oznaczać, że widzi w niej większe zagrożenie i sam ewentualnie zagłosowałby właśnie na nią.
Oczywiście, to wszystko są moje przypuszczenia i będzie można je zweryfikować dopiero po finałowym odcinku. Zapraszam do dyskusji, podzielenia się swoimi przewidywaniami.


Moje przewidywania
Sędziowie / Finaliści Nicole
Paul
James
Paul
James
Nicole
Da'Vonne Nicole James Nicole
Zakiyah Nicole Paul Nicole
Bridgette Paul Paul James
Paulie Nicole Paul Nicole
Michelle Paul James James
Natalie Paul James James
Victor Paul Paul Nicole
Corey Nicole Paul Nicole
Juror #9 Nicole Paul Nicole
Wynik 5-4 6-3 6-3
Zwycięzca Nicole Paul Nicole

A tutaj, jako bonus opinia publiczna:

sobota, 17 września 2016

Krótko i na temat

 Temat niby krótki, ale mam całkiem sporo do powiedzenia i kilka pytań do zadania.

Jestem po premierowym odcinku szóstego sezonu Amercian Horror Story i czuję potworne rozczarowanie, jeśli reszta sezonu będzie miała formę odcinka pilotowego to odpuszczę sobie dalsze oglądanie. Szkoda, że twórcy tym razem przyłożyli wiele wysiłku w promowanie serialu genialnymi zwiastunami, tajemnicą, szczątkowymi informacjami, a na końcu zaserwowali takie coś. Wciąż żyje we mnie niejasne przeczucie i pamięć o pewnej plotce odnoszącej się do "szóstki", która może zmieni ten słaby początek, a jak nie to trudno... Szczęście, że serialowy świat na AHS się nie kończy i niedługo zabiorę się za Pretty Little Liars, które przypomina mi nieco Gotowe na wszystko.
Przenosząc się na temat bardziej filmowy to pochwalę się zakupem dvd z filmami krótkometrażowymi Pixara. To znaczy chwalę się i ganię samego siebie, bo kupiłem, chociaż mi to do niczego niepotrzebne, eh... Obejrzałem cztery z dwunastu bajek i nic ciekawego.

Zdjęcie promocyjne AHS 6.
I pokemony! Coraz więcej informacji na temat nowych gier. Planuję kupić Pokemon Sun/Moon i na blogu dokumentować moje dokonania, czy też wrażenia z gry. Ma to być coś na kształt wyzwania, ale o dokładnej formie pomyślę potem. Do premiery zostało trochę czasu. No właśnie, lepiej Sun czy może Moon? Teraz jestem bardziej przekonany ku Moon (tym bardziej, że zakochałem się w nocnej wersji Rockruffa). Jednak z moim szczęściem wszystkie pokemony, które mi się podobają okażą się być ekskluzywnymi z wersji przeciwnej. Wpadłem na zwiastun nowej serii o pokemonach. Anime wygląda tragicznie (w sumie z całej serii mógłbym polecić jedynie oryginalną serię Kanto-Johto bez zapychaczy), ale przy okazji wpadłem na serię (na razie są 2 odcinki) Pokemon Generations. Krótkie epizody mają opowiadać o historiach z gier. Tutaj odcinek, polecam.

Przychylam się do Moon, ale sam już nie wiem.

Ostatnia sprawa do finał Big Brother 18. Zostały trzy osoby: Żmija, Ropuch i Paul. Trzymam kciuki za Paula, ale cholera wie, co się wydarzy. Jak jutro mnie natchnie to popiszę trochę o finale edycji, przewidywaniach odnośnie jurorów (w tym roku wyjątkowo ciężkich) i Paulu, który zdecydowanie wybijał się osobowością nad pozostałych mieszkańców.

Paul, Ropuch i Żmija świętują dotarcie do finału.
A już zupełnie odchodząc od tematu śniło mi się, że jestem poławiaczem bursztynów. Pewnie przez to, że nie mogę się już doczekać mojego wyjazdu nad morze. Eh, jeszcze przeszło miesiąc zanim stanę na plaży.

niedziela, 4 września 2016

Big Brother w skrócie

Temat nieplanowany i z tej też racji bardzo chaotyczny. Po tym jak dałem się porwać brytyjskiemu Wielkiemu Bratu, postanowiłem napisać kolejny skrótowiec. Nie czekam z tym, bo jak wiadomo, pomysły na skrótowce przychodzą i bardzo szybko odchodzą.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem o programie Big Brother byłem bardzo młodym widzem, nieświadomym istnienia terminu reality show. Wtedy dowiedziałem się o telewizyjnym programie, w którym zamknie się ludzi w domu. W moim umyśle powstało wyobrażenie dużego budynku z zabitymi drzwiami i oknami, w którym z jakiegoś powodu zamyka się ludzi.Więzienie, czy co? Na szczęście moja wybujała wyobraźnia nieco różniła się od rzeczywistości. Polska oszalała na punkcie Wielkiego Brata. Wstyd było nie kojarzyć Manueli, Alicji-Gladiatora, czy Gulczasa. Program oferował to, co dzisiaj oferują portale społecznościowe typu Facebook - podglądanie życia innych ludzi.
Reality show po raz pierwszy zagościł w 1999 roku w holenderskiej telewizji. Program okazał się hitem, a sam format zaczął pojawiać się w innych krajach. Do tej pory Big Brother pojawił się w ponad pięćdziesięciu krajach. Rekordową liczbą edycji mogą poszczycić się twórcy brytyjskiego Big Brother Celebrity (właśnie ukończyli sezon 18), ale doganiają ich amerykanie z właśnie trwającą "osiemnastką". W Polsce powstało pięć i pół edycji. Pierwsze trzy sezony w latach 2001-2002 roku wyemitowała telewizja TVN, kolejne dwa, a także sezon specjalny (vipowski) w 2007-2008 w telewizji TTV.

Finałowa trójka pierwszej edycji Big Brother.
Jak wyglądała pierwsza polska edycja? W programie udział brało na ogół dwanaście osób (liczba uczestników zmieniała się w zależności od edycji i jej potrzeb). Dom był odizolowany od świata - mieszkańcy nie mieli telewizji, prasy ani kontaktu z kimkolwiek z zewnątrz. Jedyną osobą z jaką utrzymywali kontakt był złowrogi Wielki Brat, któremu są winni bezwzględne posłuszeństwo (akurat z tym różnie bywało, ale wiecie ;)). W rodzimej wersji głosu Wielkiemu Bratu użyczył Jarek Ostaszkiewicz i w tej roli sprawdził się doskonale. Brzmi przerażająco, prawda? Wprowadzasz się do domu naszpikowanego kamerami, mieszkasz z jedenastoma obcymi ludźmi, nie masz kontaktu ze światem, a wszystko zależy od kaprysów tajemniczego głosu tytułującego się Wielkim Bratem. Podobieństwa do powieści Orwella nie są przypadkowe, a słynne "WIELKI BRAT PATRZY" jeży włosy na głowie.
Ważnym elementem gry był nominacje. Co tydzień każdy z uczestników musiał podać dwa (w piątej edycji były trzy) imiona osób, które chce wytypować do opuszczenia domu. Osoby z największą ilością głosów zostawały nominowane, a ich los zależał od widzów. Zwycięzca opuszczał program bogatszy o pół miliona złotych. W polskie edycje wygrywali: Janusz Dzięcioł (najstarszy z polskich zwycięzców), moja faworytka Marzena Wieczorek, jakiś Piotr Borucki, którego kompletnie nie pamiętam, jednoosobowy kabaret Jola Rutowicz, sympatyczny góral Janusz "Jasiek" Strączek, a wersję "z gwiazdami" Jarek Jakimowicz.
Do dzisiaj wielu z nas pamięta bohaterów pierwszej edycji, śmiech Manueli, nominowaną co tydzień Alicję, Sękocińskich didżei, wyście Pici. Wiele z tych osób po programie korzystało ze swojej popularności i dobrze na tym wychodziło, inni potraktowali grę jako jednorazową przygodę życia i wrócili do swoich spraw. 


Mam nadzieję, że Paul wygra amerykański Big Brother.
Poza naszym rodzimym wielkim bratem oglądałem wersje amerykańskie, kanadyjskie oraz brytyjską. W zasadzie na opisanie moich przemyśleń każda z tych edycji powinna otrzymać własny post, ale skupię się jedynie na ogólnikach. Brytyjska była zbliżona do naszego formatu, a więc podaruję sobie rozpiskę na jej temat i skupię się na sezonach z Ameryki Północnej, które oferowały oferują zupełnie inne zasady rozgrywki.
Od drugiej edycji BB US znacząco zmienił zasady programu. Przede wszystkim zmniejszył rolę widowni w podejmowaniu najważniejszych decyzji. W każdym tygodniu mieszkańcy konkurują ze sobą w zadaniach o głowę domu (Head of Household) oraz veto (Power of Veto). Zadaniem głowy domu jest nominowanie dwóch osób do eliminacji. W programie na żywo wszyscy uczestnicy (poza nominowanymi oraz nominującym) głosują na osobę, która ma opuścić program i tak aż do finału, w którym udział bierze ostatnia dwójka. O czyimś zwycięstwie decydują wyeliminowani mieszkańcy. Ogromnym plusem tej wersji jest montaż - nie ma dłużyzn, opowiadanie przez uczestników w pokoju zwierzeń wydarzenia są emocjonujące i zabawne. Minusem są sami mieszkańcy - wielu z nich jest po prostu nieprzyjemnych, nudnych, albo irytujących. Trudno też o jakieś większe emocje pod koniec, gdzie ukoronowanie zwycięzcy jest bardziej formalnością niż zaskoczeniem. Jeżeli kogoś interesuje format to polecam zabrać się za trzeci sezon kanadyjskiego Wielkiego Brata, albo amerykańską czternastkę lub siedemnastkę.
I dlaczego w Polsce nie robi się już Big Brothera? Przede wszystkim to drogi format, a czas reality show jako interesującej nowości minął. Ogromnym problemem (to problem, który ma większość polskich programów) realizacyjnym w Polsce okazał się pośpiech. Na przestrzeni dwóch lat powstały trzy edycje: dwie letnie i jedna zimowa. Wersje anglojęzyczne, które oglądam powstają raz w roku i zajmują czas letni. Widzowie w ten sposób nie odczuwają przesytu i fani co rok mogą powracać do nowej, zaplanowanej bez pośpiechu edycji.



W skrócie
Big Brother Program typu reality show
Tytuł Data powstania Coś tam napisałem Ocena
Big Brother 2001 Wielki początek. Wspominam edycję z ogromnym sentymentem. 6/10
Big Brother 2 2002 Wypada nieco słabiej od poprzedniczki, ale nadal interesuje. 6/10
Big Brother: Bitwa 2002 Niby odświeżono format, ale to za mało. Wyjątkowo niesympatyczni uczestnicy. Jedyne co pamiętam z sezonu to Frytka. 4/10
Big Brother 4.1 2007 Minusów wyliczyć się nie da. 1/10
Big Brother V 2008 Dużo kłótni, uczestnicy mało ciekawi, ale oglądało się lepiej. 4,5/10
Big Brother 14 US 2012 Moje drugie spotkanie z amerykańską wersją. Sezon wspominam dobrze. 6/10
Big Brother 15 US 2013 Słabo się robi. Rasistowskie komentarze, agresja i wszystko z ust ładnych i wydawało się wykształconych, młodych kobiet. 3/10
Big Brother 16 US 2014 Nuuuuuuuuuuuda. 2/10
Big Brother CAN 3 2015 Przykład dobrze zrealizowanego reality show. 7/10
Big Brother 17 US 2015 Sympatyczni mieszkańcy i interesująca końcówka. 6/10
Big Brother 17 UK 2016 Całkiem sprawna realizacja i ciekawy pomysł z dwoma domami. 7/10

Grafiki pochodzą z Google.
Zapraszam do innych skrótowców. Jeśli macie jakieś pomysły na nowe skrótowce to czekam na propozycje.