czwartek, 10 stycznia 2019

Myślopląs

Znalazłem takie fajne słowo w książce Chmielewskiej, Zbrodnia w efekcie, dokładniej. "Myślopląs", co to w ogóle znaczy? Że myśli pląsają i ciężko je zebrać, czy może są poplątane?  Jak to pierwsze to chyba znaczy, tyle że człowiekowi ciężko jest się skupić.Zdarza mi się, ale wypracowałem sobie świetny mechanizm obronny - podzielność uwagi. Słucham, przytakuję jakoś bez entuzjazmu, a myślami jestem zupełnie gdzieindziej. Gdzie?  W sumie nie ma znaczenia, ale pewnie tam, gdzie wolałbym się znajodwać w danej chwili. Opcja druga - myśli poplątane - jest ciekawsza. Jak są poplątane, to czy można je jakoś posegregować? Segregowanie myśli za pomocą jakiegoś fantastycznego urządzenia byłoby wspaniałe. Wracasz do domu po całym dniu stresów, siadasz wygodnie w fotelu i uruchamiasz sobie taką myśloodpląsarkę. Trzydzieści, góra, czterdzieści minut i myśli masz posegregowane, a ty jesteś zrelaksowany. Fajna byłaby myśloodpląsarka. Póki co pozostają metody zwyczajniejsze jak aspiryna na ból głowy. Myślopląs, czymkolwiek by nie był chyba przydarza się każdemu. To dobrze. Znaczy, że używasz od czasu do czasu rozumu. Ot co, takie tam, moje przemyślenia.

wtorek, 1 stycznia 2019

Filmy obejrzane w 2018

Kolejny rok. Kolejne odkrycia filmowe. Kolejne zachwyty i rozczarowania. Przekonałem się, że nie warto oceniać filmu po plakacie. Niejeden gniot okazał się fantastyczny, a o niejednym zachwalanym przez krytyków i widzów dziele chciałbym zapomnieć. W roku 2018 obejrzałem 264 filmy i jest to zdecydowany rekord, dotąd prym wiódł rok 2016. Najlepiej oceniłem filmy, które wzbudziły we mnie największe emocje, ale chyba o to chodzi, prawda? Kino musi wywoływać emocje.
Zacznę od zeszłorocznej disnejowskiej animacji, Coco. Mimo ogromnej miłości do muzyki mały Miguel w przyszłości, jak każdy w jego rodzinie, zostanie... szewcem. Chłopiec odkrywa, że jego prapradziadek był muzykiem, aby zmienić swoje przeznaczenie postanawia udać się na spotkanie z przodkiem do krainy zmarłych. Coco to cudowna opowieść o rodzinnych wartościach, podążaniu za marzeniami, konsekwencjach z nimi związanymi, ale także o przebaczaniu, sile miłości. Film zachwyca oprawą wizualną oraz muzyczną. Coco bije na głowę wszystkie filmy Disneya z ostatnich kilku lat.
Zmieniając klimat wspomnę o Labiryncie (ang. Prisoners, niech żyją tłumaczenia) z roku 2013. Podczas sąsiedzkiej imprezy bez śladu znikają dwie sześciolatki, Joy i Anna. Podejrzany o porwanie mężczyzna zostaje ujęty dość szybko, ale gdzie są dziewczynki? Zasiadając do Labiryntu należy przygotować się na mocny, ponad dwugodzinny spektakl pełen moralnych sprzeczności i zła. Reżyser obrazu Denis Villeneuve bardzo umiejętnie prowadzi nas przez filmowy labirynt. Tutaj nie ma scen zbędnych i takich, które niepotrzebnie wydłużają akcję. Tak powinno się tworzyć filmy, które angażują widza. W obsadzie znaleźli się Hugh Jackman, Jake Gyllenhaal, Viola Davis.
Za włoski komediodramat Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie zabierałem się bardzo długo. To jeden z tych filmów, na które czekałem, ale w przeświadczeniu, że moje oczekiwania miną się z rzeczywistością. Chcąc jakoś umilić sobie kolację grupa przyjaciół zaczyna grę w sekrety. Zasada jest prosta; należy dzielić się przy stole każdą rozmową telefoniczną, czy smsem. Film klimatem przypomina Rzeź Polańskiego. Akcja buduje się na dialogu: wzajemnych pretensjach, postawach i odkrywaniu tajemnic. Ostatnia scena uświadama nam, że budujemy własny obraz już nietylko dla okłamywania przyjaciół i rodziny, ale nawet samych siebie.
Na sam koniec notatki zostawiłem sobie Kedi - sekretne życie kotów. Dokument zabiera nas na ulice Stambułu, gdzie mieszkają bohaterowie tej produkcji. Od kotów możemy nauczyć się czerpania radości z życia oraz poczucia niezależności. Film nie wnosi niczego nowego do gatunku dokumentalnego, ale jest przyjemnym obrazem dla każdego miłośnika kotów.


       

A co z premierami 2018 roku? Ano, obejrzałem 32 filmy. Niby to dużo, porównując do poprzednich lat. Jednak nie trafiłem jeszcze na jakiś wyjątkowy film (ha, mam jeszcze na to cały 2019). Za najlepszą premierę 2018 roku uznam Ocean's 8 jako udane kino rozrywkowe z ciekawą historią, dobrą obsadą i zabawnymi momentami.

niedziela, 9 grudnia 2018

Święte wzgórze i adaptacje Przedwiecznych

czyli dlaczego filmowcy nie biorą się za twórczość H.P. Lovecrafta?

Jestem zdania, że cała ironia polega na na tym, że adaptacje dzieł H.P. Lovecrafta w ogóle nie są nam potrzebne. W 2016 lub rok później Guillermo Del Toro (Labirnyt Fauna, Kształt wody) ogłosił wielkie plany związane z przeniesieniem na ekrany kin mini powieści Lovecrafta, W górach szaleństwa. Reakcja miłośników kina grozy, a zwłaszcza części zaznajomionej z lekturami pisarza była co najmniej entuzjastyczna. Kto mógłby lepiej oddać lovecraftowską brzydotę, fetor i całą grozę kosmiczną od Del Toro? Film miał mieć premierę w 2018 i... nie powstał. Pomysł na ekranizację W górach szaleństwa, spoczął wiecznym snem niczym Cthulhu. Pytanie, dlaczego? 
Lovecraft recenzuje książkę, kadr z filmu Ghostland
Z dziełami samotnika z Providence wiążą się różne problemy. Od scenariuszowych, poprzez rzemieśnicze, aż po działania czysto marketingowe, przez które to nie uświadczamy głośnych premier jak jest to zwykle z królem horroru. Kim był ten cały Lovecraft? Amerykański pisarz o niezwykłej wyobraźni, jeden z czołowych autorów weird fiction, twórca mitologii Cthulhu. Chociaż za życia niedoceniony należycie, po śmierci zdobył rzesze czytelników i kontynuatorów historii o kosmicznej grozie.
Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy podczas lektury jest mocno archaiczny styl.  I nie jest to wyłacznie spostrzeżenie osoby czytającej jego opowiadania dzisiaj. Lovecraft nawet jak na swoje czasy był trudny w odbiorze. Budował długie zdania, unikał dialogów, wtrącał archaizmy, a także nawiązania do twórczości pisarzy, których on sam uważał za mistrzów.
Lovecraft wykreował w swoich opowiadaniach wyjątkowo ponury świat, gdzie mimo braku dosadnych obrazów przemocy (Nadprzyrodzona groza w literaturze) na wyobraźnię czytelników działały obłęd  i strach przed pierwotnym światem pozbawionym bezpieczeństwa i poczucia jakiegokolwiek komfortu. Każdy opis jest przesycony pięknem grozy;

Do wtóru trzcinowych piszczałek, których echo niosło się nad torfowiskiem, pląsał w milczący i nieziemski sposób rozkołysany, mieszany tłum postaci;
(Księżycowe moczary, H.P. Lovecraft)

Jedynym normalnym, zdrowym kolorem była zieleń trawy i listowia; poza tym wszystko mieniło się roztęczem najobłędniejszych odcieni jakiejś schorzałej barwy pierwotnej; 
(Kolor z innego wszechświata, H.P. Lovecraft)

Wyobrażenie lovcrawtowskiej natury, bez różnicy czy ziemskiej, czy spatrzonej przez zło wymaga ogromnej wrażliwości plastycznej reżysera. To ważne, bo właśnie opisy zamków, przyrody oraz zjawisk nadporzyrodzonych dają "kopa" czytelnikowi. Niestety częstym błędem jaki popełniają twórcy jest złe rozłożenie akcentów. Z jedenj strony ma być groza, a z drugiej mroczne zamczyska, szumiące na wietrze drzewa i wrzosowiska. Utrzymanie kontrastu między klimatycznym horrorem, a piękną scenografią bardzo łatwo zachwiać (Szepty w mroku, Wzgórze Crimson Peak). I tu wydaje mi się, że Guillermo Del Toro na stołku reżyserskim był strzałem w dziesiątkę. Podobnym wyczuciem na literackie dzieła samotnika z Providence wykazywał się John Carpenter, w ogóle W paszczy szaleństwa jest jednym wielkim ukłonem w stronę pisarza. Z tym, że czasy Carpentera przypadają na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Tak naprawdę wśród dzisiejszych reżyserów nie widzę nazwiska, który stworzyłby dobrą adaptację.
Kult przetrzymuje grupę ludzi, kadr z filmu Pustka
A co ze scenariuszem? Opowiadania Lovecrafta mają podobną do siebie budowę; narrator, a zarazem główny bohater opowiada o mrocznych wydarzeniach z przeszłości, wszystko podpiera rozmyślaniami, dokumentami, listami, wycinkami z gazet, a także mitami zasłyszanymi od miejscowych. Finał stanowi przewrotne wnioski zostawiające czytelników w niepewności. Powracam tu do stylu autora. Aby zrealizować adaptację należałoby napisać scenariusz od podstaw. Rozpisać wszystkie "dowody" na sceny i dialogi, powołać do życia bohaterów, wykreować ich zachowania, relacje. Kim są? Jacy są? Proza Lovecrafta stanowi ogromne wyzwanie dla potencjalnych scenarzystów.
Jeśli przejść przez kilka opowiadań autora zapamiętamy, Cthulhu, Necronomicon oraz miasto Arkham. To stałe motywy jego literatury. Powtarzalność działa na niekorzyść, bo jak różne studia mogłyby sięgać po temat Przedwiecznych? King jest dużo bardziej uniwersalny, a tematyka jego powieści jest dość rozległa: wampiry, wilkołaki, opętania. Ta rozległość sprawia, że po Kinga praktycznie, co roku sięgają kolejni twórcy, a plakaty opatrzone jego nazwiskiem są połową sukcesu. Ekranizacja Lovecrafta jest większym ryzykiem. Nawet jeśli otrzymamy dobry film to brakuje mu reklamy jaką jest King dla swoich ekranizacji.
W paszczy szaleństwa hołduje pisarzowi
Ostatecznie ekranizacje opowiadań H.P. Lovecrafta są wymagające. Potrzeba między innymi  reżysera rozumiejącego pisarza oraz przemyślanego scenariusza, a potem kto wie? Można byłoby stworzyć całe uniwersum mackowatych potworów, ale czy okazałoby się ono sukcesem?  O wiele prościej jest sięgnąć po niskobudżetowy teenage horror, który nawet jeśli nie przyniesie jego twórcom spektakularnego sukcestu to ściągnie do kina widzów i jakoś się obroni. Czy Lovecraft nie mógłby być niskobudżetowym i niewymagającym projektem? Na to pytanie możecie odopowiedzieć sami oglądając krótkometrażowy horror Zew Cthulhu w reżyserii A. Lemana. Polecam. 

czwartek, 29 listopada 2018

Nadchodzi Apokalipsa...

Get inside and lock your doors. Close your windows. There's something in the fog!

Do tego przygotowałem jeszcze kilka zupek w proszku oraz papierową torbę na głowę. Jeśli nadchodzi coś złego warto byłoby się wspomóc ludźmi, którzy wiedzą jak przetrwać, gdy w obliczu zguby. Dlatego dzisiaj przygotowałem zestawienie postaci z seriali grozy, które chciałbym mieć w swojej drużynie postapokaliptycznej.

Mój team na horrorową Apokalipsę
👻

Buffy Summers
serial: Buffy the Vampire Slayer
umiejętności: siła fizyczna, potrafi wjebać wampirowi kołek w serce
Nie, wcale nie chcę się podlizywać Miryoku. Jest to jedyna osoba na tej liście, z którą, tak myślę, mógłbym się z miejsca polubić. Buffy za dnia jest typową nastolatką uczęszczającą do Sunnydale High School, a nocą staje się pogromczynią wampirów i demonów Jej mocną stroną są umiejętności walki i determinacja. Potrafi działać w grupie i co ważniejsze jest gotowa na poświęcenia dla ekipy. Poza tym odtwórczyni głównej roli, Sarah Michelle Gellar, porzuciła aktorstwo na rzecz branży restauracyjnej. Wydaje książki kucharskie, a więc czy jest ważniejszy członek ekipy od kucharza?


Victor Frankenstein
serial: Penny Dreadful
umiejętności: znajomość medycyny, hobbistyczne zdolności krawieckie
Doktor Frankenstein miał wiele ekranowych wcieleń, ale mi chodzi o tego z Domu grozy. Victor mimo młodego wieku ma na swoim koncie duże, no może nie do końca moralne, osiągnięcie w postaci Potwora. Nieco neurotyczny naukowiec posiada ogromną wiedzę z zakresu medycyny oraz ciekawość, a ta jak wiadomo w różne miejsca człowieka doprowadzi. Wybrałem go przede wszystkim ze względu na profesję, bo pomijając niezdrowe zainteresowania śmiercią, i w Domu Grozy jako lekarz jest wyjątkowo cennym członkiem zespołu.



Madison Montgomery
serial: American Horror Story
umiejętności: magia, talent aktorski
Dobra, skoro mam na mojej liście dwie osoby o bardziej fizycznych atrybutach to czas na osobę, która wspomoże drużynę w sposób magiczny. Madison Montgomery, celebrytka, aktorka i czarownica. Posiada mnóstwo zdolności magicznych, między innymi przywracanie do życia (no z takim czymś jesteśmy nie do zagięcia) oraz temperament. Myślę, że jej niesubordynacja i cięty język niejednokrotnie mogłaby wprowadzić wszystkich w tarapaty, ale ostatecznie dzięki magii wszystko można nareperować, ya? *uwaga na samochód*


Tomas Ortega
serial: The Exorcist
umiejętności: kontakt z demonami, potrafi egzorcyzmować (osobiście wątpię)
Ojciec Tomas Ortega w serialu Egzorcysta stawia dopiero pierwsze kroki w walce z demonami. Mimo wszystko szybko odkrywa w sobie niezwykłe talenty; wizje naprowadzające go na trop demonów oraz umiejętność przenikania do umysłu egzorcyzmowanej osoby. W pewnym momencie pada nawet porównanie Tomasa do bomby, gdy inni egzorcyści są zaledwie nożami. Nie przepadam za jego osobą, ale muszę mu oddać jedno, aby ratować człowieka jest gotowy poświęcić własne życie. Bezinteresowność to jego największa zaleta.


Theodora "Theo" Crain
serial: Haunting of Hill House
umiejętności: instynkt, podobieństwo do Angeliny Jolie
Niezbędną umiejętnością do przetrwania post apokaliptycznym świecie jest instynkt, sam nie wiem, dlaczego właśnie tak ją nazwałem. Theo od najmłodszych lat wolała stać na uboczu. W dorosłym życiu nie potrafi przywiązywać się do ludzi. Cechuje ją zdrowy rozsądek i pewnego rodzaju dar - poprzez dotyk potrafi przywołać wspomnienia, wizje, jakieś odczucia. Wyjątkowo inteligentna, potrafi czytać intencje innych. Gdybyśmy bawili się w survival horror jestem przekonany, że Theo przetrwałaby do samego końca.


Jim Hopper
serial: Stranger Things
umiejętności: posługiwanie się bronią, mocna głowa
Czym byłby post apokaliptyczny horror bez policjanta? Myślę, że najlepiej do tej roli pasuje stróż prawa z małego miasteczka Hawkins. Postać Hoppera jest dość popularna wśród fanów serii, a on sam doskonale wypada w roli gliniarza herosa. Pod maską cynicznego twardziela ukrywa się człowiek opiekuńczy i bezinteresowny. Jim mimo własnego balastu jakim okazuje się przeszłość, stara się zapanować nad teraźniejszością. Ponadto jako policjant ma głowę na karku i potrafi posługiwać się bronią. Czy można wymarzyć sobie lepszego kandydata do post apokaliptycznej rodzinki?


Kevin Copeland
serial: The Mist
umiejętności: zdolności przywódcze
Kevin jest dziennikarzem czyli dość typową personą dla twórczości Kinga. Poznajemy go jako kochającego męża i ojca. Wraz z pojawieniem się mgły zostaje rozdzielony z rodziną i od tej pory jego celem jest odnalezienie żony Eve i córki Alex. Niepozorna postać pana Copelanda jest niestety jedynym bohaterem serialu wzbudzającym sympatię i co gorsza jedynym, który kreuje wiarygodną postać. Z czasem staje się nieformalnym liderem grupy uciekinierów. Myśli o pozostałych, ale w razie niebezpieczeństwa nie cofnie się przed niczym.


A wy jak wyobrażacie sobie swój team na koniec świata?

piątek, 9 listopada 2018

Ranking Laleczki Chucky

Od 1988 roku do 2018 Don Mancini wyreżyserował, napisał scenariusz, produkował, jednym słowem - współtworzył - siedem filmów o morderczej, rudowłosej laleczce, która w przerwach między mordowaniem kolejnych osób sypała żarcikami. Już ostatnio chciałem napisać moją topkę serii.



Miejsce 7
Laleczka Chucky: Następne pokolenie
(Seed of Chucky, 2004) 
Film, o którym wielu fanów serii próbuje zapomnieć. Mamy tu przede wszystkim idiotyczną akcję, bzdurne dialogi, niesmaczne dowcipy i paskudnie wyglądającego potomka Chucky'ego, który zmaga się z dziedzictwem własnej rodziny oraz... tożsamością płciową. To pierwszy film z serii wyreżyserowany przez D. Mancini'ego. Być może liczył on na nowy Rocky Horror Picture Show, ale otrzymał  Teksańską Masakrą Piłą Mechaniczną IV, minus Bridget Jones (no chyba, że liczyć J. Tilly). Plusy? Ze wstydem przyznam, że rozbawił mnie żart z Britney Spears i "Oops, I did it again".

Miejsce 6
Laleczka Chucky 3
(Child's Play 3, 1991)
Ostatnia część posługująca się tytułem Child's Play, a także ostatnia, w której dochodzi do pojedynku pomiędzy Andy'm, a Chuckym. Tym razem za reżyserię odpowiedzialny był Jack Bender, Mancini nadal tworzy scenariusz. Pierwszy zgrzyt to zamiana aktora wcielającego się w postać Andy'ego. To już nie jest nasz, uroczy i naturalny chłopiec, który walczy z morderczą lalką. Ten film balansuje na granicy horroru i groteski. O ile humor obecny w poprzednich odsłonach był subtelny, tak tutaj mocniej do głosu dochodzi czarna komedia. Film sam w sobie jest zwyczajnie nudny.

Miejsce 5
Narzeczona laleczki Chucky
(Bride of Chucky, 1998)
Czwarty film mocno odróżnia się (ale nie zrywa z nią) od oryginalnej trylogii. Pierwszy raz pojawia się postać Jennifer Tilly. I nie oszukujmy się, ten film należał do niej. "Czwarta" laleczka to połączenie komedii z slasherową sieczką. Strasznie niedoceniona część przygód Chucky'ego. Ogromnym minusem serii są protagoniści; nudni i papierowi. To trochę jak kiepska wersja Bonnie i Clyde'a.

Miejsce 4
Klątwa laleczki Chucky
(Curse of Chucky, 2013)
Kto by pomyślał, że po tylu latach otrzymamy dobrą kontynuację laleczki Chucky? Po fatalnej piątce, szósta część przygód seryjnego mordercy uwięzionego w ciele lalki wraca do genezy historii w najlepszym wydaniu. Przede wszystkim żegnamy komediowy aka. "głupi" ton na rzecz dusznej atmosfery ponurego zamku. Nowy Chucky nie rozczarowuje, chociaż... od strony technicznej mógł być znacznie lepszy.

Miejsce 3
Kult laleczki Chucky
(Cult of Chucky, 2018)
Na trzecim miejscu muszę postawić najnowszą odsłonę serii. Przede wszystkim dostaliśmy mnóstwo powrotów; Andy, Kyle, Jennifer. Akcja przenosi nas do zakładu psychiatrycznego, gdzie kontynuowany jest wątek z poprzedniej części. Mamy tutaj całkiem sporo elementów gore, a atmosfera osaczenia i niepokoju miesza się z humorem. Czego zabrakło? Odpowiedzi! Po seansie odniosłem wrażenie, że to dopiero pierwsza połowa filmu.

Miejsce 2
Powrót laleczki Chucky
(Child's Play 2, 1990)
Pierwszy sequel Child's Play, a także pierwszy, do którego scenariusz Don Mancini napisał w pojedynkę. Przede wszystkim to sprawna kontynuacja wątków z pierwszej części. Mamy tu trochę humoru, ale nie jest on natarczywy. Andy trafia do rodziny zastępczej. Dużo czasu poświęca się na budowanie relacji Andy'ego oraz przybranej siostry, Kyle. Mamy tu dalszy ciąg pojedynku Andy'ego i Chucky'ego. W porównaniu z jedynnką, powrót okazaał się nieco krwawszy, a same sposoby uśmiercania bohaterów są oryginalne. Na minus, to jednak już nie to samo. Od tej chwili każda kolejna odsłona serii będzie mniej dopracowania.

Miejsce 1
Laleczka Chucky
(Child's Play, 1988)
Jedynka różni się od serii klimatem od pozostałych sześciu filmów. Przede wszystkim mamy wolne tempo akcji; przez pierwszą połowę filmu nie możemy być pewni, czy Chucky jest faktycznie żywy. Razem z głównymi bohaterami powoli poznajemy sekret morderczej zabawki. Świetna rola Catherine Hicks, no i moja ulubiona scena, w której Karen odkrywa, że Chucky działa bez baterii. Nie można niewspomnieć też o antagoniście i efektach specjalnych; poruszająca się laleczka jest bardzo naturalna i aż dziw bierze, że takie efekty otrzymaliśmy w 1988 roku. Klasyka.