poniedziałek, 28 marca 2016

Dziesięć ostatnio obejrzanych

Trochę czasu miałem i postanowiłem nadrobić filmowe zaległości. I postanowiłem się pochwalić tytułami filmów, które obejrzałem w marcu. Prawdopodobnie żaden z tych tytułów nie znajdzie się na mojej liście najlepszych filmów 2016, ale przyznam, że do niektórych wrócę za jakiś czas z przyjemnością. I uprzedzam. Jeśli ktoś chce obejrzeć dany film to w moich luźnych przemyśleniach mogą pojawić się spoilery.

Bedbug (2014)
Co jakiś czas z przyjemnością sięgam po film krótkometrażowy. I jak w każdej dziedzinie, zdarzają się lepsze i gorsze, bardziej i mniej profesjonalne. Bedbug o zaledwie siedmiominutowy horror, którego akcja w całości rozgrywa się w dziecięcym pokoju. Dziesięcioletnia Dee panicznie boi się stworzenia znajdującego się pod jej łóżkiem. W zasadzie to trudno opisać tak krótki film, aby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów. Miejsce akcji jest na swój sposób upiorne, a scenki nagrywane przez bohaterkę telefonem wpasowują się w klimat historii. Coś czuję, że niedługo stworzę ranking najfajniejszych krótkometrażówek.
 6/10

Waleria i tydzień cudów (1970)
Ano łączy się z poprzednim postem, ale po kolei... Na potrzeby tematu o polskim horrorze szukałem oryginalnych masek. I tak trafiłem na artykuł dotyczący filmowych przebrań, a wśród nich na maskę z filmu Waleria i tydzień cudów. Pchnięty ciekawością postanowiłem obejrzeć. I jestem zadowolony, bo rzadko zdarza mi się oglądać produkcje, które nie są amerykańskie, polskie czy francuskie, a tu trafił się film produkcji czechosłowackiej. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to kino łatwe. Pozorna jawa miesza się ze snem. Jak każdy film surrealistyczny zmusza widza do interpretacji.
7/10

The Wicked (2013)
Skusiłem się dzięki WatchMojo, który umieścił postać z tego filmu na liście dziesięciu najstraszniejszych czarownic. I kolejny raz przekonałem się, że ów rankingi są pozbawione jakiejkolwiek wartości. Fabuła koncentruje się wokół miejskiej legendy czarownicy. Jeśli ktoś wybije okno jej domu zostanie przez nią porwany. Zjawia się grupa baranów, która postanawia przekonać się o prawdziwości legendy. Pierwsza połowa filmu to kompletna nuda zmuszająca widza do poznawania antypatycznych bohaterów, druga połowa to bieganie po lesie i domu czarownicy. Wszystko dzieje się bez większego ładu, składu, ale kogo to obchodzi?
2/10

Babadook (2014)
Jeśli jakiś film z tej dziesiątki ma szansę znaleźć się w moim podsumowaniu to właśnie ten. Przede wszystkim nie jest to horror w takim samym znaczeniu jak Egzorcysta czy Obecność. Jest to przede wszystkim dramat matki, która po śmierci męża samotnie wychowuje syna. Pewnego dnia jej syn znajduje książkę obrazkową o panu Babadooku. Od tamtej chwili życie matki i syna zmienia się w piekło. Nie wiem, czy to będzie duży spoiler, ale tytułowy Babadook ucieleśnia obawy głównej bohaterki, z którymi można walczyć, ale nie można ich się pozbyć.
8/10

Pogoń za milionami (1989)
Kolejny tytuł, który reklamuje się Sandrą Bullock na okładce, ale przynajmniej grała w nim większą rolę niż w takim Hangmen. Film opowiada o facecie, który postanawia założyć firmę oferującą nową religię. Koncept fajny, ale wykonanie trochę kulało. Myślę, że ta produkcja o wiele lepiej sprawdziłaby się jako serial. Przede wszystkim ze względu na dużą liczbę postaci i wątków, które można było bardziej rozwinąć. W główną rolę wcielił się Jonathan Penner, który za kilkanaście lat stanie się jednym z ważniejszych graczy w Survivor: Cook Islands, także polecam film fanom tego reality show.
4/10


Bella i Sebastian (2013)
Co tu pisać? Po prostu udane kino familijne. Opowieść o psie i chłopcu. Miejscem akcji jest spokojna francuska wioska, której życie toczy się z dala od wojny. Oczywiście ta wojna jest obecna i co ważniejsze odgrywa ważną rolę w historii, ale dla dwójki głównych bohaterów jest czymś odległym i nierealnym jak "Ameryka za górami". To przyjemny w odbiorze film ze wspaniałym i odważnym psem oraz fantastycznymi widokami. Niewykluczone, że za jakiś czas sięgnę po kontynuacje.
7/10


Wiek Adaline (2015)
Do tego tytułu długo się przymierzałem. Najpierw oczekiwanie na premierę, a po premierze przekładanie seansu ze względu na brak czasu, nastroju, aż wreszcie postanowiłem obejrzeć. I kurde... Największym plusem jest rola Blake Lively, która nie jest wyłącznie piękną kobietą, ale także zdolną aktorką. Stworzyła naprawdę świetną postać dojrzałej, inteligentnej kobiety, która nie starzeje się. Rozczarowała mnie sama historia. Liczyłem, że niebanalny pomysł będzie bardziej wyrazisty, dynamiczny, a Wiek Adaline będzie historią o całych dekadach, wielkich zmianach bohaterki, a także  świata wokół niej. Moje oczekiwania trochę przerosły film. Tak, czy inaczej to dobry romans.
6/10

Miasteczko, które bało się zmierzchu (2014)
Na film natrafiłem przez zupełny przypadek, a gdy okazało się, że jego producentem jest Ryan Murphy (ten pan od American Horror Story) postanowiłem obejrzeć. Film nawiązuje do horroru The Town That Dreaded Sundown z 1976, który z kolei opowiadał luźną historię morderstw do jakich doszło w prowincjonalnym Texarkana w 1946 roku. To nic nowego, momentami może nużyć. Taki sobie slasher, ale powinien spodobać się fanom serii Krzyk, gdyż w dużej mierze historia skupia się na tropieniu mordercy. Na plus morderstwo za pomocą instrumentu muzycznego. 
5/10

Wiejska idylla (2013)
Moim jednym problemem z tym filmem był brak zdecydowania ze strony twórców, bo cały czas balansowali pomiędzy komedią, a thrillerem. Mimo to Wiejska idylla spodobała mi się. Ze wszystkich filmów w jakich widziałem Malin Åkerman to chyba była jej najlepsza rola. I Tyler Labine również wypadł fajnie. Historia kręci się wokoło pary odpoczywającej w domku nad jeziorem. Romantyczny wypad psuje pojawienie się irytującego brata oraz jego dziewczyny, którzy całkiem przypadkowo zostają zamordowani. Wszystko się wali, bo zwłoki ukryć trzeba, a policja oraz świadkowie nie ułatwiają. Film niepokojący i groteskowy.
6/10

Idź twardo: historia Deveya Coxa (2007)
John C. Reilly wciela się w rolę piosenkarza, Deveya Coxa. Film przedstawia całe jego życie rozpoczynając od wczesnych lat spędzonych na farmie, pierwsze koncerty, aż po spokojną starość. Ta "biografia" miała przede wszystkim parodiować styl życia muzyków i robiła to fenomenalnie. Każdy wygłaszany tekst, kolejna scena oraz postać jest niewiarygodnie absurdalna i nie ma czego się czepiać. Scenarzyści wykonali dobrą robotę. Poza tym John C. Reilly naprawdę nieźle radzi sobie z mikrofonem.
7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz