poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Aktorzy komediowi

czyli 7 aktorów, wywołujących uśmiech na mojej twarzy

Nie łatwo jest być komikiem, ale są aktorzy posiadający ogromny talent do rozśmieszania ludzi. Ich poczucie humoru, życzliwy, naturalny śmiech, mimika, szaleństwo jakim obdarzają filmowe postacie wynikające czasem z tego jakimi są ludźmi prywatnie, a czasem z tego jak profesjonalnie podchodzą do swojej pracy. Chciałbym przedstawić siedmiu moich ulubionych aktorów komediowych.



Tyler Labine
Listę otworzy Kanadyjczyk, Tyler Labine. Nie jest on może najbardziej rozpoznawalnym aktorem w tym zestawieniu, chociaż współpracował już z Melissą McCarthy (Szefowa) oraz Jasonem Sudeikisem (Zróbmy sobie orgię). Zwykle przypadają mu w udziale role komediowe, ale nie zawsze w filmach komediowych. To facet, który wchodzi w środku dramatycznej sceny i rozładowuje napięcie. Gra postaci nieco niezdarnych, trochę nieogarniętych życiowo, ale dobrodusznych bohaterów. Najlepiej to widać w niedocenionym serialu Deadbeat, gdzie jako medium pomaga duchom w dokańczaniu ich niezałatwionych za życia spraw i zwykle wpada w jakieś tarapaty. Jednak największym sukcesem, jak dotąd, jest rola nieśmiałego Dale'a w komedio-horrorze Porąbani. Uwielbiam scenę, w której Dale próbuje przedstawić się Allison, ale przez własne zdenerwowanie wychodzi na socjopatę. Ma ogromny potencjał komediowy i zdecydowanie częściej powinien być obsadzany w rolach pierwszoplanowych.
Najlepszy film: Porąbani, 2010
Najlepsza rola komediowa: Dale (Porąbani, 2010)

  
Kristen Wiig
Żart należy opowiedzieć szybko i z trafną puentą. Nic dziwnego, że aktorzy komediowi robią wszystko, aby ich postaci były dynamiczne. Kristen Wiig to zupełnie inna para kaloszy. Jej flegmatyczne postaci często usiłują zachować powagę w najbardziej absurdalnych sytuacjach. W filmie Wpadka grała epizod, asystentkę dyrektora telewizji (nawet nie wiem, czy otrzymała imię). Jej postać ewidentnie nie lubiła głównej bohaterki, co po chwila dając jej jakieś nieprzyjemne aluzje. Innym razem gra znudzoną żonę  (Między nami bliźniakami) lub naukowca próbującego odciąć się od pokręconej przeszłości (Pogromcy duchów). Każdy jej występ daje mnóstwo zabawy.
Najlepszy film: Druhny, 2011
Najlepsza rola komediowa: Annie (Druhny, 2011)



Kate McKinnon
Przyznam się, że długi czas nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo ją lubię. Kojarzyłem twarz i projekty, w których brała udział, a przy tym zawsze będąc pod wrażeniem ogromnej pracy jaką wkłada w swoje filmowe wcielenia, ale nie miałem bladego pojęcia jak właściwie się nazywa. Kate jest bardzo często obsadzana w drugoplanowych lub trzecioplanowych rolach. Mimo to za każdym razem błyszczy w obsadzie. Przykład? Ghostbusters. Pogromcy duchów, gdzie partnerowały jej dwie wybitne aktorki komediowe, Wiig oraz McCarthy, a mimo tego to właśnie McKinnon okazała się najjaśniejszym punktem produkcji ratującym go przed klęską. Za rolę ekscentrycznej Holtzmann otrzymała nominację do Saturna. Kate była już wredną heterą i firmową służbistką. Postaci w jakie się wciela często są introwertyczne, dziwne, a przy tym dodają kolorytu ekipie. Najbardziej lubię Mary z Firmowej Gwiazdki, ale jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć ją bliżej pierwszego planu, polecam Ostrą noc.
Najlepszy film: Firmowa Gwiazdka, 2016 
Najlepsza rola komediowa: Mary (Firmowa Gwiazdka, 2016)



Jason Sudeikis
W roku 2005 zadebiutował w programie Saturday Night Live, a już dwa lata później zagrał niewielką rolę w Jak złamać dziesięć przykazań. Komedia o dekalogu nie była przełomem, nie była nawet dobra, ale otworzyła mu drogę do kolejnych filmów, aż w końcu otrzymaliśmy komedię kryminalną Szefowie wrogowie. Przede wszystkim lubię poczucie humoru i zdolności improwizacyjne Jasona. Najlepiej dowodzi tego Millerach, gdzie reżyser często dawał aktorom wolną rękę w prowadzeniu danych scen. W materiałach dodatkowych jest całe mnóstwo scen niewykorzystanych, w których Sudeikis improwizuje dialogi. Posiada naturalną charyzmę dzięki, której każda rola ma w sobie mnóstwo luzu, swobody i niewymuszonego optymizmu. Moją ulubioną rolą Jasona jest David Miller, za którą zresztą otrzymał aż cztery nominacje. Jakby ktoś miał jednak ochotę na nieco poważniejszy klimat to polecam Monster.
Najlepszy film: Szefowie wrogowie, 2011
Najlepsza rola komediowa: David Clark (Millerowie, 2013)

Oficjalnie przechodzimy do powerhouse'a, czyli mojego top 3


Melissa McCarthy
Są komedie zabawne i takie, które rozwalają cię na łopatki dzięki Melissie McCarthy. Uwielbiam ją. Właśnie takiej kobiety potrzebowało Hollywood. Pierwszy raz widziałem ją w serialu Kim jest Samantha?, gdzie wcieliła się w postać przyjaciółki tytułowej bohaterki z czasów szkoły. Zawsze uśmiechnięta, chociaż bardzo samotna, Dena z miejsca stała się moją ulubioną postacią. Myślę, że największym atutem McCarthy jest jej osobowość. Gra kobiety bezczelne, potrafiące rozpychać się łokciami, a przy tym zyskują one sympatię widzów. Są świetne. Nie boją się być tym kim są, ba! Są dumne z bycia outsiderkami. Przy tym zawsze śpieszą z pomocą przyjaciołom. Wystarczy przypomnieć sobie Druhny i niekonwencjonalne metody pocieszania Annie przez Megan. Melissa nie jest wyłącznie zabawna, ale ma w sobie mnóstwo ciepła i dlatego jako twardzielka policjantka zdobywa sympatię widowni.
Najlepszy film: Agentka, 2015
Najlepsza rola komediowa: Diana (Złodziej tożsamości, 2013)


Simon Pegg
Długi okres czasu Simon był moim naj, naj... Obejrzałem praktycznie każdą komedię z jego udziałem. Mimika, gesty, żarty i odniesienia do kultury popularnej. Pokochałem go za Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi, a całkowicie pochłonęły mnie produkcje reżyserowane przez E. Wrighta z serialem Spaced na czele. Simon udowadnia, że można być super bohaterem, nawet nieco pokracznym, któremu czasem wszystko spada na głowę. Ostatnio Simon mniej gra w komediach na rzecz kina bardziej obyczajowego, ale nie mam mu tego za złe. Wręcz przeciwnie, z jeszcze większym oczekiwaniem czekam na kolejne komedie, a póki co zabieram się za jego książkę.
Najlepszy film: Wysyp żywych trupów, 2003
Najlepsza rola komediowa: Dennis (Gazu mięczaku gazu, 2007)


Danny Boon 
Chociaż moją listę zdominowali Amerykanie, to miejsce pierwsze zajmuje aktor francuski. Za co lubię Daniela? Pierwsza rzecz niezwiązana z samymi rolami to jego szczery, niewymuszony śmiech. Kiedy się śmieje, śmieje się całym sobą. Poza graniem, pisze scenariusze i reżyseruje filmy. Bohaterowie, w których się wciela są dalecy od ideałów, ale podobnie jak Pegg mają szansę stać się bohaterami. Skąpcy, narcystyczni egocentrycy oraz głupole w każdym wydaniu.  Danny potrafi przedstawić negatywnych bohaterów w taki sposób, aby widz miał świadomość, że są oni nieszczęśliwi i prędzej czy później podejmą próbę zmiany wartości, a ta z kolei przyniesie mnóstwo komediowych sytuacji. Lubię też jego mimikę. Uwielbiam scenę, w której Romain wchodzi do przychodni i robi wielkie, przerażone oczy na widok poczekalni pełnej chorych.
Najlepszy film: Nic do oclenia, 2010 
Najlepsza rola komediowa: Romain Faubert (Przychodzi facet do lekarza, 2014)


Oczywiście, moja lista mogłaby być dużo dłuższa. Są jeszcze: Kevin Hart, Kristen Bell oraz Charlie Day. A wy? Macie jakichś ulubionych aktorów komediowych? Szukacie jakiejś komedii? Zapraszam do dyskusji.

niedziela, 25 marca 2018

Sequel niepotrzebny

o 5 filmach, które nie powinny mieć kontynuacji,
a mają, niestety...


Cube 2 / Kostka
(Cube 2: Hypercube, 2002 / Cube Zero, 2004)
Sześć osób budzi się w tajemniczym sześcianie, który łączy się z kolejnym, identycznym pomieszczeniem. Podstawowe pytanie, jak wyjść? Tak rysowała się fabuła pierwszej "kostki", a jej sequele powstałe kolejno w 2002 i 2004 w zasadzie opowiadały o tym samym. Nie mam problemu z wtórnością. Ba, Cube z 1997 roku to mój ulubiony film i chętnie obejrzałbym kolejne, DOBRE, części. Głównym zarzutem jest banalność następnych części oraz próby wyjaśnienia (a.k.a. zepsucia) tej tajemnicy pierwszego filmu. Cube 2 zaprezentował nudnych bohaterów i prostą regułę działania sześcianu - "działa w zależności od potrzeb scenariusza". Cube Zero będący niby prequelem usilnie nawiązywał do oryginału i koniec końców z thrillera sci-fi zrobiła się groteska, a szkoda, bo efekty gore i sam wygląd kostki były bardzo obiecujące. 


The Ring 3
(The Ring 3, 2017)
Po obejrzeniu niepokojącego filmu na kasecie video, ktoś do ciebie dzwoni. Głos w słuchawce mówi, że umrzesz za siedem dni. Rachel Keller i jej syn byli bohaterami pierwszych dwóch filmów o zabójczej taśmie VHS. I chociaż dwójka okazała się fatalna pod wieloma względami to przez lata wierni fani oczekiwali kolejnej części. No i powstała wreszcie trzecia część. Niestety już bez udziału Naomi Watts. Niezaprzeczalnym plusem obrazu jest czas powstania. Piętnaście lat wystarczyło, aby miejska legenda Samary zyskała wyznawców przekazujących między sobą jej historię. Problemem jest nowa protagonistka. Jest ona och-ach wyjątkową kobietą, która jako jedyna ma w sobie tyle empatii i dobra, iż dostrzega w złym duchu biedną duszyczkę potrzebującą pomocy. Sam wątek przeszłości Samary jest niezgrabny i nieciekawy. Ten film to doskonały przykład na to, że wszelkie działania bohaterów są zależne wyłącznie od tego, co jest w danej chwili na rękę scenariuszowi. 


Speed 2: Wyścig z czasem
(Speed 2: Cruise Control, 1997)
Obiecałem, że nie wspomnę o pewnym badziewnym sequelu z Sandrą Bullock, okej, ale drugiego badziewnego sequela z Sandrą Bullock odpuścić już nie mogę. Jack i Annie poznali się w pędzącym autobusie. Tak, autobus nie mógł zwolnić, bo znajdowała się w nim bomba... Czy w ogóle jest ktoś, kto nie zna tej historii? Speed: Niebezpieczna prędkość okazał się sukcesem i trzy lata po premierze otrzymaliśmy jego kontynuację. Autobus został zamieniony na statek wycieczkowy, a Keanu "drewno" Reeves na jakiegoś typa. Kontynuacja pozbawiona emocji, którą miały zapewne ratować niby komediowe wstawki, typu Sandra Bullock zdaje prawo jazdy albo jak dziwną minę zrobi Willem Dafoe?


Mała Syrenka 2: Powrót do morza
(The Little Mermaid II: Return to the Sea, 2002)
Obiecałem sobie, że nie będę się pastwił nad tworami wychodzącymi bezpośrednio na rynek dvd, ale skoro już to zrobiłem to nie mogę nie wspomnieć o animacjach Disneya. Disney ma na swoim koncie kilka nieudanych sequeli. Jednym z gorszych jest kontynuacja Małej Syrenki. Ariel i Eryk od kilku lat wiodą spokojne i szczęśliwe życie w zamku. Bohaterką jest ich córka, Melodia, którą rodzice chronią przed złą wiedźmą morską, siostrą Urszuli. Ech... Czy zawsze musi być jakaś zła siostra stojąca w cieniu wredniejszej siostry? Kontynuacja udowadnia, że tak. Czarny charakter jest tutaj, bo taką ma rolę. Nieposłuszeństwo Melodii jest, bo taką ma rolę, chociaż... W sumie gdyby nie rodzice stawiający niejasne zasady dla zasady może cała afera nie przybrałaby takich rozmiarów, ale wtedy o czym byłby sequel? Strata czasu.

czwartek, 22 marca 2018

Sequel potrzebny

czyli o 5 filmach, których kontynuacje chciałbym zobaczyć


Nocne plemię 
(Nightbreed, 1990)
Aaron Boone zostaje oskarżony o popełnienie kilkunastu brutalnych morderstw. Uciekając przed policją trafia do podziemnego miasta ze swoich snów, Midian zamieszkiwanego przez demoniczne istoty.
Zamieszczając ten tytuł na liście miałem wątpliwości. Niektóre tytuły mogą czekać na ciąg dalszy lata i nie tracą przy tym niczego. Inne, z kolei, powinno realizować się od razu i w tej kategorii, niestety, mieści się Nocne plemię. Dzieło mistrza horroru, Clive Bakera, zostawiło nas z otwartym zakończeniem. Niestety sam film mimo ogromnego potencjału nie został przyjęty ciepło przez fanów Hellraisera. Na plusy idą charakteryzacja, cmentarna scenografia i dobry scenariusz łączący przygodę z horrorem.


Hiszpański temperament
(Ocho apellidos vascos, Ocho apellidos catalanes, 2014-2015)
Baskijka Amaia właśnie rozstała się z narzeczonym. Pocieszenie znajduje w ramionach Andaluzyjczyka, Rafy. Po wspólnie spędzonej nocy dziewczyna wraca do Kraju Basków, ale w ślad za nią jedzie zakochany do szaleństwa Rafa. Sytuacja komplikuje się, gdy na nieodwołany ślub przybywa ojciec panny młodej. Amaia przedstawia andaluzyjskiego amanta jako swojego baskijskiego narzeczonego.
Hiszpański temperament znany także pod tytułem Jak zostać Baskiem, doczekał się kontynuacji, Jak zostać Katalonką. Zgoda, kontynuacja do najlepszych nie należała, ale i tak chciałbym zobaczyć kolejną część przygód Amaii, Rafy, jej ojca i Merche. Hiszpanie mają temperament i wiele różnic. Stereotyp goni stereotyp, ale koniec końców każdy potrafi dogadać się z każdym, aby tylko dopiąć swego.
Film jest reklamowany jako hiszpański Jeszcze dalej niż północ, co nie jest prawdą. Nie nastawiajcie się na komedię francuską. To zupełnie inna historia!


Hidden
(Hidden, 2015)
Od ponad trzystu dni rodzina Hewittów ukrywa się w schronie przed zagrożeniem z zewnątrz.
Hidden okazało się znacznie lepszym filmem niż tego się spodziewałem. Przede wszystkim zaoferowało duszny post apokaliptyczny dramat. Bohaterowie żyją i każdy nowy dzień jest dla nich cudem, ale coraz częściej nurtują ich pytania, co dalej? Czy tylko oni przetrwali? Ile zostało jedzenia? Co jeśli wdychacze odnajdą ich kryjówkę? Zakończenie filmu otwiera zupełnie nowy rozdział w życiu bohaterów, a przy tym uchyla rąbka tajemnicy. Wiele kwestii zostało wyjaśnionych, ale drugie tyle czeka na odpowiedź.



Vaiana: Skarb oceanu
(Moana, 2016)
Moana od urodzenia mieszka na polinezyjskiej wyspie. Chociaż stanowi ona cały jej świat, dziewczynie marzą się dalekie podróże. Okazja do takowej nadarza się, gdy na rodzinny dom spada groźba zniszczenia. Moana musi wyruszyć w niebezpieczną podróż, aby ocalić świat.
Sama historia jest nieco wtórna, ale czy to ważne? Przesycony ciepłymi kolorami świat ma ogromny potencjał i wierzę, że na wyspach i w głębi oceanu kryje się mnóstwo historii, które tylko czekają na pojawienie się Mauiego i Moany. Jestem pewien, że kontynuacja w tym wypadku to tylko kwestia czasu.


Agentka
(Spy, 2015)
 Agentka lub Gorący towar, ale znając stosunek Sandry Bullock do sequeli (Speed, Miss agent) na ten drugi raczej nie mamy co liczyć. Za to można liczyć na Melissę McCarthy, która wciela się w Susan Cooper spokojną, działającą w cieniu agenta Bradleya Fine'a analityczkę. Gdy jej partner ginie na misji, kobieta decyduje się zakończyć zadanie samodzielnie.
Film okazał się sukcesem. Nic dziwnego, bo obok zabawnej sensacyjnej historii otrzymaliśmy mnóstwo gwiazd, które świetnie czują się w swoich rolach. Pomijając już gwiazdę produkcji, jest narcystyczny Jude Law, żyjące we własnym świecie Jason Statham i Rose Byrne jako ta wredna. Susan stała się agentką z prawdziwego zdarzenia, a jej dalszą historię można pociągnąć w różne strony. Potrzeba nam więcej komedii w stylu Agentki i Bodyguarda Zawodowca.

A jakie filmy według was zasługują na kontynuacje?

środa, 21 marca 2018

Ranking zawodników Survivor wg liczby dni spędzonych w grze

Ranking zawodników Survivor wg liczby dni spędzonych w grze
UczestnikLiczba dni Liczba edycjiEdycje
1. Ozzy Lusth 128 4 Cook Island
Fan vs Favourites
South Pacific
Game Changers
2. Cirie Fields 121  4 Exile Island
Fan vs Favourites
Heroes vs Villains
Game Changers
3. Rob Mariano 117 4 Marquesas
 All Stars
Heroes vs Villains
Redemption Island
4. Parvati Shallow 114 3 Cook Island
Fan vs Favourites
Heroes vs Villains
5. Amanda Kimmel 108 3 China
Fan vs Favourites
Heroes vs Villains
6. Rupert Boneham 104 4 Pearl Island
Fan vs Favourites
Heroes vs Villains
Blood vs Water
7. Andrea Boehlke 103 3 Rememption Island
Fan vs Favourites 2
Game Changers
8. Colby Donaldson* 98 3 The Australian Outback
All Stars
Heroes vs Villains
9. Benjamin "Coach" Wade 96 3  Tocantins
Heroes vs Villains
South Pacific
10. Sandra Diaz-Twine 94 3 Pearl Island
Heroes vs Villains
Game Changers
11. Jerri Manthey 89 3 The Australian Outback
All Stars
Heroes vs Villains
12. Russell Hantz 88 3 Samoa
Heroes vs Villains
Redemption Island
13. Tina Wesson* 83 3 The Australian Outback
All Stars
Blood vs Water
14. Tyson Apostol 81 3 Tocantins
Heroes vs Villains
Blood vs Water
15. J.T. Thomas 79 3 Tocantins
Heroes vs Villains
Game Changers
Malcolm Freberg 3 Philippines
Fan vs Favourites 2
Game Changers

* Survivor: The Australian Outback liczyła sobie 42 dni.

poniedziałek, 19 marca 2018

Czy Dragon Ball Super jest super? [pierwszy tom mangi]

Jeden z pierwszych postów na blogu napisałem trochę z czapy. Uzupełniałem wtedy kolekcję mangi Dragon Ball i postanowiłem pochwalić się zakupem pierwszych dwóch tomów. Teraz, prawie cztery lata później chwalę się ludzkości kupnem nowej mangi, a dokładniej mangi Dragon Ball Super powstałej we współpracy AkiryToriyamy (autora oryginalnego DB, jakby ktoś miał zaćmienie umysłu i nie wiedział) oraz Toyotarou.
Będzie to post szalenie nostalgiczny, a nieco recenzyjno-porównawczy. Nic dziwnego, bo już na pierwszy rzut okaz nowej mangi bije wspomnienie dawnej serii, małego chłopca siedzącego na smoku.
Okładka Dragon Ball Super jest uderzająco podobna do okładki pierwszego tomiku Dragon Ball. Nawet grzbiet tomiku będzie ponownie układał się obrazek. W zasadzie inna jest tylko czcionka i siłą rzeczy Son Goku jest dorosły. Na tym jednak koniec nostalgicznych chwytów. Na pierwszych stronach brakuje przedstawienia bohaterów, które otwierało każdą mangę. No okej, w pierwszym tomiku oryginału też nie było takowego, a więc możliwe, że autorzy zaczną przedstawiać naszych herosów również od tomu drugiego. Czego jednak naprawdę zabrakło, wertujemy mangę na sam koniec, to "galeria stron tytułowych". Strony tytułowe rozdziałów tworzą kadry, które natychmiast rzucają nas w sam środek akcji. Chyba tylko dwukrotnie w całym tomiku rozdział otwierała faktyczna okładka. Trochę szkoda, bo "galeria stron tytułowych" była czymś od czego rozpoczynałem lekturę. Zamiast tego każdy rozdział kończy humorystyczna scenka typu "tańczący Vegeta". Nie było również "informatora", rodzaju... hm... może nie reklamówki, ale jakiegoś dodatku będącego dowodem na fajność serii. Oczywiście, nie jest to wielka strata.

Dragon Ball i Dragon Ball Super
Treść. Akcja rozpoczyna się niedługo po pokonaniu Buu. Goku pracuje, co jakiś czas wspominając walki z najsilniejszymi przeciwnikami (ot, co, trening na sucho). Pojawia się Pi... Piwus... Nie wiem, chyba zdążyłem się przyzwyczaić do imienia Beerus i nawet przez myśl mi nie przeszło to beer. Dowiadujemy się kim jest bóg zniszczenia (mniej więcej), coś o wszechświatach (mniej więcej), jakimś poziomie super saiyan god (też mniej więcej). Cały ten tomik można określić jako "mniej więcej", bo akcja leci na złamanie karku. Dymki są zapełnione na bogato, jest sporo do czytania w porównaniu do oryginalnej serii, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że z mangi usunięto połowę treści. Nikt o nic nie pyta, postaci są stawiane przed faktami, bo tak i muszą to przyjąć, bo to prostsze niż pytanie o cokolwiek. Przykład? Początek rozdziału: Beerus walczy z wojownikami Z (czy może teraz Super) i z rozmowy wychodzi, że cała drama rozpoczęła się od tego, iż dla Beerusa zabrakło puddingu. Wszystko zostało powiedziane w dialogu. Nie pokazano komicznej sytuacji z brakiem żarcia (szkoda), ani nie pokazano reakcji naszych bohaterów na pojawienie się nowego silnego przeciwnika (jeszcze większa szkoda). Brakuje mi ciekawości, rozwijania wątków, bo wszystko rujnuje przesadny pośpiech. Zupełnie jakby autorzy chcieli jak najszybciej zakończyć pracę nad mangą.
O ile nie podoba mi się pośpiech fabularny to należy pochwalić autora ilustracji. Toyotarou wykonuje kawał dobrej roboty. Czuć klimat rysunków Toriyamy i za to bardzo mu dziękuję.
Oczywiście będę dalej czytał Dragon Ball Super, chociażby z próżnej ciekawości i nadziei, że będzie znacznie lepiej. Jest okej.
Ilustracje utrzymują klimat DB

niedziela, 18 marca 2018

Spin-offy wymarzone, czyli...

...o pięciu postaciach, które chciałbym zobaczyć w ich własnych filmach.

Niestety, a może stety dla nich, nie wszystkie filmy otrzymują zielone światło dla kontynuacji i o ile mogę pogodzić się z brakiem sequeli ciągnących w nieskończoność daną opowieść tak nie miałbym nic przeciwko, aby niektóre postaci otrzymały nowe życie w produkcjach, w których to one będą odgrywać pierwsze skrzypce.
I tu pojawia się spin-off. Daje on szansę na zupełnie nową historię w poznanym wcześniej uniwersum. Dzisiaj chciałbym przedstawić pięć postaci, które w mojej ocenie zasługują na własne historie. W swoich wyborach kierowałem się kilkoma rzeczami:
1. Potencjałem postaci, czyli sposobem w jaki została opowiedziana jej historia w filmie, a co za tym idzie, czy wiele jeszcze można o niej powiedzieć,o jej rodzinie, przeszłości, osobowości,
2. Kreacją aktorską, dobry aktor potrafi przekonać, że jest postacią jaką widz chce poznać, a może nawet zżyć się.
3. Tło wydarzeń, post apokaliptyczna rzeczywistość, czy praca policji, świat, w którym porusza się dana postać jest równie ważny.
4. Różnorodność, postaci różnią się od siebie charakterem, postępowaniem i problemami.


Dante Bioshop
(seria The Purge; 2013-2016)
Postać grana przez Edwina Hodge jest o tyle ciekawą postacią, że jako jedyny zagrał w każdej z dotychczasowych części serii, ale dopiero w ostatniej, Czasie Wyborów, otrzymał imię i nazwisko. Za pierwszym razem poznajemy go jako zwierzynę na polowaniu, której jedynym celem jest przetrwanie święta mordu. Dopiero w drugiej i trzeciej części poznajemy go jako działacza chcącego zdelegalizowania Nocy Oczyszczenia. Być może właśnie epizod z części pierwszej stał się początkiem jego drogi. Może to właśnie dzięki pomocy rodziny Sadlinów postanowił porzucić bierną postawę i walczyć z państwem. Szanuje życie, ale nie zawaha się odebrać życia komuś w obronie własnych przekonań. Ironia? Nie wiem, ale z pewnością ciekawy punkt wyjścia do spin-offu.


Nicolai Itchenko
(The Equalizer, 2014)
Nicolai lub po prostu Teddy Rensen, w którego postać wcielił się fenomenalny, ale niedoceniany Marton Csokas. To przede wszystkim jeden z ciekawszych najciekawszy czarny charakter ze współczesnego kina sensacyjnego, który miałem okazję poznać. Teddy jest prawą ręką rosyjskiego mafioza, Pushkina, ale żeby nie było wątpliwości, to on w filmie gra pierwsze skrzypce, a nie jego szef. Interesy prowadzi twardą ręką, nie toleruje sprzeciwów i niszczy każdą przeszkodę na swojej drodze. Jego metody polegają na zastraszaniu, agresji i torturach. Przy tym niewiele mówi o samym sobie. W teorii dowiadujemy się czegoś o dzieciństwie Teddy'ego, ale  tylko w teorii, bo na dobrą sprawę nie potwierdza teorii McCalla. Marton Csokas przyćmił swoją rolą gwiazdę filmu Denzela Washingtona.


Jane Banner
(Wind River, 2017)
Agentka FBI, Jane Banner, zostaje wezwana do zbrodni popełnionej na terenie rezerwatu Indian Wind River. Mieszkańcy Wind River zadają sobie pytanie, dlaczego ona? Jane jest niedoświadczona, a przez to popełnia błędy. Mieszkańcy Wind River nie traktują jej poważnie i ona sama poddaje w wątpliwość obraną przez siebie drogę. Z pomocą przychodzi jej tropiciel, Cory Lambert. To on otwiera oczy młodej agentce, pokazuje, że jest wartościowa oraz silna i nie powinna rezygnować. Ta postać ma cholernie duży potencjał i wiem, że są seriale o takich kobietach, ale ważna jest także odtwórczyni roli głównej, Elizabeth Olsen, która krok po kroku rozkwita na gwiazdę filmową prawdziwego zdarzenia i tylko dzięki niej Jane jest taka jak być powinna.


Zoe Hewitt
(Hidden, 2015)
Uwaga, spoilery! Tu miałem problem, bo musiałem wybrać pomiędzy dwiema postaciami wykreowanymi przez młode aktorki, Zoe (Hidden) oraz Melanie (The Girl with All the Gifts). I tu zaważył świat, obie apokaliptyczne wizje bardzo się od siebie różnią z tym, że Hidden ma nieco szerzej otwartą furtkę dla możliwej kontynuacji. Zoe to dziesięcioletnia dziewczynka, która po wybuchu tajemniczej epidemii w rodzinnym Kingsville ukrywa się z rodzicami w bunkrze pod miastem. Zoe to dziecko, które ma swoje zachcianki (jedzenie słodkich brzoskwiń) i lęki (wdychacze, samotność), a przy tym stara się nie zatracić człowieczeństwa. Ogromnie ważną osobą w jej życiu jest ojciec i wyobrażam sobie, że końcówka z jego śmiercią, a także przeprowadzka do "nowego Kingsville" otwiera nowy etap w jej życiu. Emily Alyn Lind wypada w swojej roli koncertowo.


Al
(Little Evil, 2016)
Na koniec ktoś wesoły. Po pierwsze spodobał mi się koncept, postać stereotypowego faceta lubiącego piwo i samochody zagrała kobieta, Bridget Everett. Po drugie to cały charakter tej postaci. Al jest bardzo wesoły, służy dobrymi radami odnośnie bycia ojczymem, które zawsze są nacechowane poczuciem humoru. Bywa wulgarny, lubi samochody, a przede wszystkim jest świetnym kumplem dla Gary'ego. Chociaż fabuła Little Evil jest zamknięta to myślę, że taki ktoś jak Al mógłby równie dobrze bawić widzów w sitcomie o codziennym życiu, byciu ojczymem, relacjach z piękną żoną, czy pracy.

A wy macie jakieś ulubione postaci, które chcielibyście zobaczyć w ich własnych filmach lub serialach?