Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reality show. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reality show. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Zabili go i uciekł [Survivor 35, podsumowanie]

Sinusoida tego programu jest niezwykła. Są sezony, które z założenia muszą być udane, a nie są i są takie po których obejrzeniu zastanawiamy się skąd wzięły się wszelakie wątpliwości. Wzloty i upadki to już taka norma. Na całe szczęście trzydziesta piąta edycja Survivor o wdzięcznym tytule Survivor: Heroes vs. Healers vs. Hustlers prezentowała formę zwyżkową.
Zacząć należy od tytułu niefortunnego. Po raz kolejny zostaliśmy uraczeni podziałem według jakiegoś szablonu. Najbardziej oczywiste podziały poszły na pierwszy ogień: płeć, wiek, rasa. Potem zaczęliśmy krążyć wokół mniej oczywistych jak grupa zawodowa i teraz heroes, healers, hustlers. Trochę drętwo. I producenci  z Jeffem Probstem na czele uznali podobnie, bo już po trzech odcinkach doszło do zniesienia podziału. Wymieszanie zmieniło składy plemion, ale nie ich liczbę. Tym razem do samego połączenia mogliśmy oglądać zmagania trzech grup. Wprowadziło to ciekawą dynamikę i jakiś tam powiew świeżości. Jestem jak najbardziej na tak!
Zadania w tym sezonie były fenomenalne. Niestety często się tak zdarza, że mamy wtórne wyzwania oparte o jeden schemat - są oparte na balansie, na równoważni, puzzlach i wcześniejszym wyścigu. Domyślam się, że chodzi o oszczędności: łatwiej zrobić zadanie w którym używa się wyłącznie piłki, deski i kawałka liny niż wymagający tor przeszkód, ale ja jako widz zaznajomiony z formatem domagam się bardziej emocjonujących (czyt. różnorodnych) wyzwań. W końcu to one decydują o tym, kto zeżre obiad, a kto polezie na radę plemienia i wyeliminuje uczestnika. W tym sezonie zadania zasługują na same pochwały. Dobra, przemilczę wyzwanie z losowaniem kamieni. W każdym razie puzzle były emocjonujące, a tory przeszkód wymagające i ekscytujące dla widowni.
Finałowa piątka staje do boju o immunitet
Twisty są potrzebne i to w dużej liczbie, bo ludzie tfu... współcześni gracze są wyzbyci dylematów moralnych. Jasne, byłoby genialnie powrócić do surowego formatu i survivalu w czystej postaci, ale czy byłoby to emocjonujące? Czy mielibyśmy interesującą grę bez immunitetów i sekretnych przewag? Myślę, że nie, ale zgodzę się, że sposób w jaki kolejne immunitety trafiają do danych osób jest dyskusyjny. Bardzo mi się spodobał motyw z rozpalaniem ognia jako ostatnią szansą na wejście do finału. Raz, że daje to nowe możliwości strategiczne, a dwa zwycięzca zadania zyskuje jakiś tam dodatkowy respekt u jurorów. Ostatnią nowinką (pojawiła się w poprzednim sezonie) jest otwarty panel dyskusyjny jurorów. Nowy format finałowej rady wprowadził więcej emocji i dynamiki. Jurorzy, którzy mają ochotę mówić, mogą mówić, ci, którzy wolą milczeć, mogą milczeć i okej.
I tu wypada napisać coś o zwycięzcy. Ben to dobry gracz i przede wszystkim budzący sympatię. Czy produkcja pomogła mu zajść do finału, jak najbardziej. Mógłbym stworzyć ranking dyskusyjnych wydarzeń w Survivor pozwalających, naiwnym jak ja, wątpić w element "reality". Na pierwszym znalazłby się sezon 35 i ukryte immunitety znajdowane jeden za drugim. Czy jest w tym coś złego? Nie. To znaczy, dla Devona lub doktora Mike'a, tak, ale dla mnie jako widza, nie. Najlepiej Bena opisał nasz doktorek porównując go do czarnego charakteru w horrorze - nie ważne, ile razy uśmiercisz antagonistę, ten i tak wstanie na równe nogi. Kocham tę wypowiedź :3 I nie jest to coś za co możemy winić Bena. Wykorzystywał otrzymane przewagi, a przy tym robił wokół siebie show. I tu dla porównania możemy postawić sezon wcześniejszy, gdzie ludzie woleli kisić immunitety w gaciach, niż dokonywać wielkich ruchów. Mam wrażenie, że produkcja chciała, aby wygrał albo Ben, albo Chrissy. Z tą różnicą, że Chrissy nie miała imponujących szans na wygraną w starciu, podejrzewam, z kimkolwiek z finałowej piątki. Najlepszym graczem strategicznym sezonu jest Devon. Prowadził spokojną grę, nie wychylał się. Jednak, gdy musiał potrafił podejmować ryzyko, a przy tym wszystkim był osobą lubianą.
Zadanie o milion. Ben  kontra Devon.
No właśnie, uczestnicy tego sezonu byli bardzo fajnymi ludźmi. Każdy... Dobra... Prawie każdy z nich budził emocje przez własną grę lub charakter. Było mi smutno, gdy gasły kolejno pochodnie Ali, Lauren czy doktora Mike'a. Dużą rolę odegrał montaż odcinków. Przede wszystkim nie szło przewidzieć zwycięzcy. Każdy z ostatniej piątki był przedstawiany w taki sposób, abyśmy nie tracili wiary w jego możliwości zawojowania edycji.
Dla mnie Survivor wrócił na właściwie tory po kilku nieudanych edycjach dostaliśmy większość elementów, które gdzieś się tam gubiły i chcę, aby mój ulubiony reality show podążał w tym kierunku. Następna edycja ma nosić pod tytuł "Wyspa duchów" i miejsce to ma być głównym twistem edycji. Mam nadzieję, że nie będzie to, żaden zmarnowany potencjał, chociaż intuicja podpowiada mi iż będzie to po prostu odświeżona Wyspa wygnańców.

Grafiki wujek Google.

czwartek, 14 września 2017

Dlaczego Survivor 35 wygra Heroes?

Jakiś czas temu na blogu pojawił się ten post i teraz wypadałoby, a nawet należy poświęcić temat plemieniu Levu. Dlaczego program wygra osoba z plemienia "Heroes"? Kim są bohaterowie? Jakie cechy posiadają i czego będziemy mogli się po nich spodziewać? Bohaterskich czynów, czy może posunięć godnych czarnych charakterów?
Przed programem "Heroes" zostali scharakteryzowani jako ludzie służący obywatelom swoją heroiczną pracą oraz poświęceniem. Za przykłady można podać zawody takie jak policjanci, strażacy oraz żołnierze. Przez 34 edycje Survivor przewinęły się setki osób powiązanych z tymi zawodami, o sporej części zapomniałem, bo nic nie wniosła, ale byli wśród nich też ludzie, których taktyka i sposób bycia doprowadziły ich do końca gry oraz tytułu zwycięzcy, o tym za chwilę.
Dla "Heroesów" nie jest to debiut. Bohaterowie pojawili się w jubileuszowej, dwudziestej edycji programu, gdzie mięli zmierzyć się z plemieniem "czarnych charakterów". Obie drużyny składały się z graczy znanych z poprzednich sezonów, typowa edycja all stars. Plemię Heroes cechowała praca zespołowa, lojalność, harmonia i wzajemny szacunek. I podejrzewam, że właśnie na tym (w założeniu) mają bazować relacje w Levu. Spokój, ład i porządek są wpisane w naturę "dobrych". Myślę, że Levu będą się jednak różnić od Heroes jedną ważną cechą, przywództwem. Wydaje mi się, że bardziej będą oni nastawieni na podporządkowanie i posłuszeństwo niż uczciwość. Tak, Levu będzie plemieniem liderów, takich którym może/chce zaufać przeciętny obywatel. Silny przywódca zdobywa szacunek i to ważna cecha w grze. Ci gracze potrafili skupiać wokół siebie ludzi, stawali się liderami sojuszy i bazując na zaufaniu pozostałych eliminowali kolejne osoby, torując sobie drogę do finału. Chyba najlepszymi przykładami będą tutaj policjanci Tony Vlachos, Sarah Lacina oraz strażak Jeremy Collins. Dla nich od początku Survivor był czystym biznesem opierającym się na zasadzie: "zdobyć zaufanie i iść po wygraną". Skupiali wokół siebie ludzi i niejednokrotnie dokonywali posunięć ryzykownych, które, niestety, szarpały ich grą społeczną. Różnica między nimi, a "Healersami" jest zauważana na pierwszy rzut oka. Ci "Heroes" wyznają taktyka silnej ręki, niczego nie robimy za plecami.

Tom Westman, Survivor: Palau
Innym aspektem heroizmu jest "amerykański" mit szczęścia. Czy nie byłoby doskonale, gdyby program wygrał człowiek utożsamiający się z ciężką pracą, etyką i bohaterstwem? Nie sam zawód czyni z ciebie bohatera. Możesz na co dzień pracować w służbie obywatelom, narażać życie, ale być niekochaną postacią telewizyjną jak Sarah. Ludzie chcą bohaterów pokroju Toma Westmana. Widzowie kochali go za osobowość i ojcowską pieczę nad Koror, ale w podobnym stopniu kibicowali Mikeowi, który sprzeciwiał się atakowaniu Szirin w Survivor: Worlds Apart. Lekcja z dobrej telewizji jest łatwa do zapamiętania ciężka praca popłaca, a dobrym ludziom przytrafiają się dobre rzeczy. I myślę, że Jeff Probst, a także widzowie liczą na taki typ bohatera. Człowieka, który udowadnia, że jego skala wartości jest dużo silniejsza od wykalkulowanych ruchów.
Samo plemię zdaje się nie będzie miało problemów z wygrywaniem nagród i immunitetów. Muszą to być ludzie sprawni fizycznie, silni, inteligentni, tacy superbohaterowie. Czy na pewno tak będzie? Tony nigdy nie wygrał indywidualnej nietykalności. Z kolei Jeremy w setce zażartował sobie, że "ssie w tych konkurencjach". Mimo wszystko wydaje mi się, że "Heroes" będą radzili sobie bardzo dobrze i rywalizowanie z pozostałymi drużynami będzie szło bez problemów. Większym problemem mogą być wzajemne relacje w plemieniu Levu. Kto zostanie liderem, w plemieniu składającym się z liderów? Czy w grupie sześcioosobowej powinno być więcej niż jeden przywódca? Czy nie poprowadzi to do sytuacji, każdy sobie? Największym problemem Levu będzie zdolność do bezkonfliktowej współpracy i, o ironio, zaufanie. Komuś będzie trzeba zaufać i nie dać się zwariować w razie, gdyby przeszli przez pierwszy etap gry bez rady plemienia.
A wy macie jakieś typy na zwycięzcę? Które plemię poradzi sobie najlepiej?

Foto z Grafika Google.

środa, 2 sierpnia 2017

Dlaczego Survivor 35 wygra Healers?

O tym, że reality show lubi szufladkować mógł się przekonać każdy, kto chociaż liznął temat programów rozrywkowych. Posługując się pewnymi wzorami prościej jest przekazać cały emocjonalny ładunek widzom śledzącym telewizyjną grę. Czarny charakter przegrywa przez zarozumiałość, ładna blondynka jest urocza i pusta, a nieprzystosowany do gry introwertyk musi odnaleźć w sobie siłę i dokonać imponującej przemiany.
Od kilku lat Survivor stawia na mocno zarysowane różnice społeczne - wiek, płeć, zawód, a co za tym idzie sposób bycia oraz wartości. Kiedyś plemię X walczyło z plemieniem Y. Dzisiaj plemiona X, Y i Z opisywane są poprzez jakąś dominującą cechę. Kolejny, trzydziesty piąty już, sezon Survivor zaprezentuje starcie trzech plemion nazwanych: "Heroes", "Healers", "Hustlers".
Plemię "Healersów", czyli uzdrowicieli mają tworzyć osoby zajmujące się leczeniem ciała i ducha. W tej grupie pojawią się zawody związane z medycyną. Lekarze, pielęgniarki, instruktorzy jogi. Kim są? Jak sobie poradzą w społecznym eksperymencie? Od razu postawię swoją tezę - poradzą sobie bardzo dobrze. W historii reality show pojawiło się już kilku "uzdrowicieli", którzy potrafili rozegrać grę strategicznie, emocjonalnie i/lub fizycznie. Przykłady? Pielęgniarka Cirie Fields, terapeutka Denise Stampley, instruktor jogi  Aras Baskauskas. Ich zawody łączy jeden wspólny mianownik - pracują z ludźmi. Ich zawody wymagają zaufania pacjentów, a ich najważniejszą cechą jest troska o drugiego człowieka, a co za tym idzie bardzo dobra gra społeczna. Cirie nigdy nie wygrała indywidualnego immunitetu. Swoją grę opierała na budowaniu więzi z innymi graczami i odrobinie strategii. W tym połączeniu stawała się wielkim, chociaż dla wielu zawodników niezauważalnym zagrożeniem. Podobnie zresztą sprawy miały się z Nicole Franzel, zwyciężczynią Big Brother. Tak, wiem, Big Brother to nie Survivor, ale ze względu na kilka podobieństw pomiędzy formatami pozwolę sobie umieścić i ten przykład. Nicole potrafiła zdobywać sympatię odpowiednich osób, a przy tym dokonywać ruchów za kulisami.

Cirie Fields, Survivor: Exile Island
Denise Stampley należała do wyjątkowo pechowego plemienia. Plemię Matsing przegrywało każdy konkurs, tym samym pojawiając się na każdej radzie. Jak myślicie, ile głosów, łącznie, do odejścia otrzymała Denise? Matsing liczyło sześć osób, a w swoim krótkim żywocie musieli przejść przez proces eliminacji cztery razy. Zero głosów. W przeciwieństwie do Cirie, Denise nie była zawodnikiem "mocno strategicznym". W pierwszych odcinkach pokazywano nam jak rozmawia z ludźmi, poznaje ich, daje się polubić i chociaż w późniejszych etapach gry przestała być postrzegana jako lubiana osoba, wygrała Survivor: Philippines dzięki temu, że przeszła grę bezkolizyjnie. 
Można obstawiać, że ludzi z plemienia Soko (oficjalna nazwa Healers) będzie charakteryzować bezkonfliktowość, cierpliwość oraz empatia. Będą stawiali na urodę zewnętrzną i wewnętrzną. Pozostałe plemiona mogą nie widzieć zagrożenia wśród medyków, a ci, niepostrzegani jako zagrożenia, będą mogli dokonywać bezlitosnych ruchów, które być może zagwarantują jednemu z nich tytuł Sole Survivor.
Co będzie dla nich najtrudniejsze? Myślę, że element fizyczny, a co za tym idzie etap pre-merge. Walka o immunitety jest wyczerpująca, a konkurować będą z Herosami (plemię omówię za jakiś czas). Dopiero dotarcie do jakiegoś bezpiecznego punktu (przemieszanie, połączenie) zagwarantuje ludziom z Soko stabilniejszą pozycję.

Grafika wujek Google.

czwartek, 13 kwietnia 2017

O kulturze prywatności w reality show. Prawo mówienia o sobie

Długo zastanawiałem się nad właściwym tytułem postu, bo o czym właściwie chcę pisać i dlaczego? Kiedyś był taki program There's Something About Miriam (Wszystko o Miriam). Reality show budziło spore zastrzeżenia ze względu na tytułową bohaterkę będącą osobą transseksualną. Program okazał się pretekstem do debaty na temat tego, co telewizja może. Czy można mówić głośno o czyimś życiu? Zaznaczam, życiu niecodziennym i budzącym duże kontrowersje? Miriam zgodziła się pokazać swoje życie, uświadomić nas, że osoby takie jak ona są w społeczeństwie i jak każdy z nas szukają przyjaźni, miłości i akceptacji, ale co gdy tej zgody nie ma? I tu przechodzę do sprawy, która wywoła... prawdopodobnie już wywołuje sporo kontrowersji.
Najnowszy odcinek Survivor: Game Changers (s34e07; What Happened on Exile, Stays on Exile) przejdzie do historii programu. To pewne. Na przestrzeni siedemnastu lat trwania reality show zdarzały się mniejsze i większe skandale, które przesuwały granicę "bestialstwa socjalnego" o kolejne cale od komfortu do dyskomfortu. I tu przyszedł czas na odcinek opisany:

"Emotions run high when the game begins to take a toll on one tribe"

Oczywiście odcinek nie był wyczekiwany w niewiedzy, bo już przed sezonem pojawiły się plotki i w końcu przyszedł czas na ich potwierdzenie.
Siedmiu zawodników pojawiło się na radzie plemienia. Głosowanie miało przebiec sprawnie, sześć do jednego. Varner (osoba znajdująca się na straconej pozycji) postanowiła wyjawić pozostałym sekret ich współplemieńca mający świadczyć o jego nieuczciwości. Padają słowa: "Zeke jest osobą transseksualną" i rozpętało się piekło. Uczestnicy zareagowali płaczem, złością i krzykiem. Bez wahania stanęli po stronie kolegi ukrywającego bycie osobą transseksualną. Transgender sam w sobie nie wzbudził szoku. Zeke również nie jest pierwszą osobą transseksualną pojawiającą się w programie reality (wspomniałem o Miriam, a jakiś rok z hakiem w Big Brother wystąpiła Audrey). Różnica między nimi polega na sposobie upublicznienia tej informacji. Decyzja o ujawnieniu tajemnicy została podjęta bez zgody Zeke'a. Opowiedział o niej inny gracz na forum grupy. Dopiero po chwili Varner uświadomił sobie jak krzywdzącą rzecz uczynił. Powiedział to w programie rozrywkowym, nie przed piątką innych graczy i prowadzącym, ale także całym światem. Poinformował o tym ludzi, którzy znają Zeke'a, przyjaźnią się z nim, pracują, ale być może nie mają pojęcia o tym, że przeszedł on operację zmiany płci.
Nuku; Andrea, Ozzy, Tai, Varner, Sarah, Zeke i Debbie
A co z samym Zeke'em? Przyjął to bardzo spokojnie, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał. Tłumaczył, że chce być postrzegany jak każdy inny rozbitek, a nie jako osoba transseksualna. I ma sporo racji, że być może gdzieś tam jest jakiś fan Survivor, który również zmaga się z takimi problemami i jego przymusowy "outcoming" pomoże komuś. Nie zgodzę się z Jeffem Probstem podsumowującym radę plemienia jako piękną, chociaż może taka była  ze względu na słupki oglądalności i producentów. Mi wydała się interesująca, nieco przykra i refleksyjna, ale z pewnością nie nazwałbym jej piękną. Cóż.. Prowadzący program po raz kolejny może się pochwalić jedyną w swoim rodzaju radą plemienia. Tym bardziej, że nie do końca wierzę w samodzielne działanie Varnera.
Pozostaje pytanie o komfort uczestników. Czy chcąc bawić się, zarobić pieniądze lub przeżyć coś niezwykłego muszą liczyć się z całkowitym odkryciem się przed kamerami? Kilka sezonów wcześniej Shirin (Survivor: Worlds Apart) została sprowokowana do opowiedzenia przykrej historii rodzinnej, teraz inny zawodnik musiał przyznać się do zmiany płci. Szczerość wobec producentów to jedno, ale wyjawienie czasem wstydliwych rzeczy przed całym światem to zupełnie inna para butów. Reality show to trochę taka wizyta u psychiatry. Przychodzisz z problemem i nie ma opcji, aby go przemilczeć, a czy go rozwiążesz? Zależy tylko od ciebie.

środa, 2 listopada 2016

Kuchenne rewolucje - moje ulubione odcinki

Tak, pora zabrać się za temat, o którym myślałem już w zeszłym roku, ale przez natłok wszystkiego odkładałem go w nieskończoność. I nastał dzień, w którym nieskończoność się skończyła i mogę wreszcie przedstawić pięć moich ulubionych odcinków Kuchennych rewolucji. 
Program powstał w oparciu o brytyjski format Kitchen Nightmares. Pierwsza edycja wystartowała w 2010 roku i do dzisiaj produkcja liczy sobie 14 sezonów. Ile jeszcze edycji przed nami? Trudno powiedzieć, ale chciałoby się zapewnić, że tyle, ile restauracji wzywających na pomoc charyzmatyczną Magdę Gessler. Sam byłem wiernym widzem w pierwszych edycjach, teraz odcinki oglądam raczej sporadycznie. Mimo wszystko jest kilka odcinków, które pozostały mi w pamięci i do których mógłbym z chęcią powrócić.
Zaznaczam, że są to wyłącznie moje opinie o odcinkach i przeprowadzanych w nich rewolucjach, a nie ocena restauracji czy osób w nich pracujących. 

Kuchenne rewolucje - moje ulubione odcinki

Franc Josef
(sezon 1, odcinek 3)
Kuchenne rewolucje oglądam przede wszystkim dla emocji, a nikt ich nie potrafi wzbudzać tak, jak Magda Gessler. Tu krzyknie, tam rzuci talerzem, jeszcze gdzieś coś powie. Dla widzów zabawa jest przednia, a dla restauratorów spotkanie z nią często oznacza sprawdzian z odwagi, nerwów i bolesnej krytyki (nie twierdzę, że prowadząca ma zawsze rację). Ogromne stężenie emocji miała w sobie katowicka restauracja Franc Josef. Sam budynek spodobał mi się jeszcze przed rewolucją. Wchodząc faktycznie miało się wrażenie pobytu w restauracji, a nie knajpy z pizzą. Sytuacja wydawała się nieciekawa, a kolejne problemy wychodził na wierzch. Nieskoordynowany zespół, znikający szef, problemy z kartą... Fajnym bohaterem odcinka okazał się młody kucharz. Magda uznała rewolucję za udaną, ale nawet to nie pomogło restauracji, która ponoć została ostatecznie zamknięta.

Ania z Zielonego Wzgórza 
(sezon 4, odcinek 5)
 Ten odcinek zapamiętałem z kilku powodów: nazwa restauracji, wystrój, umiejscowienie w Paryżu Śląska oraz właścicielka. Pani Ania, zagorzała miłośniczka serii książek o Ani z Zielonego Wzgórza, stała się bohaterką odcinka. Dzięki niej ten odcinek był po prostu genialny! Potyczki z Magdą Gessler, sprawa zmiany wystroju i nie do końca jasna sytuacja z właścicielem sprawiły, że odcinek został w mojej pamięci na bardzo długo.

Stella Cafe 
(sezon 4, odcinek11)
Magda Gessler trafiła do restauracji w Lęborku o nazwie Stella Cafe. Miejsce w sumie ładne, zarządzane przez matkę (od strony marketingu) i syna (odpowiedzialnego za kuchnię). Od samego początku było mnóstwo krzyków i złości. Nie dziwię się Magdzie Gessler, bo jednak podawać gościowi makaron ugotowany kilka dni wcześniej to już mocna przesada. Prowadząca program wierzy w syna właścicielki i z nim stara się ustalić nowe zasady w restauracji. Wszystko zmierza ku dobremu zakończeniu, gdy okazuje się, że miejsce zostaje zamknięte przez komornika. To był przykry finał rewolucji. Odcinek ma gorzko-słodkie zakończenie. Stella Cafe nie udało się uratować, ale udało się pomóc synowi właścicielki i znaleźć zatrudnienie w restauracji, w której wcześniej przeprowadzała rewolucję.

Ąka
(sezon 6, odcinek 5)
To nie był jakiś wyjątkowy odcinek i głównie zapamiętałem go dzięki oryginalnej nazwie. Magda Gessler przybyła do miejsca prowadzonego przez dwie koleżanki. Restauracja w Lublinie przywodziła na myśl zakurzony antykwariat i chyba się nawet nazywała przed rewolucją Antykwariat. Rewolucja zmieniła miejsce w łąkę ozdobioną kwiecistymi malunkami pracowników. Nad "łąkową" kuchnią pieczę powierzono babci jednej z właścicielek, a firmowym znakiem miejsca zostały kolorowe zupy.  Odcinek był bardzo wesoły, uczestniczki uśmiechnięte i sympatyczne. Od początku do końca trzymało się kciuki za powodzenie rewolucji i... wszystko skończyło się dobrze.

Stary Kredens 
(sezon 7, odcinek 15)
Restauracja w Sanoku prowadzona przez sympatyczne małżeństwo. Sam odcinek nie miał w sobie nic nadzwyczajnego. Jego największą zaletą były zmiany, jakie zaprowadziła Magda Gessler. Przede wszystkim doprowadziła do kompromisu, tworząc dwie karty: dla niej i dla niego. Wnętrze podobało mi się jeszcze przed rewolucją, ale po zyskało dodatkowy urok. Na ścianach zawieszono fotografie właścicieli i pracowników z rodzinami w "dawnym stylu", co nadało miejscu rodzinnego klimatu. Uważam, że to była jedna z najlepiej zorganizowanych rewolucji.

Było jeszcze więcej godnych polecenia odcinków pełnych dramy, szaleństwa, świetnych pomysłów, ale kto by to zliczył?

Grafika z Google.

środa, 21 września 2016

Kim jest Paul?

Mój faworyt w finałowej trójce Big Brother to niecodzienny widok. Najdalej, jak dotąd, zaszedł Johnny Mac zajmując ostatecznie czwarte miejsce. Jutro, o tej godzinie wszystko okaże się jasne - poznamy zwycięzcę, a dzisiaj chciałbym przedstawić mojego ulubionego zawodnika tej edycji, którym jest Paul Abrahamian.
Przedstawił się jako dwudziestotrzyletni muzyk i właściciel małej firmy z L.A. Na samym początku został scharakteryzowany: "Who the hell is this guy? Paul is loud, in your face. On this game loud and obnoxious players they usually go home first". Zdanie dalekie od prawdy, bo Paulowi udało się dotrzeć do finałowej trójki, w której jest jedynym "newbie". Trzeba przyznać, że muzyk od samego początku rzucał się w oczy. Jeżeli nie poprzez wygląd to z pewnością dzięki swoim komentarzom w pokoju zwierzeń. Wypowiada się dowcipnie, czasem rozsądnie, a niekiedy z pewnego rodzaju bezczelnością. Jest też całe mnóstwo słów, z którymi można go identyfikować: "friendship", "your boy", "pissed".
Paul nie ukrywał, że nie zna programu, w którym bierze udział. I pewnie z tego powodu od początku popadł w tarapaty. Pierwsze trzy tygodnie były dla niego bardzo ciężkie - był wrogo nastawiony do weteranów, znalazł się w mniejszości, został nominowany i tydzień po tygodniu musiał ratować skórę przed eliminacją.
Początkowo nie polubiłem go. Sojusz, w którym się znalazł wydawał się złożony z najgorszych mieszkańców (tu przyznaję, że bardzo się pomyliłem w swojej ocenie), był przeciwko sympatycznej grupce weteranów, wydawał się władczy i arogancki.


Polubiłem go w drugim tygodniu gry. Zaczął schodzić z pozycji wroga głównego sojuszu i w ten sposób udało mu się przetrwać kolejne tygodnie. Nie było to takie proste, bo był nominowany sześć razy w ciągu trwania całego programu. Oczywiście, taka ilość nominacji to nic wielkiego, zdarzały się osoby nominowane dziewięć (Spencer, BB15) lub dziesięć (Victoria, BB16) razy, ale zwykle byli to uczestnicy poddający się woli innych, ustawiani jako pionki i kompletnie niezauważani przez pozostałych zawodników. Natomiast Paul z każdej sytuacji musiał samodzielnie znajdować wyjście.
Jego największym atutem w grze jest wygadanie - potrafi przemawiać i zawsze robi to w sposób odważny, dowcipny i energiczny, dzięki czemu zjednuje sobie ludzi. To ważna zaleta od strony strategicznej, ale również ze względu na show, zwłaszcza, gdy pozostali mieszkańcy są bojaźliwi, unikają konfrontacji i wolą siedzieć cicho. Ponadto był lojalny. Oczywiście, bycie lojalnym w grze o pół miliona jest trudne i niejednokrotnie lojalność wpakowywała go w tarapaty. Czy się tym przejmował? Niespecjalnie. Paul cały czas działał na trybie "mam to gdzieś". I taka postawa towarzyszyła mu każdego dnia. Z innej perspektywy pokazał się dopiero w walce o głowę domu w finałowej czwórce. Pierwszy raz pokazał, że bardzo mu zależy. Nawet w studio było słychać szalejącą z radości publikę.


Zdecydowanie prowadził najlepszą grę, ale nie za samą grę zacząłem mu kibicować. Przede wszystkim polubiłem jego hałaśliwy charakter. Wszędzie jest go pełno - organizowanie własnego show, trollowanie innych mieszkańców, eksperymentalne pieczenie muffinek. Rozbraja mnie tym, że robi rzeczy, których się po nim nie spodziewałem. Zadanie-kara, w którym miał przeistoczyć się w agenta tajnych służb Zingboota, chodzić po domu w garniturze, przeszukiwać mieszkańców, czuwać nad bezpieczeństwem domu. Nikt inny nie sprawdziłby się w tej roli tak rewelacyjnie jak Paul.
Jego osobowość może drażnić i zapewne drażni, ale nie można zapominać, że jest to postać barwna, a dla takich właśnie oglądam programy reality show. 


Na stronie inquisitr odnalazłem porady finałowej trójki dla przyszłych mieszkańców domu wielkiego brata. Porady Paula doskonale odzwierciedlają jego charakter, a przy okazji są złośliwym prztyczkiem w nos dla innych uczestników tego sezonu:
  1. Drop your ego!
  2.  Have fun.
  3.  Be yourself… unless you suck.
  4.  Play your own game, you’re not Derrick or Dan.
  5.  F*** showmances!
  6.  Call people out… it’s fun!
  7.  Always remember… Friendship!!

niedziela, 18 września 2016

Big Brother 18 - przewidywania

Takiego tematu jeszcze nie robiłem, chociaż były podobne, ale dotyczyły Survivor. Przed finałem Big Brother 18 warto zastanowić się, jak ostatecznie rozłożą się głosy jurorów? Sytuacja przedstawia się ciekawie i trudno jest przewidzieć wynik finałowej potyczki jak było to w dwóch poprzednich sezonach. Finałową trójkę tworzą chłopak nominowany sześciokrotnie do odejścia oraz dwóch weteranów. Edycję zdominowały pary (showmance), a sam dom przepełniała napięta atmosfera, dużo mówiło się o ukoronowaniu zwyciężczyni (4 lata z rzędu wygrywali mężczyźni), a także o tym, jak traktowane były kobiety przez pewnych mężczyzn. Konflikty, zdrady i sympatie będą miały ogromny wpływ na ostateczny wynik. Chciałbym na szybko opisać jurorów i zastanowić się, komu i dlaczego mogą oddać swój głos.

Finałowa trójka: Paul, James i Nicole
Da'Vonne do programu przyszła jako weteran, ale pomimo tego nie stanowiła większego celu nowych uczestników. Na początku sprzymierzyła się z Nicole, ale ich drogi rozeszły się. Day nie jest zwolenniczką Nicole, ale mimo to przyznaje z bólem, że ta prowadzi najlepszą grę i prawdopodobnie będzie musiała oddać na nią swój głos. Myślę, że głos Da'Vonne jest mimo wszystko nadal "do zgarnięcia". Jak wiemy, Nicole nie jest odważna - unika konfrontacji  i pytania jurorów lub wygadany rywal (cześć, Paul) może odebrać jej szansę w oczach Day. Alternatywą mógłby być James - oboje są weteranami, oboje pochodzą z tego samego sezonu - to coś, co ich łączy i może wpłynąć na jej decyzję.
Zakiyah to prawdopodobnie najgorsza uczestniczka tej edycji (na pewno jeśli chodzi o kobiety) i druga jurorka. Grą się nie interesowała, a więc decyzję zapewne podejmie wyłącznie na podstawie swojej sympatii do finalistów. Początkowo miała sojusz z Paulem, ale szybko sprzedała go na rzecz weteranów, a tych jeszcze szybciej zmieniła na miłość swojego życia - Pauliego. Najpewniej w finale zagłosuje na Nicole, bo tak jakby były przyjaciółkami... Łączy je fakt posiadania "mężczyzny życia" w Big Brother, który po programie z pewnością jej nie oleje.
Bridgette  to chyba najtrudniejszy głos do odgadnięcia. Bridgette jest fanką programu, a więc można domyślać się, że podejdzie do swojego jurorskiego obowiązku poważnie i bez emocji. Z jednej strony chciała wygranej kobiety, a z drugiej przyjaźni się z Natalie, która była blisko Jamesa, a jeszcze z trzeciej trzymała się Paula.
Czwartym jurorem został Paulie. Wydaje mi się, że jego głos w dużej mierze jest oczywisty. Zagłosuje na Nicole z trzech powodów: trzymał się z nią od początku, to "dziewczyna" jego najlepszego kumpla, Nicole zadebiutowała w sezonie 16 razem z bratem Pauliego. Inną opcją jest Paul, z którym zaczął działać w pewnym momencie i tu muszę przyznać, że zaniepokoiły mnie jego wypowiedzi z domu jurorskiego. Paulie mówił, że decyzja będzie trudna, podsumował osiągnięcia będących w grze mieszkańców kompletnie ignorując Paula. Zastanawiam się, czy nic o nim nie miał do powiedzenia, czy jest to sprawka montażystów?
Michelle znana także jako Big Meech nie popisała się jako zawodniczka. Jest fanką i podchodziła do innych uczestników bardzo emocjonalnie. Nie kryje się z tym, że nie lubi Nicole i wyobrażam sobie, że oddanie na nią głosu byłoby dla Big Meech czymś niezwykle trudnym. Jej relacja z Paulem miała swoje zloty i upadki. Mimo kilku nieprzyjemnych sytuacji oboje potrafili razem żartować, bawić się, a więc jest jakaś szansa, że ostatecznie odda Paulowi swój głos. Największe szanse na poparcie Michelle ma James.Gdyby całe jury składało się z Michelle to James byłby zwycięzcą na 100%, bo nie dołożył ręki do jej eliminacji.

Walka o najważniejszą głowę domu.
Głos Natalie wydaje się oczywisty pod warunkiem, że w finale znajdzie się James. Sytuacja jest bardziej złożona jeśli czeka nas pojedynek Nicole kontra Paul. Wydaje mi się, że bardziej skłaniałaby się w kierunku Paula, ale o wszystkim zadecydowałaby konfrontacja z sędziami, która mogłaby być dość trudna dla Żmii.
Po dwóch eliminacjach Victor stał się szóstym jurorem. Sympatyczny facet cenił sobie przede wszystkim lojalność i przyjaźń z Paulem i ten głos również wydaje się być zarezerwowany. Jeżeli musiałby wybierać pomiędzy weteranami, wydaje mi się, że zagłosowałby na Nicole. Z Jamesem nie łączyło go zbyt wiele.
Podobnie jak James i Paul, także Nicole ma jeden pewny głos i jest nim Corey. Trzymał się z Nicole od samego początku i będzie wobec niej lojalny jako juror. Za większe zagrożenie/lepszego gracza od Jamesa uznał Paula i pewnie w ten sposób adresowałby swój głos, gdyby w finale zabrakło Nicole.
Dziewiąty juror nadal mieszka w domu Wielkiego Brata i będzie tam, aż do ostatniej chwili. Na kogo mogliby zagłosować Paul, James lub Nicole?
Zdrada i ewentualna eliminacja przez Nicole mogłaby zaboleć Paula, ale czy na tyle, aby zagłosować na Jamesa? Wydaje mi się, że nie. Nicole porównała Jamesa do Victorii ze swojego sezonu i uwierzcie mi, to nie jest komplement. Tym samym przyznała, że zagłosowałby na Paula. Z głosem Jamesa byłby problem, bo facet mało interesuje się grą i podejmowaniem ruchów. Gdyby miał wpływ na wybór przeciwnika w finale wybrałby Paula, a wyeliminował Sneakole, a to może oznaczać, że widzi w niej większe zagrożenie i sam ewentualnie zagłosowałby właśnie na nią.
Oczywiście, to wszystko są moje przypuszczenia i będzie można je zweryfikować dopiero po finałowym odcinku. Zapraszam do dyskusji, podzielenia się swoimi przewidywaniami.


Moje przewidywania
Sędziowie / Finaliści Nicole
Paul
James
Paul
James
Nicole
Da'Vonne Nicole James Nicole
Zakiyah Nicole Paul Nicole
Bridgette Paul Paul James
Paulie Nicole Paul Nicole
Michelle Paul James James
Natalie Paul James James
Victor Paul Paul Nicole
Corey Nicole Paul Nicole
Juror #9 Nicole Paul Nicole
Wynik 5-4 6-3 6-3
Zwycięzca Nicole Paul Nicole

A tutaj, jako bonus opinia publiczna:

niedziela, 4 września 2016

Big Brother w skrócie

Temat nieplanowany i z tej też racji bardzo chaotyczny. Po tym jak dałem się porwać brytyjskiemu Wielkiemu Bratu, postanowiłem napisać kolejny skrótowiec. Nie czekam z tym, bo jak wiadomo, pomysły na skrótowce przychodzą i bardzo szybko odchodzą.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem o programie Big Brother byłem bardzo młodym widzem, nieświadomym istnienia terminu reality show. Wtedy dowiedziałem się o telewizyjnym programie, w którym zamknie się ludzi w domu. W moim umyśle powstało wyobrażenie dużego budynku z zabitymi drzwiami i oknami, w którym z jakiegoś powodu zamyka się ludzi.Więzienie, czy co? Na szczęście moja wybujała wyobraźnia nieco różniła się od rzeczywistości. Polska oszalała na punkcie Wielkiego Brata. Wstyd było nie kojarzyć Manueli, Alicji-Gladiatora, czy Gulczasa. Program oferował to, co dzisiaj oferują portale społecznościowe typu Facebook - podglądanie życia innych ludzi.
Reality show po raz pierwszy zagościł w 1999 roku w holenderskiej telewizji. Program okazał się hitem, a sam format zaczął pojawiać się w innych krajach. Do tej pory Big Brother pojawił się w ponad pięćdziesięciu krajach. Rekordową liczbą edycji mogą poszczycić się twórcy brytyjskiego Big Brother Celebrity (właśnie ukończyli sezon 18), ale doganiają ich amerykanie z właśnie trwającą "osiemnastką". W Polsce powstało pięć i pół edycji. Pierwsze trzy sezony w latach 2001-2002 roku wyemitowała telewizja TVN, kolejne dwa, a także sezon specjalny (vipowski) w 2007-2008 w telewizji TTV.

Finałowa trójka pierwszej edycji Big Brother.
Jak wyglądała pierwsza polska edycja? W programie udział brało na ogół dwanaście osób (liczba uczestników zmieniała się w zależności od edycji i jej potrzeb). Dom był odizolowany od świata - mieszkańcy nie mieli telewizji, prasy ani kontaktu z kimkolwiek z zewnątrz. Jedyną osobą z jaką utrzymywali kontakt był złowrogi Wielki Brat, któremu są winni bezwzględne posłuszeństwo (akurat z tym różnie bywało, ale wiecie ;)). W rodzimej wersji głosu Wielkiemu Bratu użyczył Jarek Ostaszkiewicz i w tej roli sprawdził się doskonale. Brzmi przerażająco, prawda? Wprowadzasz się do domu naszpikowanego kamerami, mieszkasz z jedenastoma obcymi ludźmi, nie masz kontaktu ze światem, a wszystko zależy od kaprysów tajemniczego głosu tytułującego się Wielkim Bratem. Podobieństwa do powieści Orwella nie są przypadkowe, a słynne "WIELKI BRAT PATRZY" jeży włosy na głowie.
Ważnym elementem gry był nominacje. Co tydzień każdy z uczestników musiał podać dwa (w piątej edycji były trzy) imiona osób, które chce wytypować do opuszczenia domu. Osoby z największą ilością głosów zostawały nominowane, a ich los zależał od widzów. Zwycięzca opuszczał program bogatszy o pół miliona złotych. W polskie edycje wygrywali: Janusz Dzięcioł (najstarszy z polskich zwycięzców), moja faworytka Marzena Wieczorek, jakiś Piotr Borucki, którego kompletnie nie pamiętam, jednoosobowy kabaret Jola Rutowicz, sympatyczny góral Janusz "Jasiek" Strączek, a wersję "z gwiazdami" Jarek Jakimowicz.
Do dzisiaj wielu z nas pamięta bohaterów pierwszej edycji, śmiech Manueli, nominowaną co tydzień Alicję, Sękocińskich didżei, wyście Pici. Wiele z tych osób po programie korzystało ze swojej popularności i dobrze na tym wychodziło, inni potraktowali grę jako jednorazową przygodę życia i wrócili do swoich spraw. 


Mam nadzieję, że Paul wygra amerykański Big Brother.
Poza naszym rodzimym wielkim bratem oglądałem wersje amerykańskie, kanadyjskie oraz brytyjską. W zasadzie na opisanie moich przemyśleń każda z tych edycji powinna otrzymać własny post, ale skupię się jedynie na ogólnikach. Brytyjska była zbliżona do naszego formatu, a więc podaruję sobie rozpiskę na jej temat i skupię się na sezonach z Ameryki Północnej, które oferowały oferują zupełnie inne zasady rozgrywki.
Od drugiej edycji BB US znacząco zmienił zasady programu. Przede wszystkim zmniejszył rolę widowni w podejmowaniu najważniejszych decyzji. W każdym tygodniu mieszkańcy konkurują ze sobą w zadaniach o głowę domu (Head of Household) oraz veto (Power of Veto). Zadaniem głowy domu jest nominowanie dwóch osób do eliminacji. W programie na żywo wszyscy uczestnicy (poza nominowanymi oraz nominującym) głosują na osobę, która ma opuścić program i tak aż do finału, w którym udział bierze ostatnia dwójka. O czyimś zwycięstwie decydują wyeliminowani mieszkańcy. Ogromnym plusem tej wersji jest montaż - nie ma dłużyzn, opowiadanie przez uczestników w pokoju zwierzeń wydarzenia są emocjonujące i zabawne. Minusem są sami mieszkańcy - wielu z nich jest po prostu nieprzyjemnych, nudnych, albo irytujących. Trudno też o jakieś większe emocje pod koniec, gdzie ukoronowanie zwycięzcy jest bardziej formalnością niż zaskoczeniem. Jeżeli kogoś interesuje format to polecam zabrać się za trzeci sezon kanadyjskiego Wielkiego Brata, albo amerykańską czternastkę lub siedemnastkę.
I dlaczego w Polsce nie robi się już Big Brothera? Przede wszystkim to drogi format, a czas reality show jako interesującej nowości minął. Ogromnym problemem (to problem, który ma większość polskich programów) realizacyjnym w Polsce okazał się pośpiech. Na przestrzeni dwóch lat powstały trzy edycje: dwie letnie i jedna zimowa. Wersje anglojęzyczne, które oglądam powstają raz w roku i zajmują czas letni. Widzowie w ten sposób nie odczuwają przesytu i fani co rok mogą powracać do nowej, zaplanowanej bez pośpiechu edycji.



W skrócie
Big Brother Program typu reality show
Tytuł Data powstania Coś tam napisałem Ocena
Big Brother 2001 Wielki początek. Wspominam edycję z ogromnym sentymentem. 6/10
Big Brother 2 2002 Wypada nieco słabiej od poprzedniczki, ale nadal interesuje. 6/10
Big Brother: Bitwa 2002 Niby odświeżono format, ale to za mało. Wyjątkowo niesympatyczni uczestnicy. Jedyne co pamiętam z sezonu to Frytka. 4/10
Big Brother 4.1 2007 Minusów wyliczyć się nie da. 1/10
Big Brother V 2008 Dużo kłótni, uczestnicy mało ciekawi, ale oglądało się lepiej. 4,5/10
Big Brother 14 US 2012 Moje drugie spotkanie z amerykańską wersją. Sezon wspominam dobrze. 6/10
Big Brother 15 US 2013 Słabo się robi. Rasistowskie komentarze, agresja i wszystko z ust ładnych i wydawało się wykształconych, młodych kobiet. 3/10
Big Brother 16 US 2014 Nuuuuuuuuuuuda. 2/10
Big Brother CAN 3 2015 Przykład dobrze zrealizowanego reality show. 7/10
Big Brother 17 US 2015 Sympatyczni mieszkańcy i interesująca końcówka. 6/10
Big Brother 17 UK 2016 Całkiem sprawna realizacja i ciekawy pomysł z dwoma domami. 7/10

Grafiki pochodzą z Google.
Zapraszam do innych skrótowców. Jeśli macie jakieś pomysły na nowe skrótowce to czekam na propozycje. 

czwartek, 22 października 2015

Top Chef - wrażenia

Dziwne zjawisko. Sprawy żywienia obchodzą mnie mało, jeść nie lubię, a grymasić nad zupą nadal potrafię pomimo swoich lat. Pomimo takiego nastawienia z ogromnym zainteresowaniem śledzę programy z gotowaniem w tle pokroju amerykańskiego Master Chefa, a także naszych Ugotowanych oraz Kuchennych Rewolucji - mimo to bardziej od potraw interesuje mnie sama rywalizacja kucharzy. Wczoraj pierwszy raz udało mi się obejrzeć odcinek piątej edycji Top Chefa emitowanej w Polsacie. Z Top Chefem zawsze byłem na bieżąco (no, drugi sezon oglądałem w kratkę) i sam nie wiem, jak to się stało, że dopiero wczoraj, i to właściwie przez przypadek, nadziałem się na odcinek tego programu. I mam kilka luźnych przemyśleń, którymi chciałbym zapełnić post z cyklu "o niczym".
Przede wszystkim w grze zostało sześciu kucharzy (ta, ładnie musiałem olać piątą edycję, że budzę się dopiero na półmetku). W grupie, co okazało się miłą niespodzianką, po raz pierwszy było trzech panów i yle samo pań. To co zawsze raziło mnie w oczy to dysproporcja uczestników (pozdrawiam III edycję). Tak, tak, wiem... Pomiędzy umiejętnościami a płcią nie ma znaku równości, a gender i inne głupoty wywalić za okno, ale mimo wszystko mówimy o konkursie telewizyjnym, gdzie w dużej mierze obok talentu, ciężkiej pracy liczy się również charakter i estetyka. Program z cyklu reality powinien zachowywać równowagę. Dlatego też plus za aż trzy panie w finałowej szóstce. Kolejny plus leci za obecność, aż dwóch osób z Poznania.
I tu w szczwany sposób zrobię spację, aby przejść do bohaterów odcinka. Po jednym odcinku strasznie ocenić uczestników oraz ich zaangażowanie. Naturalnie, sympatię zdobyli poznaniacy, a także para, która niestety została wyeliminowana (nie pamiętam imion). Nie do końca rozumiałem też dlaczego wszyscy w mniejszym lub większym stopniu jeździli po Anieli. Tym bardziej, że pomimo chaosu jaki wokół niej się tworzył z obu konkurencji wyszła obronną ręką.
Konkurencje, eh... Ile to już razy było tiramisu? Serio, tu widać przewagę Master Chefa nad Top Chefem, którego konkurencje są ciekawe i często zróżnicowane, a tu schemat goni schemat (jeśli można tak to ująć). I Stefano Terrazzino jako ekspert. Strasznie denerwuje mnie polsatowska polityka, która ciągle stara się promować własne gwiazdki. Co mnie uderzyło to brak immunitetu dla zwycięskiego zespołu, albo chociaż dla jednej osoby. No, bo wszyscy byli tak świetni, że nie potrafią wybrać, ale jak mamy już rundę eliminacyjną to odpadają dwie osoby, bo ich potrawy były w równym stopniu beznadziejne. I tu pojawia się element, który niezwykle drażnił mnie w poprzedniej edycji TC: eliminowanie więcej niż jednej osoby na odcinek, a potem dogrywka wyeliminowanych, ewentualnie dorzucanie nowych, bo w pewnym momencie zaczyna brakować uczestników. Na sam koniec odcinka zapowiedziano "kuchnię ostatniej szansy", czyli szykuje się powrót wyeliminowanej osoby. Jak zwykle zadaję sobie pytanie, po co? Poza tym mają powrócić zwycięzcy poprzednich edycji (jako goście/jurorzy) - fajnie, że program nie zapomina o swoich zwycięzcach, ale czy muszą sprowadzać ich co edycję? Jeszcze kilka sezonów i w studio będzie więcej zwycięzców niż uczestników ;) Odcinek podobał mi się i o ile nie zapomnę za tydzień to obejrzę kolejny.
Wydaje mi się, czy Basiura roztył się na twarzy jak chomik, albo świnka morska?

poniedziałek, 15 czerwca 2015

5 sezonów, od których można rozpocząć przygodę z Survivor

Przysięgam! Przysięgam, że jest to już przedostatni temat dotyczący Survivor na długi okres czasu, może nie, aż do następnej dekady, ale sporo wody upłynie zanim będę bawił się w kolejne rankingi, listy itd. Post będzie służył za reklamówkę, ale nie będzie to reklamówka natarczywa i głośna, ale taka jak autor (czyt. ja), subtelna i elegancka. Temat powinien być skierowany, w założeniu, bo w praktyce pewnie i tak będzie inaczej, do osób, które Survivor nie znają, ale chciałby poznać lub zostały zmuszone do zapoznania przeze mnie. Oczywiście, nie jest to żaden ranking najlepszych sezonów, a jedynie sugestia od czego zacząć.

Survivor: The Australian Outback
 (sezon 2, 2001)
Plemię Ogakor podczas konkursu
Jeżeli koniecznie chce się rozpocząć przygodę z Survivor od początkowych serii to warto sięgnąć po Australię. W przeciwieństwie do poprzedniczki, edycja druga wydaje się być bardziej profesjonalna, a przy tym zachowuje klimat oryginalnej serii. Pojawiają się uważane dzisiaj za klasykę konkursy, trochę strategii i bardzo sympatyczna grupa ludzi, z których wielu powróci w przyszłych sezonach typu "all stars". I warto powiedzieć o różnicy pomiędzy tym sezonem, a kolejnymi: całość trwa 42 dni, a nie 39, a więc można odczuć trochę brak dynamiki.

Survivor: Amazon
(sezon 6, 2003)
Za mało drewna źle, za dużo drewna pożar!
Po latach przypominałem sobie o Survivor właśnie dzięki temu sezonowi i dlatego też wpisuję go na listę. Jasne, mocno się zestarzał, ale nadal bawi. Amazonia, obok Gabonu jest najbardziej oryginalną miejscówką w historii programu. Ponadto sezon miał zdecydowanie najciekawsze konkurencje i nie chodzi tu o ich widowiskowość, ale pomysł i to, że naprawdę przyjemnie się je oglądało. Jest to pierwszy (i zdecydowanie najlepszy) sezon, w którym dokonano podziału ze względu na płeć. Emocje, humor i ogólny fun można zawdzięczać naprawdę dobrej grupie uczestników.

Survivor: Pearl Islands
(sezon 7, 2003)
Outcast
Tutaj wahałem się. Wyspy Perłowe to jeden z najlepszych sezonów w historii programu. Przede wszystkim udało mu się przerwać monotonię poprzednich edycji. Na pierwszy plan wchodzą motywy pirackie, oryginalne otwarcie gry oraz ciekawe zmiany. Debiutują Rupert oraz Johnny Fairplay, których widzowie kochają, albo nienawidzą. Ten sezon potrafił być bardzo zaskakujący oraz kontrowersyjny i zaczynając oglądanie Survivor od niego trzeba mieć świadomość, że nie ma wielu edycji, które mogłyby konkurować z Wyspami Perłowymi.

Survivor: Tocantins - The Brazilian Highlands
 (sezon 18, 2009)
Jalapao kontra Timbira
Przyznam, że jestem umiarkowanym fanem tej edycji. Brazylia nie zachwyca, ale jest na tyle nieskomplikowana, że osoba niezaznajomiona z formułą programu może łatwo wciągnąć się. Ludzie są raczej sympatyczni lub szaleni i to właśnie oni stają się główną siłą tej edycji. Ze względu na formę, edycję można potraktować jako hołd dla wczesnych sezonów. Największym twistem jest Exile Island (wyspa wygnańców). Sezon szału nie robi, ale jest dobrym wstępem do późniejszych edycji.

Survivor: Worlds Apart
(sezon 30, 2015)
Escameca. Niebieskie kołnierzyki
To najnowszy sezon i  ze spokojem można rozpocząć Survivor właśnie od zapoznania się z Worlds Apart, bo jest najnowszy i spokojnie można rozpocząć swoją przygodę od niego. Ponadto edycja była emocjonująca. Mięliśmy mnóstwo zabawnych momentów, niespodziewanych eliminacji, konfliktów oraz charyzmatycznych postaci. Tym razem grupy podzielono ze względu na zawód, styl życia (czyt.kołnierzyk), co muszę przyznać, pomimo moich wcześniejszych obaw wyszło całkiem dobrze.

Ogólnie to piszę, żeby pochwalić się nowym nagłówkiem blogaska  ;p

piątek, 29 maja 2015

Najlepsi zawodnicy Survivor (21-30)

Trzecia dekada Survivor dobiegła końca. Jaka była? Miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale ostatecznie broniła się. Z tej okazji postanowiłem przygotować listę 10 najlepszych Ryzykantów. Przez "najlepszy" definiuję strategię, widowiskowość i w nieco mniejszym stopniu sympatię, czyli jednym słowem ogół gry jaką prowadziła dana osoba. Jedyna zasada: aby zakwalifikować się do rankingu trzeba było zadebiutować w sezonach 21-30, czyli temat podobny, ale zupełnie inny od ostatniego.


*Poniżej znajdują się spoilery*

11
Sash Lenahan (Nicaragua)
 
Niedawno miałem okazję ponownie obejrzeć Survivor: Nicaragua. Opinii o sezonie nie zmieniłem. Nie zmieniłem też zdania o Sashu, który był zdecydowanie najlepszym graczem tamtego sezonu. Nadal zastanawiam się, w którym momencie jego gra legła w gruzach? Kiedy wyeliminował Brendę? Kiedy NaOnka i Purpurowa Kelly zrezygnowały? Sash był świetny w składaniu obietnic i równie doskonały w ich łamaniu, co ostatecznie musiało się na nim zemścić. I jak na ironię stało to się w najgorszym z możliwych momentów: finałowej trójce.

10
Tasha Fox (Cagayan) 
Tasha była największym zaskoczeniem Survivor: Cagayan. Była w pełni świadomą zawodniczką, która nie bała się walczyć o siebie. Przede wszystkim potrafiła zjednywać sobie ludzi. Gdy poczuła, że panowie nie są z nią do końca uczciwi namówiła Kass do połączenia sił, dzięki czemu stała się nieformalną liderką Luzon. To ona w późniejszym etapie gry w Aparri zabiegała o głos Sarah, która na tamten czas wydawała się być mocno niezdecydowanym "swing votem". Po tym epizodzie jej rola zmalała i nie wiem, czy miało to bardziej związek z "Tony Show", czy zwyczajnie dała za wygraną.

9
Tony Vlachos (Cagayan)
Tony dostarczył mnóstwo rozrywki: jego pokręcone plany, kłamstwa, paranoje... Wszystko składało się na bardzo interesujący charakter i nie dziwię się, że w pewnym momencie Survivor: Cagayan zaczął kręcić się wokoło policjanta z New Jersey. Był bardzo dobrym strategiem oraz aktywnym graczem. Posiadał całkiem niezłą intuicję, ale popełniał bardzo dużo błędów, które na dobrą sprawę mogły go pogrążyć w każdej chwili.

8
Spencer Bledsoe (Cagayan)
Tu mam ogromny problem. Z jednej strony doceniam ogromny wkład Spencera w grę. Podejmował roztropne decyzje, miał świetny kontakt z innymi zawodnikami, potrafił wpływać na ludzi. Był kimś w rodzaju lidera, ale nie rzucał się w oczy swoją pozycją. Przy tym wszystkim wzbudzał ogromną sympatię u widzów. Spencera gubiła dopiero pewność siebie. Tak naprawdę dopiero postawiony pod ścianą potrafił mobilizować się do ostrej walki i wtedy było naprawdę fajnie. 

7
Carolyn Riviera (World Apart)
Nie mam wątpliwości: Carolyn jest najlepszym strategiem z Dirty30. Od początku prowadziła agresywną grę. Podczas każdego głosowania znajdowała się w większości i zawsze pozbywała się osób, które w pewien sposób jej zagrażały. Z jednej strony doceniała lojalność, ale z drugiej ciągle szukała nowych opcji. Myślę, że jej kluczowym błędem była eliminacja Tylera, a co za tym idzie w tamtym miejscu była już wyłącznie na łasce Mike, który odzyskał kontrolę. Mimo wszystko z całego sojuszu "Osi zła" zdecydowanie pracowała najciężej na finał. Ponadto jak na pięćdziesięciodwuletnią kobietę doskonale radziła sobie w konkursach.
 
6
Dawn Meehan (South Pacific, Fan vs Favourites 2)

Dawn pojawiła się w programie dwukrotnie. W Survivor: South Pacific (mój pierwszy oglądany "na żywo" sezon) dała poznać się jako wyjątkowo ciepła i trochę wycofana kobieta. Wtedy jej gra nie była doskonała, a wręcz przeciwnie... Miało się wrażenie, że Dawn nie do końca wie, czego chce. Do Survivor: Caramoan powróciła już ze świadomością popełnionych wcześniej błędów. Stała się osobą podejmującą najważniejsze decyzje, mającą zaufanie każdego gracza. Jej przegrana w finale, a właściwie brak jakiegokolwiek zrozumienia ze strony sędziów była wyjątkowo krzywdząca. Do dzisiaj Survivor: Caramoan jest jedynym sezonem, którego ostatecznego wyniku nie potrafię zaakceptować.

5
Hayden Moss (Blood vs Water)
Zdając sobie sprawę z tego, że może być postrzegany jako zagrożenie, Hayden od początku starał się nie zwracać na siebie uwagi. Miał bardzo dobrą pozycję w plemieniu Tadhana, a potem połączeniu zjednoczył siły z singlami. Jego gra nie polegała na przypadkowym kamuflowaniu się. W momencie, gdy tego najbardziej potrzebował przeszedł do ofensywy. Przede wszystkim cenię jego umiejętność przekonywania. Najpierw odwiódł Kat od zamiany z nim na Redemption Island, a potem wymusił na Cierze i Katie remis w głosowaniu.

4
Ciera Eastin (Blood vs Water)
Bez wątpienia Ciera jest jedną z najlepszych nowych zawodniczek z sezonów "returning vs newbie". Zmieniała strony, wchodziła w nowe sojusze i wykorzystywała każdą szansę, aby tylko wykupić sobie trochę więcej "życia w grze". Przy tym nie pozwalała, aby emocje kontrolowały jej czynami, o czym może świadczyć najbardziej hmm... "kontrowersyjna" decyzja podczas rady.

3
Natalie Anderson (Blood vs Water 2)
Kocham. Natalie rozbroiła mnie optymizmem. Uwielbiałem jej charakter, ducha walki, cierpliwość z jaką przygotowywała każdy swój ruch - nie wykonywała złych posunięć - rozbicie par w sezonie rodzinnym było genialne. Zawsze pracowała w obozie, cicha i związana zarówno z kobietami jak i mężczyznami, co odgrywało ważną rolę w sezonie, gdzie sojusze ułożyły się na męski i damski. Związała swoją grę z Jeremym, ale mimo tego szukała nowych ścieżek. Po tym jak jej partner został wyeliminowany zachowała spokój i za plecami swojego największego konkurenta tkała misterny plan. Ponadto jej gra nie została przedstawiona jako oczywista.

2
Vytas Baskauskas (Blood vs Water)
Vytas znał grę od podstaw, potrafił planować i dokonywać śmiałych ruchów, cały czas ukrywając się za przywódcą grupy. Nie mając ukrytego immunitetu oraz sprzymierzeńców po przemieszaniu przetrwał dwa głosowania, gdyż doskonale wiedział w jaki punkt uderzyć. To jak potrafił się ustawić w grze jest imponujące. Dużym problemem okazał się twist tego sezonu "Blood vs Water". Gdyby nie to, że wraz z bratem był postrzegany jako zagrożenie mógł prześlizgnąć się dalej. Vytas jest na liście zawodników 31 sezonu, a więc trzeba mieć nadzieję, że wykorzysta drugą szansę.

1
Kim Spradlin (One World)

Chociaż nie jestem fanem Kim to uważam ją za najlepszą zawodniczkę "trzeciej dekady", a może nawet najlepszą zawodniczkę w historii programu. Zdominowała swój sezon pod każdym względem. Zdobyła zaufanie wszystkich zawodników, wygrała kilka immunitetów, pozbywała się największych zagrożeń, a wszystko to robiła z ogromnym spokojem. Nic nie miało prawa wydarzyć się bez jej wiedzy. Jasne, przez to One World stał się jednym z najnudniejszych sezonów, ale klasy jej gry odmówić nie można.


To jedenastka zawodników, których z różnych powodów uważam za najlepszych. Oczywiście warto wspomnieć o innych, świetnych graczach, dla których niestety zabrakło miejsca w rankingu: Holly, Julie, Andrea, Jim, Denise, Lisa, L.J. oraz Reed i jeszcze kilka osób, o których pewnie zapomniałem.
Jeśli ktoś ma własny ranking to zapraszam do dyskusji.

niedziela, 17 maja 2015

Najgorsi zawodnicy Survivor (s21-30)

Trzydzieści sezonów Survivor minęło... To znaczy prawie minęło. Do ogłoszenia zwycięzcy #Dirty30 zostało jeszcze kilka dni, ale myślę, że finałowy odcinek Survivor: Worlds Apart nie wstrząśnie przygotowanym rankingiem. Postanowiłem stworzyć listę najgorszych zawodników, którzy debiutowali w edycjach 21-30. Aby znaleźć miejsce na tej liście wystarczy być głupim, albo mieć wyjątkowo paskudny charakter. W przeciwieństwie do listy najlepszych (opublikuję za tydzień) jej rewers tworzyłem w bólach. Morał z tego taki, że w Survivor bardzo łatwo popełnia się błędy, zaś rozegrać grę perfekcyjnie jest bardzo ciężko.

*SPOILERY*

11
Chase Rice (Nicaragua)

 Może to przez to, że jestem świeżo po powtórce z Survivor: Nicaragua, ale ten facet jest fatalny. Mógłbym mieć jakieś wątpliwości, gdyby wypadł po 2, 3 słabych epizodach, ale Chase pracował na tytuł najgorszego cały sezon. Jasne, dotarł do finału, ale popełniał ogromne błędy, których mógł unikać bez problemów. Każda jego zdrada była podyktowana jakimś absurdalnym powodem. Występ na finałowej radzie również nie należał do najlepszych.

10
Keith Nale (Blood vs Water 2)
W przeciwieństwie do pozostałych pozycji na tej liście Keitha darzę ogromną sympatią. Kupił mnie swoją szczerością, ciepłym usposobieniem, a także tym jak świetnie sobie radził w konkurencjach. Jeśli jednak chodzi o aspekt strategiczny gry to był fatalny. Wszystko za co się zabierał psuł: plany, sojusze... I nie mówię tu o zwyczajnym psuciu, ale o kataklizmie, który kilkakrotnie wkopał go po same uszy. Nie daję go wyżej, bo mimo wszystko nie wzbudza negatywnych emocji i w ewentualnym finale miałby spore szanse na wygraną.
9
Matt Elrod (Redemption Island)
Ciężko mi się ustosunkować do Matta. Jest lubiany ze względu na to, jak wymiatał w pojedynkach na Redemption Island. Matt miał dwie cechy, których jeśli nie odłożysz na półkę przed rozpoczęciem gry w Survivor wylądujesz na mojej liście, a były to uczciwość i naiwność. Zabójcze połączenie, które pozbawiło go szans na wygraną już na samym początku. Podobnych graczy do niego było wielu, ale tylko Matt dał się nabrać dwa razy na ten sam numer.

8
Brad Culpepper (Blood vs Water)
Brad padł ofiarą przekombinowania. Zostając wybranym na lidera trzeba bardzo uważać na każdy krok. Zaczął dobrze - stworzył sojusz, a potem wszystko poszło w diabły, a on sam stał się kapitanem tonącej łodzi. Wyeliminował z gry Johna, który w tamtym czasie był jego najlojalniejszym sojusznikiem. Potem zaczął spiskować przeciwko Calebowi, który... również był po jego stronie. Brad był mistrzem w robieniu sobie wrogów, co przy okazji negatywnie odbiło się na grze jego żony.

7
Jeff Kent (Philippines)
Jeff Kent mógł być dobrym graczem, gdyby nie to, że całą swoją grę skoncentrował a chęci pozbycia się Jonathana. Jasne, eliminacja tak silnego gracza jest ogromnym ruchem, ale czy dążenie do tego ponad wszelką logikę nie mija się z celem? Na dokonanie tego posunięcia Jeff wybrał najgorszy z możliwych momentów: połączenie. Zaryzykował wszystko przeskakując do Tandang, a tym samym zniszczył grę swoją i swoich sojuszników. Największym wrogiem Jeffa w grze okazała się przerośnięta ambicja.

6
Garrett Adelstein (Cagayan)
 Garrett to druga wyeliminowana osoba w Survivor: Cagayan. Mam z nim ogromny problem, bo rozpoczął całkiem nieźle: znalazł ukryty immunitet, stworzył silny sojusz, zainicjował eliminację największego konkurenta po czym wszystko schrzanił. Przed kolejną radą "zabronił" grupie strategicznych rozmów, a tym samym wzbudził sporą nieufność Tashy. W rezultacie kobiety połączyły siły i wyeliminowały Garretta z ukrytym immunitetem.

5
Brandon Hantz (South Pacific, Fan vs Favourites 2)
Brandon dostał się do programu tylko dzięki temu, że we wcześniejszej edycji wystąpił jego wujek, Russell. W sumie nie wiem jak opisać Brandona. Impulsywny paranoik, który nie potrafi przegrywać. Jego największym ruchem w Survivor: South Pacific było oddanie indywidualnego immunitetu, co było równoznaczne z jego eliminacją. Występu w Survivor: Caramoan nie skomentuję. Za młodym Hantzem nie kryła się żadna strategia, a jedynie dokuczliwy charakter.

4
Christina Cha (One World)
W zasadzie od początku jej gra prowadziła donikąd. Nie miała sojuszu, dobrych relacji z pozostałymi graczami, ani woli walki. Christina pełniła rolę piątego koła u wozu. Dotarła do finałowej czwórki i tam pogodziła się z faktem swojej eliminacji. Po prostu stwierdziła: "pozostałe trzy osoby mają sojusz i głosują na mnie dzisiaj, ok". Rozumiem poddać się dnia 10, 21, ale na dzień przed finałem?

3
Drew Christy (Blood vs Water 2)
 Są tacy ludzie, którzy po prostu grają na nerwach. Są tacy ludzie, którzy grają w Survivor. I są tacy, którzy idą do programu bez znajomości wcześniejszych sezonów. I jest Drew: irytujący, głupi i leniwy. Kulminacją jego krótkiego występu w Survivor: San Juan Del Sur było podłożenie zadania i próba eliminacji Kelley, która mogła obrócić kobiety przeciwko mężczyznom (dla niewtajemniczonych: w grupie jest 5 facetów i 4 kobiety, także matma Drew rządzi). Oczywiście nawet plan pozbycia się Kelley jest beznadziejny, bo mówi o nim tuż za plecami zainteresowanej.

2
Dan Foley (World Apart)
Do finału Survivor: Worlds Apart zostało jeszcze kilka dni (w zależności od tego, kiedy opublikuję ten post), ale jedno jest dla mnie pewne: Dan jest najgorszym zawodnikiem #Dirty30. Nie było epizodu, w którym Dan nie działaby na nerwy, albo nie popełniał błędu. Z jednej strony jego nieumiejętność budowania relacji z pozostałymi graczami, a z drugiej wyjątkowo fałszywy charakter i przekonanie o własnej nieskazitelności. Bez trudu dał się zmanipulować i ostatecznie niczego nie wniósł do gry.

1
Colton Cumbie (One World, Blood vs Water)
Z pełną świadomością mogę podpisać się pod stwierdzeniem, że Colton to najgorszy gracz sezonów 21-30. Zaczynając od charakteru: dwulicowy, rozpieszczony, czerpiący przyjemność z poniżania innych kretyn. Jego posunięcia w grze były doskonałe: najpierw odciął się zupełnie od swojej grupy, bo "on woli być z dziewczynami". W ten sposób na własne życzenie stał się wyrzutkiem. Dopiero po rozmowie z Sabriną zdecydował się łaskawie porozmawiać z kimkolwiek z Manono. Potem postanowił "oddać" immunitet Salani, bo miał ochotę pójść na radę plemienia. Najgorsze jednak jest to, że "kontrowersyjność" Coltona pomogła mu się dostać do sezonu 27, gdzie kolejny raz mogliśmy poznać go jako złośliwego i rozpieszczonego dzieciaka. Na całe szczęście po kilku dniach stracił ochotę na grę i zrezygnował.


Naprawdę okropna lista. Na całe szczęście kolejne trzy, cztery posty dotyczące Survivor będą dużo przyjemniejsze w odbiorze. Zgadzacie się z moją listą? Jak wyglądałaby wasza lista najgorszych? Zapraszam do dyskusji.