
Iwanka, kotołakiem stała się w środę i niekoniecznie chwaliła sobie ten stan rzeczy. We wtorek upierdolił ją kotołak i sama stała się przedstawicielką tegoż nurtu. Ostatnią rzeczą, której pragnęła w obecnej chwili było studiowanie tablicy Mendelejewa.
Iwanka ukończyła studia magiczne na kierunku czarnej magii i od pewnego czasu cieszyła się tytułem czarodziejki ze specjalizacją kryptydolożki. Drapiąc porośniętą kocim włosem łapę była przekonana, że badany obiekt ugryzł ją specjalnie i innej opcji nie było.
- Myślisz, że tlen plus wodór i to trzecie odczynią urok? - Spytała.
Czuła, że mówi do dupy i nie była w błędzie. Większa część Kleopatry nurkowała za kanapą w poszukiwaniu kluczy.
- Możesz przestać? - Poprosiła ze spokojem, chociaż czuła, że ją chuj jasny strzeli i nastąpi to jeszcze przed pełną metamorfozą.
- Zaraz!
- Urósł mi wibrys!
- Jezu! I co mam ci z tym zrobić? Chyba dobrze, że coś tam ci rośnie.
- Niedobrze! - Iwanka była na granicy.
- No to w takim razie dobrze, że tylko jeden.
Kleopatra potrafiła znaleźć dobrą stronę w każdej sytuacji. Kiedy oblała końcowe egzaminy stwierdziła, że w sumie i tak nie chciała się uczyć i woli zostać kelnerką w jakiejś sieciówce. Na początku Iwanka myślała, że chodzi o KFC i fajnie, bo jeszcze przed karierą kotołaka, bardzo lubiła pieczone skrzydełka, ale potem okazało się, że chodzi o Sfinksa. Klepatra tak pięła się w szczeblach kariery, że już po tygodniu została menadżerem toalety i otrzymała własny zestaw kluczy do pomieszczeń sanitarnych. Dla dziewczyny pochodzącej z Nilu Dolnego (taka wiocha, gdzie psy dupami szczekają) było to spełnienie marzeń.
- Mam! - zawołała wyciągając klucze z brelokiem w kształcie piramidy.
- Fajnie. A teraz możesz mi pomóc z tą tablicą?
- Kiepska jestem z chemii.
- Drugi wibrys! - wrzasnęła Iwanka.
Chciała się rozpłakać, ale poczuła natychmiastową potrzebę wylizania własnego futerka. Dłonie i nogi porastała wyjątkowo brzydka i mało apetyczna (do lizania) sierść. Do cholery, czy nie mogła być jakimś atrakcyjnym kotołakiem?
- Co mnie podkusiło, żeby dać się ukąsić - wymiauczała.
- Przepraszam co? Dałaś się ukąsić?
- Emmm...
I to był moment, w którym cała początkowa narracja straciła sens.
- To przez Lobo! - Rzuciła pośpiesznie
Kleopatra pokiwała głową ze zrozumieniem. Wszystkie plagi egipskie i inne nieszczęścia, a w tym kotołactwo, były powodowane przez mężczyzn. Lobo (ex Iwanki) był świnią i to w znaczeniu dosłownym! Pewnego dnia stwierdził, że jego życiowym celem jest zdobycie tytułu maga od sprośnej magii. Iwanka jako dobra dziewczyna wspierała go w tym celu:
- Nawet dobry czarodziej czasem rzuca zaklęcie na gównianego ducha - mówiła z uśmiechem.
Lobo w końcu zdobył tytuł świntucha i pierwszym czasem sprowadził do swojego łoża (w którym normalnie spać powinna Iwanka) Aquamana!
Kleopatra słuchała opowieści przytakując jak na dobrą przyjaciółkę przestało.
- Wybrał Aquamana, rozumiesz?!
Rozumiała. Też wybrałaby Jasona Momoa.
- Myślamiauam, że jak zmiaumiem się w seksowną kotkę to do mnie wróci.
Kleopatra po raz pierwszy poczuła współczucie do przyjaciółki. Mimo niechęci do chemii postanowiła przyłączyć się do poszukiwań lekarstwa na kotołactwo.
- Sprawdźmy połączenie kobaltu i miedzi - zaproponowała. - Kobalt jak kot i...
- Miauuuudź...