czwartek, 26 listopada 2015

Super Mario w skrócie

Nie ma, że boli. Kiedyś trzeba i najlepiej teraz, bo w tym roku gra Super Mario Bros. obchodzi swoje trzydzieste urodziny i warto wspomnieć o znanej na całym świecie postaci włoskiego hydraulika. Mario pierwszy raz zadebiutował w grze Donki Kong jako Jumpman (Skoczek). Grali? Nie? Kojarzą? No ta, na podstawie której wzorowali się twórcy Ralpha Demolki.

Felix czyli Jumpman
Teraz jasne? To się cieszę. Mario pojawił się dopiero w 1985 roku w grze Super Mario Bros. Fabuła była prosta: idziesz, pokonujesz przeszkody, zdobywasz monety oraz cenne power upy, ratujesz księżniczki. I ta prostota wystarczyła do ogromnego sukcesu Nintendo.
Po latach stwierdzam, że gra sama w sobie nie jest trudna, jeśli człowiek wyuczy się pewnych ruchów, ale mimo to sprawia mnóstwo frajdy. Super Mario Bros było jedną z pierwszych (dokładnie drugą) grą w jaką pykałem na konsoli Pegasusa (nazywało się ją grą telewizyjną - taki szał). Przy okazji postanowiłem pobawić się z innymi grami z uniwersum Mariana. Myślałem, że kolejne części kultowej platformówki będą jak odgrzewany kotlet, bo ile można wprowadzić do pomysłu tak banalnego? A okazuje się, że można. Każda z części Mario (nie licząc beznadziejnego Mario is Missing!) wnosiła powiew świeżości, dużo zmian, ciekawych rozwiązań, a przy tym pozostając grą o sympatycznym hydrauliku.
Moim zdecydowanym numerem jeden okazało się Super Mario Bros. 3, które spodobało mi się dopiero przy drugim podejściu. W moim odczuciu wprowadziła największe i najfajniejsze zmiany, a wtedy byłem już po oryginale, lost levels i części drugiej. Przede wszystkim podobały mi się mapy dające graczowi możliwość wyboru kolejnych rund. W pewnym sensie gra nie narzucała następnej planszy, a pozostawiała graczowi opcje. Innym świetny rozwiązaniem były nowe power-upy. Z Mario kojarzyły mi się grzybki, kwiatki, a okazjonalnie gwiazdki. Tutaj Mario otrzymywał mnóstwo kostiumów (żabka <3) umożliwiających mu latanie, pływanie, czy pokonywanie niedostępnych terenów. Wszelkie akcesoria nie musiały być wykorzystywane od razu, co również pomagało w rozgrywce na późniejszych poziomach. Przeciwnicy, w większości,  nie zmienili się od poprzedniej gry - nowością okazało się wkurwione słoneczko (Angry Sun) będące czymś w rodzaju pani chmurki. Jedynym rozczarowaniem okazały się bitwy z finałowymi bossami. O ile dotarcie do nich, niekiedy sprawiało spore trudności, to już pokonanie okazywało się zwykle formalnością. Nie mniej Super Mario Bros. 3 okazało się grą godną uwagi.


Mapka z Super Mario Bros. 3
Nieco gorzej wypadła jej poprzedniczka - Super Mario Bros. 2, na którą zwyczajnie zabrakło pomysłu. Nowością była możliwość wyboru postaci. Ta, w poprzedniej grze również można było dwybierać pomiędzy Mario, a Luigim. Tutaj doszli Toad (pan grzybek) i księżniczka. Postać można było zmieniać co rundę, a każda z nich posiadała inną umiejętność (większa siła, skok, szybkość). I to tyle. Nie podobała mi się grafika, która wydawała się dość biedna w porównaniu do poprzedniczki. Sterowanie było dość toporne - tak samo jak upierdliwi i irytujący przeciwnicy. Czego jednak nie mogę wybaczyć tej grze to nuda, która zmusiła mnie do porzucenia tytułu po kilku rundach. Na koniec warto wspomnieć o mojej ulubionej grze z cyklu - Super Mario World 2: Yoshi's Island. Jest to prequel gry Super Mario World. Co ciekawe nie wcielamy się tutaj w Mariana, a w Yoshiego, którego zadaniem jest przetransportować małego Mario w bezpieczne miejsce. Ciekawy jest system żyć polegający na utrzymywaniu bobasa na grzbiecie Yoshiego. Jeśli zgubimy go na dłużej, niż 10 sekund tracimy życie. Rundy są różnorodne: mamy wodę, lasy, zamki, pola lodowe. Tła przypominają rysowane kredką obrazki - z początku przeszkadzało mi to, ale im dalej w grze tym większy urok odkrywałem w takim przedstawieniu świata. Power upy pojawiają się rzadko i raczej tylko wtedy, gdy trzeba pokonać wodę, albo przepaść. Głównym przeciwnikiem jest Shy Guy (wstydzący się pan), ale pojawiają się również inni wrogowie dostarczający sporej rozrywki. Na plus zasługują także walki z różnorodnymi bossami i jeszcze większe wow dla ostatniego pojedynku przy świetnej ścieżce dźwiękowej. Czy to nie brzmi zajebiście? 

Yoshi kontra Shy Guy na szczudłach
Moja przygoda z grami z serii Super Mario trwała ostatnich kilka miesięcy i mogła trwać dłużej, bo jest jeszcze cały tuzin, a może i dwa gier o włoskim hydrauliku, ale to już zostawię sobie na kiedy indziej. A póki co polecam wszystkim powrót, a może pierwsze spotkanie (są tacy?) z kultową platformówką Nintendo.
Mam też nadzieję, że temat się spodobał, bo w planach mam jeszcze kilka podobnych...

W skrócie
Super Mario Gra Nintendo
Tytuł Data powstania Coś tam napisałem Ocena
Super Mario Bros. 1985 Jedna z pierwszych (dokładnie druga) gier w jakie pykałem na Pegasusie. Wspaniała i po tylu latach nadal bawi. 8/10
Super Mario Bros.: The Lost Levels 1986 Zainteresowany tytułem uznałem, że to dobra gra na odświeżenie znajomości z Mario. Ciekawe są również powody, dla których gra nie ukazała się poza Japonią. Trudna, ale nie wnosi nic nowego. 6/10
Super Mario Bros. 2 1988 Może to przez wysoki poziom poprzednich gier, ale to było toporne. Plus to możliwość wybrania Toada i księżniczki. 3/10
Super Mario Bros. 3 1988 Jak na razie najlepszy Mario. Dużo zmian, fajne power upy, wymagający przeciwnicy, mini gierki, chociaż momentami nużąca. 8/10
Super Mario World 1990 Udana gierka, a przynajmniej takie było moje wrażenie po przejściu rozgrywki, ale coś więcej? W zasadzie nic. 6/10
Mario is Missing! 1992 Gra edukacyjna. Nie broni się niczym. 1/10
Wario's Woods 1994 Tetrisowa wariacja. Można dać się wciągnąć na kilka rund. 5/10
Super Mario World 2: Yoshi's Island 1995 Prequel gry Super Mario World. Gra nie jest trudna, ale ma w sobie coś fajnego, a finałowe starcie epickie.
8/10

Grafiki pochodzą z Google.

1 komentarz:

  1. Uwielbiam tą grę, chociaż sama zbyt dużo w nią nie grałam, ale w czasach podstawówki siedząc na szkolnej świetlicy często miałam okazję oglądać jak grają inni (i kibicować im w rozgrywce).

    OdpowiedzUsuń