sobota, 2 sierpnia 2014

O kulturze posiadania czworonoga, czyli o wyjściu z psem i niemiłych przygodach

Miał być wpis o czymś innym, ale od kilku dni ten temat do mnie wraca i co chwila uderza coraz większą siłą. Jak odpowiedzialnym trzeba być, aby stać się właścicielem psa, kota, albo chociaż złotej rybki? Co do ostatniego z pewnością regularne karmienie i wymiana wody w akwarium. Jeśli zaś chodzi o psa i kota to sprawa wydaje się nieco bardziej skomplikowana. Wydaje, bo nie jest. Jak się okazuje wcale  nie trzeba być odpowiedzialnym. Zastanawiam się, jak głęboko trzeba mieć głowę we własnej dupie, aby być dumnym właścicielem psa?
Ludzie chcą widzieć w psie wiernego kompana. Wychodzą z nim, mają do niego zaufanie. Gdy widzę na ulicy psa bez smyczy, spokojnie stąpającego za właścicielem mówię sobie: "też chciałbym, aby mój pies tak za mną chodził". Fajnie, że właściciel ma tyle zaufania do swojego psa, że pozwala mu iść bez smyczy, bo jak zakładam ten krzywdy nikomu nie zrobi. Jednak ostatnio będąc na spacerze z moim psem spotkała nas niemiła sytuacja. Znikąd  wyskoczył na nas pies i rzucił się na Berniego. No kurwa. Niby mały piesek, ale zajadły i szybki. Skakał wkoło nas szczekał, warczał i kąsał. Tymczasem mój pies próbując zawsze stać do niego przodem okręcał mi się wokoło nóg. Tymczasem właścicielka stała jak osłupiała i nie wiedziała, co ma robić. Jej syn na zmianę krzyczał: "złapię go! złapię go!" "mama złap go", "gdzie smycz". Po kilkudziesięciu sekundach właścicielka psa odważyła się podbiec i zabrać zajadłego kundelka, który nawet na jej rękach nie przestawał warczeć. Po tej akcji spoglądając na mnie z wyrazem jak ciele w namalowane wrota odeszła. Nie wiem, miałem ją przepraszać? Jeśli wie, że jej pies jest agresywny w stosunku do innych czworonogów to po jaką cholerę spuszcza go ze smyczy? Bo jest mały? Bo wydaje jej się, że pies jest posłuszny?
 Wczoraj byłem świadkiem, jak po ulicy biegał sobie owczarek niemiecki. Zwykle widuję go za ogrodzeniem, ale tym razem najprawdopodobniej postanowił wybrać się na spacer. Pies widząc rowerzystkę jak pojebany rzucił się w jej stronę. Na całe szczęście kobieta zdążyła zeskoczyć z roweru  i stanąć za nim. Pies odbiegł od niej. Po chwili zauważyłem jego właścicielkę wołającą swojego pupila zza ogrodzenia.
Nie tylko psów dotyczy ten wpis. Od kilku dni w moim domu stołuje się mały kotek. Nie byłoby w tym nic dziwnego - w końcu koty zwykle chodzą, gdzie chcą, ten jednak został porzucony i to na moich oczach: dwie panie idące przede mną zatrzymały się na drodze, zostawiły coś pod drzewem i szybko ruszyły przed siebie chichocząc. Tak, zabawne. Po chwili na szosę wyszedł mały, rudy kotek. Wróciłem w to miejsce po południu. Kot nadal tam był. Takie sytuacje zdarzają się częściej. Na przystanku autobusowym od kilku dni wisi ogłoszenie, którego treść brzmi mniej więcej tak: "W godzinach nocnych znalazłam psa przywiązanego pod sklepem. Proszę o kontakt z właścicielem".
Takich historyjek pewnie znalazłoby się i więcej. Wystarczy przejrzeć stronę jakiegoś schroniska dla zwierząt, do których ludzie bardzo chętnie podrzucają niechciane psy i koty.
Temat o kulturze, bo posiadanie psa, czy kota wymaga stosowania się do pewnych reguł. Mamy żywą istotę, za którą odpowiadamy. Zupełnie jak dziecko, którego nie możemy spuścić i powiedzieć, rób co chcesz, a mi głowy nie zawracaj. Banały, ale po ostatnich psowato-kotowatych wydarzeniach musiałem o tym napisać.

Znaleziony kocurek

3 komentarze:

  1. Tytuł sprawił, że na początku myślałam, że będziesz pisał o psich kupach XD. A tu nie!
    Powiem ci, że twoja przygoda przypomniała mi pewną sytuację sprzed dwóch-trzech lat. Tak się złożyło, że jak byłam u kuzyna w Krakowie, to moje wujostwo zgodziło się zająć takim małym jamniczkiem. No, jest fajnie, ciotka idzie z jamniczkiem na spacer i nagle jamnika atakuje inny, większy pies. Ciotka próbuje ich rozdzielić i sama zostaje trochę pogryziona. Przychodzi właściciel dużego psa i robi awanturę. Potem ciotka szybko wróciła do domu i najpierw opowiedziała wszystko wujowi, a następnie zabrała jamnika do weterynarza. Podczas gdy jamnik był opatrywany (chyba nawet założono mu kołnierz), wujek poszedł do gościa i mu wygarnął za to, że nie trzymał psa na smyczy i nawet nie próbował nic zrobić, kiedy doszło do ataku. Ale facet nie widział w tym w ogóle swojej winy (za to wujek zdobył w moich oczach kilka punktów zajebistości).
    Ludzie są czasem idiotami. I łajzami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro facet nawet po interwencji wujka uważa, że wszystko jest okej to sprawę należało zgłosić straży miejskiej. Może ich argumenty bardziej przemówiłyby do tego kolesia.

      Usuń
    2. Chyba nawet wezwali. Ale nie wiem jak się skończyło.

      Usuń