piątek, 24 maja 2019

Najlepsze! Najbardziej emocjonujące odcinki anime Pokemon

Robię kolejną listę ze świata pokemonów i tak, ma to wiele wspólnego ze zbliżającą się premierą Detektywa Pikachu gier ósmej generacji. Kogo ja oszukuję? Na film również czekam! I w tych oczekiwaniach na moim blogu czas umili moja lista dziesięciu najlepszych odcinków anime.
Na przestrzeni dwudziestu lat powstało ponad 15 sezonów i setki odcinków. Samo anime zmieniało się graficznie, chociaż fabularnie stało w miejscu, a dla tych, którzy mogą czepiać się długości serii wspomnę tylko, że poksy nie są nawet w topce najdłuższych animców! Ha, zatkało was hejterzy? Sam nie oglądałem wszystkich odcinków, ale na tyle dużo, aby wyrobić sobie jakieś zdanie. Zapraszam.


10
Can’t Beat the Heat! / Nie da się pokonać żaru!
(Pokemon: Master Quest, odcinek 61)
Ash i Gary. Rywale. Starcie zupełnie różnych filozofii. Pod koniec oryginalnej serii nie mogło zabraknąć starcia pomiędzy tą dwójką. Drogi chłopców z Pallet Town wielokrotnie przecinały się, ale dopiero po ponad dwustu tfu... prawie trzystu odcinkach miała rozegrać się pomiędzy nimi walka podczas zawodów Srebnej Ligii. Jednego reprezentuje Blastoise, a drugiego Charizard. Jest zupełnie jak w grach. Myślę, że odcinek stanowił świetne zamknięcie wątku ich rywalizacji. 


9
Pikachu Re-volts / Zbuntowany Pikachu
(Pokemon: The Adventures in the Orange Islands, odcinek 3)
Fani jakoś nie przepadają za sezonem drugim, a dla mnie był on kopalnią szalonych pomysłów. Jasne, były fillery, ale uczciwie, która seria ich nie posiadała? W trakcie podróży po Archipelagu Wsyp Pomarańczowych bohaterowie docierają na Wyspę Mandarynek, na której pokemony wykazują agresję wobec ludzi. Pikachu, Togepi i Meowth uciekają, a oficer Jenny z pomocą dzieciaków rozpoczyna dochodzenie. Za wszystkim stoją przedstawiciele Zespołu R, Butch i Cassidy. W czasie trwania serii Jessie i James przestali być straszni, a ich rywale/współpracownicy fajnie wypełnili lukę tych złych.


8
The Legend of Thunder!
(Pokemon Chronicles, odcinki 1-3)
A teraz drobne zamieszanie. Legenda błyskawicy była filmem specjalnym, ale została podzielona na trzy części i dołączona do serii Pokemon Chronicles. W odcinkach poznajemy trójkę zupełnie nowych bohaterów; Jimmy'ego, Marinę i Vincenta z New Bark Town, którzy jakiś czas temu opuścili rodzinne miasteczko, aby stać się trenerami kieszonkowych potworów. Wkrótce staną do walki z Zespołem R planującym schwytanie legendarnej bestii, Raikou. Historia o Raikou i trenerach z New Bark Town właściwie niewiele różni się od odcinków z głównej serii, spotkanie bohaterów, problem pokemona, czarne charaktery. Z tą różnicą, że The Legend of Thunder jest mocniej akcentowane; zagrożenie ze strony zespołu jest poważniejsze, gagi zabawniejsze, walka trudniejsza.


7
Trouble's Brewing / Kłopoty wiszą w powietrzu
(Pokemon: Johto League Champions, odcinek 26)
Ten odcinek pojawia się tylko dlatego, że uwielbiam postać Sakury. Właścicielka, najpierw Eevee, a potem Espeona, jest jedną z pięciu sióstr z Ecruteak City. Dziewczyna nie do końca odnajduje się w roli "kimono girl" marząc o karierze trenerskiej. Odcinek tematycznie podobny do walczących braci Eevee z pierwszego sezonu, ale znacznie ciekawiej opowiedziany. Misty proponuje Sakurze dołączenie do ich paczki doskonale rozumiejąc jak czuje się dziewczynka będąc najmłodszą z sióstr. Ostatecznie Sakura postanawia wyruszyć w podróż sama i wielka szkoda, bo byłaby fenomenalnym kompatem podróży.


6
Go West, Young Meowth! / Idź na zachód, Meowth
(Pokemon: Indigo League, odcinek 70)
Meowth z Zespołu R jest jedną z najciekawszych serialowych postaci. W odcinku Idź na zachód, Meowth poznajemy historię gadającego kocura. Dowiadujemy się, skąd pochodzi i dlaczego poprzez mowę i chód na dwóch łapach starał się upodobnić do człowieka. W międzyczasie, gdy Ash i spółka goszczą na premierze kinowej w Hoolywood, Meowth spaceruje uliczkami miasta wspominając przeszłość. To wyjątkowo ciekawy odcinek wypełniony melancholią i mrocznym klimatem w stylu noir.


5
Gotta Catch Ya Later! / Złapię Cię później!
(Pokemon: Master Quest, odcinek 64)
Przedostatni odcinek oryginalnej serii, a także ostatni raz gdy banda Asha podróżuje w takim, a nie innym składzie. Bohaterowie wracają z mistrzostw Srebrnej Ligii do domu, gdy okazuje się, że Misty musi objąć stanowisko lidera w Cerulean City, zaś Brocka wzywają ważne sprawy w rodzinnym Pewter City. To oficjalny koniec ich wspólnej przygody. Ten ocinek obejrzałem wiele lat później, a to ze względu na serię Johto Journeys, która odrzuciła mnie od tematu pokemonów na wiele lat. Powróciłem do kieszonkowych stworków podpiero pomiędzy trzecią, a czwartą generacją i od razu obejrzałem odcinek pożegnalny. Spoiler: Ash odkupił rower Misty.


4
Kalos, Where Dreams and Adventures Begin! / Przygoda i marzenia rodzą się w Kalos! 
(Pokemon XY, odcinek 1)
Po serii Black&White anime uznałem za martwe. No... nie da się. Koniec. I wtedy pojawił się piewszy trailer XY. Uderzyła mnie piękna grafika, Ash wyglądający na nastolatka, mega ewolucje i tajemniczy super bohater, a potem jeszcze Serena jako przyjaciółka z dzieciństwa Asha I tak było, pierwszy odcinek z Kalos był fenomenalny. Przede wszystkim to powiew świeżości i obietnica, że otrzymamy całkiem solidną serię. I otrzymujemy, oczywiście pojawiają się zgrzyty, ale pierwszy odcinke bez wątpienia jest mega.


3
Pokémon, I Choose You! / Pokémon, wybieram cię!
(Pokemon: Indigo League, odcinek 1)
Przez lata pokemony traciły i zyskiwały fanów. Trudno jednak dzisiaj nie znaleźć osoby, która nie oglądała pierwszego odcinka oryginalnej serii. Poznajemy pokemony, zależności między nimi i ludźmi. Na plan pierwszy wychodzą bohaterowie; Ash, Pikachu oraz Misty. Był humor oraz dramatyzm, odpowiednia ilość akcji i dialogów. Ten odcinek sprawił, że pokochałem serię i codziennie wyczekiwałem na nowe odcinki, a przy okazji fajnie, że Pokemon, wybieram cię! został zrimejkowany w postaci kinówki.


2
One Journey Ends, Another Begins... / Gdy jedna podróż się kończy, następna się zaczyna...
 (Pokemon: Sun & Moon, odcinek 21)
Pokemony przyzwyczaiły nas do tego, że wszystko jest cukierkowe i zabawne. Nieinaczej jest z serią Sun & Moon, która bez ściemy postawiła na humor. Dlatego zaskoczeniem był fakt, że to właśnie ona poruszyła temat śmierci. Bohaterem historii jest kot, Litten. Pokemon mieszka razem ze starym Stoutlandem sprawującym nad nim opiekę. Stoutland ma coraz mniej sił, a mimo to próbuje przekazać swoją wiedzę młodemu. Podotba mi się to, że ani razu nie pada słowo "śmierć", a wszystko jest przekazywane za pomocą niedomówień. Symbolem przemijania jest stare drzewo rosnące obok kryjówki pokemonów. Wraz z ostatnim liściem umiera Stoutland.


1
Bye, Bye Butterfree / Żegnaj, Butterfree
(Pokemon Indigo League, odcinek 21)
Pierwsze i chyba najdotkliwsze rozstanie z pokemonem w całej serii, tak samo dla Asha jak i dla widzów. Ash i spółka docierają na skarpę, gdzie trenerzy wypuszczają swoje Butterfree, aby te mogły znaleźć partnerów i wyruszyć za ocean założyć rodzinę. Przez cały odcinek oglądamy starania Butterfree w zdobyciu różowej samiczki. Pokemon zdobywa ukochaną, a do nas dociera, że jest to pożegnanie. Do tej pory nikt nie miał świadomości, że tak działa ten świat - łapiesz pokemona, on dorasta, a potem przychodzi moment, że trener i jego podopieczny muszą ruszyć własnymi drogami.



Dużo odcinków z Błękintej Ligii, prawda? Fakt, z jednej strony doskonale znam serię pierwszą, ale właśnie pierwsza dawała nam mnóstwo odstępstw od normy. Późniejsze serie są mocno dyktowane pod gry, a we wcześniejszych mogliśmy spodziewać się wszystkiego.

niedziela, 12 maja 2019

Top 5 antagonistów z uniwersum Pokemon

Świat pokemonów jest kolorowy, pełen magii i fantastycznych stworzeń. Na drodze do tytułu mistrza napotkasz wielu ludzi. Większość jest serdeczna, czasem natrafisz na dziwaków...


Zupełnie jak w jakiejś odjechanej sekcie. Tylko że... nie. Postaci w grach, mangach i anime muszą mierzyć się z łajzami chcącymi w najlepszym wypadku chcą zawładnąć światem. I ten temat chciałbym poświęcić właśnie im. Kto jest najczarniejszym z czarnych charakterów? Walnięta mamuśka? Mafiozo? Jakie mają motywy działania poza chęcią zniszczenia świata? Czy mają jakieś inne motywy? Na mojej liście znajdą się wyłącznie antagoniści z gier. Niby wszystko jeden pies bity, ale na dobrą sprawęw zależności od medium czarne charaktery są mocno zróżnicowane. Jeśli jednak kogoś będzie interesowała lista z animca, chętnie stworzę i taką.


Miejsce 5

Cyrus
typ: socjopata z kompleksem Boga?
gry: Diamond, Pearl, Platinum 
Cyrus to przywódca Team Galactic, organizacji przestępczej debiutującej w grach z czwartej generacji. Ich celem jest, ambitnie i oryginalnie, zniszczenie świata. Postać zaskakuje prostym desingiem stanowiącym miłą odskocznię po klaunach z poprzedniej gry. Jest enigmatyczny, bezwzględny i zdeteminowany do osiągnięcia swoich celów, a dokładniej zniszczenia obecnego i stworzenia nowego świata wedle własnego pokręconego umysłu. Młody lider Team Galactic mógłby spokojnie zająć pierwsze miejsce w moim rankingu, gdyby nie jego niezrozumiała motywacja. Dlaczego chce przywołać pokemony kreacji? Jak wyobraża sobie nowy idealny świat, o którym w kółko ględzi? Tego się nie dowiadujemy. Cyrus jest bardzo szablonowym czarnym charakterem, który nie posiada głębszej historii. Szkoda, bo miał predyspozycje do bycia jednym z największych koszmarów świata kieszonkowych stworów. 
Muszę jednak polecić wszystkim odcinek Generations z jego udziałem. 


Miejsce 4

Guzma
typ: niegroźny łobuz
gry: Sun/Moon oraz Ultra Sun/ Ultra Moon
Chciałym zacząć od tego, że Team Skull, któremu przewodzi bardzo wyróżnia się na tle antagonistów z poprzednich gier. Za każdym razem, gdy spotykamy naszych szeregowych łobuzów mamy ochotę ich uściskać jak dobrych, dawno niewidzianych przyjaciół niż czuć przed nimi respekt czy złość z powodu dupkowatych akcji, które odstawiają. I podobnie jest z ich liderem. Guzma jest stylizowany na chuligana. Nie można mu odmówić zadziorności i charyzmy. Wiem, że to już bardziej zasługa animacji i grafiki, ale jego mimika, gesty, sposób poruszania się są genialne. Ma bardzo dużo aroganckiej pewności siebie i za każdym razem, gdy zostaje pokonany przez naszą postać reaguje w ten sam zabawny sposób. What is wrong with you? - woła. Posługuje się bardzo charakterystycznym pokemonem, Golisopodem, ha, co tam jakieś Koffingi i Zubaty! Nie zaspoileruję chyba pisząc, że Guzma nie jest złym człowiekiem. 


Miejsce 3

N Harmonia
typ: naiwny marzyciel
gry: Black/White oraz Black 2/White 2
Przeglądając różne topki najlepszych villainów trudno jest nie znaleźć przynajmniej wzmianki o N. Młody król Team Plasma marzy o uwolnieniu pokemonów spod władzy ludzi. Posiada silną więź z pokemonami, kocha je ze wzajemnością i wszystkie jego badassowe posunięcia są dyktowane dobrem stworków. N jest postacią niejednoznaczną. Podobnie jak my ma zamiar zdobyć tytuł mistrza pokemon, a przy tym realizuje plany zespołu. Jego ojciec Ghetsis, należy do rady Siedmiu Mędrców, przewodzącym zespołowi. Chłopak dopiero z czasem odkrywa, że został zmanipulowany przez Ghetsisa, któremu nie zależy na dobru pokemonów. Po ostatecznym pokonaniu zespołu zaczyna dostrzegać świat, w którym ludzie i pokemony żyją jako przyjaciele. O ironio, gry z piątej generacji posiadają najlepszą linię fabularną, ale przy tym niezbyt ciekawą rozgrywkę i stworki.
Polecam odcinek Generations z N.

Miejsce 2

Lusamine
typ: walnięta mamuśka
gry: Sun/Moon oraz Ultra Sun/Ultra Moon
Lusamine jest dyrektorką placówki Aether Paradise ochraniającej dzikie pokemony, a także matką Lillie i Gladiona, ale o tym dowiadujemy się nieco później. Z czasem odkrywamy, że Lusamine działa w porozumieniu z Team Skull i tak naprawdę to ona, a nie Guzma, stanowi prawdziwe zagrożenie dla Alola. Kobieta obsesyjnie pragnie połączyć się z istotami z innego wymiaru tzw. ultra bestiami. W finalnej konfrontacji z nami Lusamine pokazuje swoje prawdziwe oblicze; jest wyrachowaną postacią czującą nienawiść do własnych dzieci. To ciekawe rozwiązanie, bo gry siódmej generacji wprowadziły sporo zmian fabularnych. Największym zaskoczeniem była zmiana antagonisty, którym zawsze był zespół. To bardzo miła odmiana. Gry S/M i późniejsze wersje Ultra różnią się rolą Lusamine. W tych pierwszych jest bardziej bezwzględna. W kontynuacjach bohaterka jest bardziej ofiarą własnych działąń niż czarnym charakterem.



Miejsce 1

Giovanni
typ: mafiozo
gry: Red/Blue, ich rimejki, Yellow, Soul Silver/Heart Gold, Let's Go
Nikt inny nie mógł zająć pierwszego miejsca w rankingu czarnych charakterów. Oryginalny antagonista z serii gier stał na czele organizacji Team Rocket. W przeciwieństwie do kolejnych antagonistów nie był zainteresowany przejęciem władzy nad światem, a zwyczajnym, ludzkim zarabianiem hajsu. Giovanni kradł rzadkie okazy pokemonów, a następnie sprzedawał je. Podwładni mu naukowcy stworzyli Mewtwo, którego będąc w posiadaniu Giovanni stałby się najpotężniejszym trenerem w Kanto. Jego władza nie kończyła się wyłącznie na rodzimym regionie. Team Rocket trafili również do Johto, a więc teoretycznie sprawował władzę nad dwoma regionami. Ponadto Giovanni był liderem areny w Viridian City. Świetny przywódca Zespołu R nie był we wszystkim najlepszy. Władanie organizacją przestępczą wychodziło mu znacznie lepiej od ojcostwa. 

wtorek, 23 kwietnia 2019

Czy ja nadal nie lubię seriali? Polecam seriale Preity...

Jakoś nigdy nie przepadałem za serialami - autor bloga napisał pierwsze zdanie, a potem głęboko westchnął i zastanowił się nad odpowiednią argumentacją. Właściwie, dlaczego nie lubię seriali?  Czy nadal nie lubię seriali? Pamiętam, jak bardzo nie lubiłem oglądać seriali. Zawsze nadchodził ten moment, w którym akcja stopowała i wchodziły napisy końcowe, a ty człowieku, musiałeś czekać cały tydzień, aby poznać dalsze losy bohaterów. Jak wkurzający jest clifhanger na koniec odcinka (o takim na koniec sezonu nawet nie śmiem wspominać)? Doskonale pamiętam moment meksykańskiej albo argentyńskiej telenoweli, gdy zła bliźniaczka zostaje zdemaskowana przez inną bohaterkę.
Kamera najeżdża na wredną oszustkę łapiąc jej zmieszanie, po czym szybko leci złapać przerażenie na twarzy dobrej bohaterki. Co teraz?! No i leci dżingielek, "la usurpadora", koniec odcinka. Następny kiedy indziej. Dzisiaj dzięki opcji online mogę oglądać seriale bez uzależnienia od programu telewizyjnego. I to jest fajne, bo mogę wybierać nie tylko temat serialu, ale i ilość.
W świat seriali wkroczyłem niedawno i nieśmiało, ale mimo to zdążyłem obejrzeć kilka ciekawych produkcji i kilka z nich chciałbym polecić mojej koleżance, wojowniczce dzierżącej szydełko w dłoni, władczyni Marsa i autorce bloga Wody Marsa, a przy okazji chciałbym napisać o kilku moich spostrzeżeniach dotyczących odbioru seriali.

Hyperdrive
czyli brytole podbijają kosmos


Wybór jest niełatwy, ale zacznę od produkcji, za którą mnie zabije. Zabije, bo nie znalazłem tego serialu w polskiej wersji językowej. Czyli jak ma mnie zabić to niech zrobi od razu i po sprawie, ale wspomnieć o Hyperdrive muszę. Ten dwunasto odcinkowy sitcom powstał na zlecenie telewizji BBC. Serial stał się parodią kina sci-fi, bo oto mamy brytyjską załogę statku kosmicznego przemierzająca bezkresną galaktykę i to w zasadzie tyle.
Brytyjski humor przez wiele dekad ewoluował i zmieniał się. Dzisiaj jest bardziej nastawiony na globalnego odbiorcę -  nie boi się przekleństw i pieprznych dowcipów, ale dla oddania mu sprawiedliwości nadal przemyca ironiczny uśmieszek. Gdy zaś ten dobrze znany humor brytyjski z seriali takich jak 'Allo 'Allo!, o którym dało się rozprawy i eseje pisać był jak ładnie opakowana bombonierka ze smakowitymi czekoladkami w stylu "Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać". Dzisiaj łatwiej jest znaleźć dobry serial dramatyczny od smakowitej bombonierki... i Hyperdrive to potwierdza. Nie jest to żadna pozycja obowiązkowa, ale warto wiedzieć, że gdzieś we wszechświecie istnieje Hyperdrive.


Z Larkrise do Candelford
czyli o nieubłaganych zmianach


Teraz coś z zupełnie innej szafki; komedia, obyczaj, a czasem romans. Inna produkcja BBC to składający się z czterech sezonów serial Z Larkrise do Candelford przenosi nas na XIX-wieczną angielską prowincję do miasteczka Candelford i sąsiadującej z nim wioski Larkrise. To tutaj poznajemy główną bohaterkę, Laurę, która zostaje wysłana do pracy w urzędzie pocztowym. Razem z Laurą poznawałem pracowników poczty, ich rodziny i przyjaciół. Przede wszystkim jest to produkcja z wieloma barwnymi, kobiecymi postaciami - Dorcas Lane i jej największe słabostki, głupiutka Minnie, wścibskie siostry Pratt, bojaźliwa córka pastora i wiele innych, przy których, o ironio, blado wypada sama Laura.
Akcja serialu płynie nieśpiesznie. Nie ma tutaj rozbudowanych intryg. Czarnych charakterów na miarę bohaterek brazylijskich telenoweli. To serial o życiu małej społeczności; przekonaniach, miłostkach, a czasem trudnych wyborach. Gdzieś w tle pojawiają się wielkie zmiany i z końcem czwartego (przyznam, że najgorszego) sezonu głośno pukają do drzwi. Chociaż chętnie obejrzałbym dalsze perypetie mieszkańców Larkrise i Candelford to obawiam się, że kolejne sezony brutalnie mogłyby zniszczyć obraz sielanki, w której czas stanął w miejscu.


Flash Forward. Przebłysk jutra
czyli ano właśnie...


Cały świat traci przytomność na dwie minuty i siedemnaście sekund. W trakcie "zaćmienia" ludzie otrzymują tajemnicze wizje wydarzeń, które mają nastąpić dopiero za sześć miesięcy. Sprawa wstrząsa światem. Jak do tego doszło? Kto jest odpowiedzialny za tę sytuację? I najważniejsze, czy w przyszłości mogą wystąpić kolejne przebłyski? Do wyjaśnienia sprawy zostaje powołany agent Mark Benford, który w swojej wizji "otrzymał" najwięcej tropów dotyczących sprawy. Różni ludzie reagują w różnoraki sposób na swoje wizje. Interpretują je jako znaki od Boga, uważają za fatum, którego nie da się uniknąć lub wręcz odwrotnie usilnie starają się uniknąć przeznaczenia. Jedno jest pewne: wizje przyszłości rzutują na bohaterów i każdy kolejny ruch.
Bohaterów jest bardzo wielu. Większość da się polubić i z przejęciem śledzić ich losy. No może poza Olivią Benford i upierdliwym naukowcem, który łazi za nią jak cień. Trudno się dziwić, bo sama obsada to perełki takie jak Ralph Fiennes (AHS: Asylum), Dominic Monaghan (Lost) oraz John Cho (Egzorcysta). Flash Forward. Przebłysk jutra doczekał się dwóch sezonów po czym został anulowany. Na najważniejsze pytania odpowiedział, także nie czuję się jakoś specjalnie zawiedziony finałem. Mimo wszystko ostatni odcinek pobudził apetyt na więcej i pozostawił kilka otwartych kwestii. Czy warto zabierać się za ten serial? Tak. Zaryzykuję stwierdzenie, że z tej czwórki ten spodoba ci się najbardziej.


Nawiedzony dom na wzgórzu
czyli przewrotne zakończenie


Przewrotne, bo Preity nie lubi horrorów, ale spokojnie, wiedząc to, nie poleciłbym ci nic potwornego. Dziesięcioodcinkowa produkcja Netfliksa to delikatne ghost story konfrontujące przeszłość z teraźniejszością. Historia koncentruje się na siedmioosobowej rodzinie Crainów, która przyjeżdża do tajemniczego domu na wzgórzu. Niezwykła posiadłość stopniowo odkrywa swoje sekrety przed nowymi mieszkańcami, a także widzami. Akcja serialu jest rozłożona na dwie linie czasowe; przeszłość i teraźniejszość. Tragiczne i owiane tajemnicą wydarzenia z przeszłości pozostają zagadką dla nas do samego końca, a jedynym pewnikiem jest to, że właśnie dom na wzgórzu uformował dorosłych bohaterów. Dzieci, ktore razem dorastały, jako ludzie dorośli nie mają ze sobą nic wspólnego. Segmentem, który poruszył mnie najbardziej jest historia Luke'a.
Nawiedzony dom na wzgórzu to bardzo stylowe ghost story. Duchy są złowrogimi istotami o nie do końca sprecyzowanych intencjach. Czy dążą do zrobienia komuś krzywdy, a może są jedynie urojonymi demonami? Zamiast emanować brutalnością, czy przekonywać nas do potwornej historii domostwa autorzy postawili na wyobraźnię widza. Dla mnie największe wrażenie zrobiła opisowość sytuacji, która zmusza nas, jako widzów, do ożywiania w wyobraźni danych obrazów.


Nawiedzony dom na wzgórzu stał się moim ulubionym serialem i gdybym miał teraz odpowiedzieć na pytanie: "czy nadal nie lubię seriali?" Odpowiedziałbym: "jest kilka seriali, które lubię". Mam nadzieję, że Preity wybierze sobie coś z tej listy. 

piątek, 12 kwietnia 2019

Puda

Puda, czyli dawna, rosyjska jednostka masy równa około 16,5 kg. Tajemnicze z początku słowo wpadło mi w oko w opowiadaniu Zagroda Matriony rosyjskiego laureata Literackiej Nagrody Nobla, A. Sołżenicyna.
Niewiele wiem o jednostkach masy. Na ogół używam pojęcia kilogram, tona i malutki gram. O "dawnych" w połączeniu z "rosyjskimi" moja wątpliwa wiedza spada do zera. Ale kto wie? Może w przyszłości pogłębię wiedzę wraz z kolejnymi "niematematycznym" książkami.
Chodzi mi o to, że do zdobywania wiedzy należy dążyć. Nic nie spada z nieba samo. To znaczy, fajnie byłoby obudzić się pewnego dnia i posiadać odpowiedzi na wszystkie pytania. Tak jak w Autostopem przez Galaktykę, ale to tak nie działa.
W moim życiu nadszedł czas zmian. Zmian, do których przez długi czas dorastałem. Chcąc zamknąć pewien etap życia i zacząć nowy, miejmy nadzieję, lepszy będę musiał zdobywać nową wiedzę. Niestety, samo bycie pracowitym i uczciwym to często za mało. Szkoda. Zmiany zawsze mnie przerażały, ale zdobyłem się na odwagę i wykonałem pierwszy krok w ich kierunku. Gdy odwaga znika należy ją zastąpić wytrwałością. Od razu nie będzie super. Pewnie potrwa za nim wszystko będzie faktycznie lepsze. Tym razem będę nieustępliwy i waleczny. W nowym etapie czeka mnie jeszcze wiele "jednostek masy" do przyswojenia. Będę popełniał błędy, ale i uczył się nowych rzeczy.

środa, 27 marca 2019

Chodząc do kibla razem

czyli Rodzeństwo Furo

Jednotomowa manga, Rodzeństwo Furo, autorstwa Yuki Shiwasu jest debiutem tej pani, a zarazem moim pierwszym moim zetknięciem z wydawnictwem Dango. Przyznaję, że przed zakupieniem tomiku bacznie obejrzałem okładkę i wnętrzności, bo nie do końca byłem przekonany do historii, którą chciano mi wcisnąć, ale o tym za chwilę...
Daisuke i Kyoko mają po piętnaście lat i są bliźniętami. Ich relacja zdaje się jednak daleko wykraczać poza siostrzano-braterską więź. Rodzeństwo spędza ze sobą każdą możliwą chwilę. I pisząc każdą mam na myśli naprawdę każdą, łącznie z załatwianiem potrzeb fizjologicznych. Za ich bliskością kryje się ważny powód. Otóż dzieciaki posiadają specyficzny dar widzenia zmarłych. Jedynym sposobem, aby trzymać duchy z dala od siebie jest ich bliskość.


Już po okładce, tak bardzo nasuwającej skojarzenie z rodzinką Adamsów, i kilku pierwszych stronach, jeszcze bez zniechęcania się kreską, otrzymujemy wisielczy humor w groteskowej oprawie. Poznajemy papużki nierozłączki, przerażoną ich bliskością matkę, szkolnych kolegów usilnie próbujących rozdzielić rodzeństwo i niegrzeszące rozumem duchy. To cała esencja Rodzeństwa Furo.
Pięć rozdziałów i dodatek "chibi" stanowią zamknięte historyjki, w których tytułowi bohaterowie muszą uporać się z jakimś duchem. Wszystko bazuje na podobnych żartach, które podzielimy na dwie grupy: nieogarnięcie rodzeństwa oraz wstawki z duchami.
Problem polega na tym, że opowiedziany kilkakrotnie dowcip traci swoją siłę i zamiast śmiechem puentujemy go głośnym, znużonym westchnieniem. I dzieje się tak od rozdziału drugiego. Po wprowadzeniu autorka wyraźnie chce opowiedzieć jakąś historię, ale nie robi tego ostatecznie wycofując się w sferę bezpiecznej groteski. Szkoda, bo Rodzeństwo Furo mogło dać czytelnikowi znacznie więcej od kilku dowcipów broczących w stylistyce high school drama.
Charaktery bohaterów zostały potraktowane po macoszemu. Na pierwszy plan wysuwają się cztery postacie. Z Daisuke i Kyoko jesteśmy od początku do końca, ale praktycznie niczego ciekawego o nich się nie dowiadujemy. Mają ten swój dziwny dar i naprawdę nie są ze sobą z przymusu, ale z miłości. Myślę, że fajnym motywem byłoby, gdyby czytelnik nie miał pewności, co do mocy parki i mógł przypuszczać, że jest to pretekst do bycia razem. Z tym, że wtedy bezpieczna strefa autorki za ścianą żartów skurczyłaby się w sposób drastyczny, a więc sytuacja dla czytelnika jest jasna od pierwszych stron. Fantastyczną postacią jest matka bohaterów, która ze zgrozą spogląda na niezdrową relację swoich dzieci. Nikt mi nie powie, że wspólne kąpiele szesnastolatków są normalne. Jako jedyna wydaje się postacią z niewykorzystanym potencjałem. Z czasem do ekipy dołącza kolega z klasy, Minazuki. Niby jest to postać z cyklu "character of the day", ale jako jedyny buduje większą, chociaż boleśnie banalną, historyjkę o duchu siostry.


Kreska jest nijaka. Mordy są strasznie płaskie, a dalszy plan nie istnieje. Niedbały styl sprawdza się przy postaciach duchów nadając im dodatkowy, komiczny efekt, ale przy ludziach wygląda to słabo. I szkoda tym bardziej, bo jak wspomniałem wcześniej postaci stylem (zwłaszcza mamuśka) mocno kojarzą się z rodziną Adamsów, ale ten czar pryska, gdy otrzymujemy niestaranne wykonanie.
Pech chciał, że nastawiłem się na więcej, a nie dostałem niczego. Nie ma w tej mandze nic złego, ale osobiście brakowało mi czegokolwiek, co pchałoby tytuł do przodu. Nawet jednotomowa, tfu... zwłaszcza jednotomowa historia powinna przykuwać czymś do siebie czytelnika.

niedziela, 24 marca 2019

Czy płynie z nami siostra Joy?

Przygodo trwaj! Kolejna relacja z klasycznej retro-wyprawy do świata Pokemon Red. Dzisiaj, w drodze po trzecią odznakę, czeka mnie kilka mniejszych zadań. Zaczynam od podróży w ślepy zaułek czyli dróg dwadzieścia cztery i dwadzieścia pięć. Na końcu znajduje się chatka Billa. Do tego wrócimy potem. Najpierw porozmawiajmy o Abra.
Występujący w tej okolicy Abra na poziomach 8-10 zna jeden atak - teleportację, czyli inaczej spierdala z pola walki. Jakie to piękne w swojej bezużyteczności. Prowokuje walkę i natychmiast ucieka XD
Strategia na złapanie: rzucaj ballem i miej nadzieję, że się nie uwolni ze środka. Oczywiście, uwolnił się. Pokeballe ssą. Niestety w tej generacji nie ma dużego wyboru. Jedyne dostępne miotacze to zwykły, wspaniały, ultra i mistrzowski. Na tym etapie gry mamy dostępny wyłącznie pokeball. Wygląda na to, że będę musiał odżałować Abrę.
Dalej, trafiam do domku Billa. Pechowy naukowiec znowu... (ech, ile razy przechodziłem ten scenariusz?) w wyniku nieudolnego eksperymentu zmienił się w pokemona. Zadaniem gracza, niezbyt ambitnym, jest uruchomienie maszyny, gdy nasz nieszczęśnik będzie siedział wewnątrz. Cały motyw wymieszania genów człowieka z pokemonem to nawiązanie do filmu Mucha, ale ze szczęśliwszym zakończeniem, niż w wersji z Jeffem Goldblumem. W tym momencie zapragnąłem stworzyć jakiś ranking motywów nawiązujących do horrorów.

Ładnie za pozowaliśmy, nie?

I prosto do Vermilion City. Droga do areny jest zablokowana, a więc korzystam z opcji statek świętej Anny. Moim celem jest zdobycie HM Cut. HM, podobnie do TM, są atakami, których możemy nauczyć pokemony. W przeciwieństwie do tych drugich, HMów nie możemy zastąpić innymi atakami. Nie są też wyjątkowo silne, ale dość użyteczne w pokonywaniu różnych przeszkód. Potem, żeby pozbyć się takiego ataku muszę skorzystać z usługi move deletera, czyli wszystko jest zwyczajnie upierdliwe, ale Cut to jedyna opcja, żeby dostać się do lidera. 
Na statku walczę z mnóstwem  trenerów i sraczki dostaję dopiero przy rywalu, czyli ostatnim przeciwniku na statku. W przeciwieństwie do FR/LG w Red nie ma na statku medyka. Przez moment zastanawiałem się, czy może pochrzaniłem korytarze lub pokoje i zwyczajnie nie mogę natrafić na siostrę Joy, ale nie... Kobiecina zwyczajnie nie zabrała się na statek, bo po co? Wśród pasażerów są przecież wyłącznie trenerzy, którzy na pewno nie będą chcieli walczyć między sobą. Gary'ego niszczę w podejściu numer dwa. Ciekawostka: to ostatni raz, gdy rywal używa do walki Raticate'a. Według teorii fanowskich szczur zostaje uśmiercony podczas tej walki. Dlatego w późniejszym etapie gry spotykamy rywala w Lavender Town, gdzie chciał uhonorować swojego pokemona.

To wszystko twoja wina, Joy.

Po otrzymaniu HM Cut ruszam na dodatkowe misje - najpierw jaskinia Diglettów, zdobywam HM Flash, Old Amber i jakieś popierdółki. Potem załatwiam sobie rower i dokonuję pierwszej wymiany Spearow na Farfetch'd. 
Trzeci lider może być też najbardziej wkurzającym etapem gry. Chcąc się dostać do sierżanta Surge'a należy wcisnąć przełączniki ukryte w dwóch z szesnastu koszach. Jeśli nie wykonam tej czynności w dwóch posunięciach, jestem w tyłku. BANG! Nie wiem, czy jestem pod szczęśliwą gwiazdą urodzony, ale udaje mi się ta sztuczka za pierwszym razem. Fajnie byłoby stworzyć topkę najtrudniejszych puzzli w pokemonach, albo liderów stanowiących wyzwanie. Surge nie jest wyzwaniem, ale trochę pokpiłem sprawę. Zakładałem użycie wyłącznie pokemonów, które na stałe znajdą się w moim teamie, a z rozpędu pokonałem Pikacze i Raichu z pomocą Digletta. Odpukutuję to innym razem. 



Mój zespół: 


Wnioski. W następnym etapie dodam do drużyny nowego pokemona. Hura! Teraz mam pomysł na nowe topki do pokemonów. Trzeba będzie zabrać się za posty. Marzec sprzyja blogowaniu.

Raticate Gary'ego.